grzybek666 blog

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::Zjadłem kukurydzę po raz siódmy::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 01.kwi.2017, w Bez kategorii

Ostatni dzień marca i wyprawa do stolicy na kolejny, siódmy już, KoRncert. 18 lat temu marzyłem, żeby pójść chociaż jeden jedyny raz na koncert kukurydzianych, w życiu nie pomyślałbym, że tych koncertów uzbiera się w przyszłości łącznie siedem. Zabrałem po raz kolejny Zuzię z sobą i wraz z Adkiem i jego znajomymi wybraliśmy się do Warszawy Adka busem. Od razu skojarzyła mi się busowa wyprawa z 2000 do Katowic. Niestety z tamtej ekipy zostałem tylko ja…
Z Radomia wyjechaliśmy dosyć wcześniej, bo Adek z Pawłem Kornikiem mieli wjazd na meet&greet (swoją drogą zajebista sprawa mimo tysiaka kosztów). Droga upłynęła nam w miarę spokojnie, przyjechaliśmy na styk. Mała wyprawa na hamburgery i kolo 18 weszliśmy z Zuzią do hali.
Po raz kolejny usiedliśmy na trybunach (ech gdybym jechał sam to pewnie kupiłbym m&g ale czego to się nie robi dla młodego pokolenia), miejscówa jedna z najlepszych, bardzo blisko sceny, zespół praktycznie na wyciągnięcie ręki.
Na początek Hellyeah, fajna kapelka Vinnie Paula z Pantery i Chada z Mudvayne. Zagrali z megapowerem. Szkoda, że tak krótko. Tylko 7 kawałków, jakieś pół godzinki z hakiem. Ale wrażenie wywarli na mnie i publice dosyć pozytywne.
Potem Heaven Shall Burn. Przyznam, ze po przesłuchaniu ich płyt byłem nastawiony do nich w miarę dobrze ale po koncercie zmieniłem zdanie. Akustyka słaba, łupanina, nudne granie, wyszedłem w trakcie. W międzyczasie spotkałem kilku znajomych. Pogadałem z Kićkiem. Zobaczyłem się z Magdą Zgud.
Powrót na salę. Kukurydza wstawiona do mikrofalówki.
Zagrali swoje największe hity uzupełnione niestety TYLKO o 2 kawałki z nowej płyty. Akustycznie koncert zdecydowanie lepszy niż ten z 2008 roku ale i tak daleko do ideału. Ludziom na płycie to nie przeszkadzało. Szaleli jak opętani, ja na trybunach skazany byłem na małe odrętwienie (oj nieraz miałem ochotę przeskoczyć barierki i ruszyć w tłum). 80 minut upłynęło mega szybko, za szybko. Zuzia była w siódmym niebie :) ja może bardziej kroczyłem po ziemi ale ostatecznie muszę przyznać, że byłem zadowolony :) były dudy, był kilt, była fajnie przystrojona scena, były niezłe przejścia, była solówka Raya na garach. Tylko szkoda, że tak krótko… ale to chyba zawsze powtarzający się zarzut co do kukurydzianych koncertów…
Setlista wyglądała tak:

Right Now
Here to Stay
Rotting in Vain
Somebody Someone
Word Up!
(Cameo cover)
Coming Undone
(with a snippet of Queen’s „We Will Rock You”)
Insane
Y’All Want a Single
Make Me Bad
Shoots and Ladders
(with a snippet of Metallica’s „One”)
Drum Solo
Blind
Twist
Good God

Encore:
Falling Away From Me
Freak on a Leash

Myślę, że ósmy raz nastąpi. Może nawet już 15 sierpnia w Dolinie Charlotty, gdzie KoRn zagra na Festiwalu Legend Rocka :) zobaczymy

po koncercie wybyliśmy z ekipą do klubu Potok, gdzie miał być afterparty. Sam klub dosyć fajny (koniecznie kiedyś muszę tam jeszcze zajrzeć). Na miejscu byli już Jacuś z Romkiem ale samej kornowej gawiedzi garstka, do północy meganiemrawo i raczej nieudany ten afterek…
skończyliśmy piwka i spowrotem do domu…

Najlepsze zostawiłem na koniec :)

Dzięki Adkowi chłopaki z KoRna w liczbie pięciu :) wszyscy jak leci podpisali mi płytę „Serenity of Suffering” yeah! Tyle lat nie udało mi się zdobyć autografów nikogo z KoRna a tu proszę, za jednym razem cała ekipa :) oj artefakt w mojej kolekcji niesamowity! I choćby tylko z tego punktu jestem megahappy po wczorajszym wypadzie :)

Zostaw komentarz więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...