grzybek666 blog

::::::::::::::::::::::::::::::::::::w matni:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 09.gru.2017, w Bez kategorii

sobota pełna przeciwstawnych emocji i uczuć… z jednej strony kolejny spacer po Radomiu (dziś PRL), fajny temat, możliwość wyjścia z domu, przewietrzenia głowy, spotkania ludzi, poznania kolejnych ciekawych fragmentów radomskiej historii, frajda z przejażdżki po wielu latach Ikarusem… a z drugiej… spotkanie z Marleną, które już od samego początku było jakieś dziwne. Póżniej przez większą część spaceru szliśmy gdzieś z daleka od siebie bez jakiegokolwiek kontaktu, aż Marlena sama do mnie w końcu podeszła i zagadała… gadka taka w sumie ogólna, bez większych emocji… nie umiem już z Nią jakoś rozmawiać z pasją… z radoscią, z uśmiechem… by za chwilę, gdzieś zniknęła bez pożegnania… co prawda później napisała mi na fb, że się zawinęła, bo… szykuje swoją imprezę urodzinową. I tyle. Strasznie mi się smutno zrobiło że nawet nie zaproponowała bym wpadł choć na chwilę, bo pewnie i tak bym nie przyszedł… ale chyba już wzmiankę o tym, że robi imprezę mogłaby sobie w moim przypadku pominąć i wogóle mi o tym nie pisać. To wszystko pokazuje dobitnie jak bardzo od siebie się oddaliliśmy. Boli mnie to bardzo, serce pęka ale rozum wie, że tak być musiało. I pewnie za czas jakiś historia zatoczy koło i nasz kontakt urwie się praktycznie po całości, pozostawiony jedynie losowi i przypadkowi. W sumie minęło pół roku od tego jak na siebei wpadliśmy w Atrium na koncercie i po latach odnowiliśmy kontakt i wszystko się tak super szybko i zajebiście potoczyło… mija też 3 miesiące jak ten raj się skończył. Marlena widać przeszła nad tym z totalną olewką. Ja nie umiem. DLa niej to był tylko głupi wakacyjny romans. Dla mnie stało się czymś o wiele ważniejszym. Życie jest pokurwione. Uczucia są pokurwione. Miłość jest do dupy. Towar luksusowy dla wybranych.
Wpadłem w matnię. W głowie się pierdoli. Gdzie cały mój ból jest kierowany? czym go staram się ułagodzić? spotkaniami z Iwoną przesiąkniętymi dzikim seksem. Gardzę sobą, bo zachowuję się jak pojeb. Jedną kobietę kocham, drugą posuwam a i tak z żadną nie będę. Nie umiem z tego wyjść. Serce i uczucia napierdalają po całości. W głowie się od tego wszystkiego pierdoli. Chciałbym być znowu radosny i szczęsliwy. Nie umiem. Przegrywam.

Zostaw komentarz więcej...

przez , 17.lis.2017, w Bez kategorii

Wczoraj długo oczekiwany spektakl w Radomiu, OSTR promjąc swoją ostatnią płytę Autentycznie przyjechał do Radomia z grupą utalentowanych muzyków i dal świetny koncert pełen emocji. Choć to już kompletnie inny człowiek (i prywatnie i na scenie) jakim go zapamiętałem z poprzednich lat, to widać, że po chorobie rozpoczął kolejny etap swojego życia. Zabrałem ze sobą Zuzię, był Rzymek. Przed koncertem spotkałem Marlenę. Przyszła z koleżanką. Przedstawiłem Jej Zuzię i pogadaliśmy jakąś całą minutę. U MArleny nie Widać było ŻADNEGO entuzjazmu z okazji naszego spotkania. Ja rozumiem, że dziewczyna jest przemęczona, z masą problemów na głowie ale wczoraj stojąc tak przez chwilę koło NIej i próbując nawiązać kontakt wyczułem od NIej przekaz „dobrze by było, jakbyś poszedł sobie” i tak też zrobiłem. Oddaliłem się… i tyle z naszej znajomości, która praktycznie chyba już się wypaliła całkowicie i chyba już polega wyłącznie na powiedzeniu sobie głupiego „cześć” i zagadania tradycyjnego „co tam słychać?”. SMutne lecz prawdziwe…
A wracając do koncertu, bo zdecydowanie to było najważniejsze tego wieczoru. Mimo, że potrwał zaledwie godzinę z hakiem a ceny były megawysokie jak na Radom, to nie żałuję nawet sekundy. Z Zuzią załapaliśmy się na miejsca prawie tuż pod sceną. OSTRego wspierała wiolonczelistka, klawiszowiec, perkusista, HAEM na dodatkowych perkusjonaliach, kontrabasista-basowiec oraz dziewczyna na wokalu. Słychać było, że utrata zdrowia trochę wpłyneła na Adama. Brakowało już gdzieś tej ekspresji i poweru natomiast zdecydowanie pojawiło się więcej emocji. Adam z zespołem zabrał widownię w bardzo osobistą wycieczkę. Przy nutach i tekstach opowiadał o swoim życiu po chorobie, o tym co przeszedł, o piekle z którego udało mu się wydobyć na powierzchnię. KOncert naprawdę byl niesamowity i zapadnie mi na zawsze w pamięci. Mam nadzieję, że Zuzi też :)

Zostaw komentarz więcej...

przez , 12.lis.2017, w Bez kategorii

Mam dziś megamoralniaka. Ostatnimi czasy nie jest ze mną za dobrze. STaram, się robić dobrą minę do złej gry ale w środku jest fatalnie. Wiem, powinienem sobie już dać spokój z Marleną, bo to i tak nie ma żadnych szans i tylko sam się bardziej pogrążam. Brakuje mi Jej bardzo i cięzko mi sobie z tym poradzić. Do tego niestety nadużywam alkoholu. Niby sobie tłumaczę, że nowe mieszkanie, że ciągle mnie ktoś ze znajomych odwiedza, a lepiej nie być w samotności. No i tak lecą browary, wina, łyskacze… topię się coraz głębiej i głębiej. Do Marleny napisałem długi list. Naszło mnie w nocy 1 listopada. Wstałem o 4 nad ranem i naskrobałem wszystko to, co czuję, co mnie boli, o czym myślę. List doszedł ale czy go przeczytała nie wiem. Podejrzewam, że tak, bo kompletnie nic się do mnie nie odzywa. Olała temat po całości. Zresztą pewnie ja też bym tak się zachował, gdyby jakaś baba zakochała się we mnie bez wzajemności. Nie udało się stworzyć związku, nie udało się stworzyć przyjaźni, dziś tak naprawdę jest status quo do czasu sprzed wakacji kiedy to się zaczęło wszystko zbliżać między nami, czyli pewnie spotkamy się przypadkiem gdzieś raz na kilka miesięcy, pogadamy o dupie maryni i pójdziemy każde w swoją stronę… życie…
W kązdym razie, w piątek odwiedzili mnie Krzysiek, oraz Rzymek z Aśką. Było bardzo miło i przyjemnie. Oczywiście popiliśmy. Nad ranem jakoś taki jeszcze wstawiony napisałem do… Iwony. Ot tak poprostu co tam u Niej słychać. Nie widzieliśmy się ponad rok czasu, podobnie nie mieliśmy ze sobą kontaktu. Wyszło na to, że oboje się poprzeprowadzaliśmy. Iwona się zdziwiła, że jeszcze Jej nie zaprosiłem do siebie na parapetówę. No to Ją zaprosiłem na wieczór… chciałem jeszcze jakiś znajomych ale wyszło na to, że będziemy tylko my sami. Przyszła z winem po 20tej. Jak zawsze gustowna i elegancka. Przez jakąś godzinę wybadywaliśmy się tematami. Trochę smutno mi sięzrobiło, gdy opowiedziałą mi prawdziwą stronę Tetrotripu, coś meganiefajnego… poszło wino, poszło drugie… klimat gęstniał.. proenty zaczęły robić swoje. Dosiadłem się obok Niej i rozmawialiśmy dalej coraz bardziej wkręceni. Nagle położyła głowę na moim ramieniu i… stało się. Pojechaliśmy po bandzie. Ten pokój jeszcze nie widział takiego seksu, dzikiego, namiętnego, sekisiliśmy się dobre ponad 5 godzin, praktycznie non stop. Coś megaszalonego. Przespaliśmy się ze 2 godz i rano poszła do siebie. A ja zostałem z chujowymi myślami w głowie. Bo niby było zajebiście, ale wróciła w moich myślach Marlena… poczułem się jak zdrajca. A przecież od dwóch miesięcy nie jesteśmy już ze sobą i wszystko się zmieniło. Każdy by się cieszył, że w końcu staję na nogi, że coś robię ze sobą ku zmianom. ALe nie ja… nie ten zakochany pojeb, który jest we mnie cały czas.
Pewnie jeszcze nieraz się spotkam z Iwoną i pewnie pójdziemy ze sobą do łóżka. Po alkoholu, będę topił smutki w dzikim seksie. i to z kim! z moją byłą, która też mnie kiedyś przecież odrzuciła! ale tu nie ma już powrotu z mojej strony, nie mam chęci by coś działać innego z Iwoną, zresztą powiedziałem Jej to na samym wstępie. Są tylko rozmowy i seks. Nie wiem jak to wszystko się dalej ułoży. Czuję się jak świnia. Przecież jeszcze niecałe dwa tyg temu pisałem w liście do Marleny jak bardzo mocno Ją kocham. Fuck! Fuck! Fuck!
Muszę się jakoś ogarnąć, bo będzie coraz gorzej…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::: czas pomyka :::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 22.paź.2017, w Bez kategorii

taa… leci to ustrojstwo jak cholera… jeszcze niedawno były wakacje a tu już coraz bliżej zima. Z mieszkaniem już się oswoiłem aczkolwiek mam czasami problemy ze spaniem. W zeszłym tygodniu złapał mnie jakiś mega dół. Wiadomo… Marlena… nie miałem na nic ochoty, wszystko mnie irytowało, zewsząd mnie dopadał marazm i smutek. Nawet jak poszedłem do Breaka spotkać się na piwku ze znajomymi to w megapodłym nastroju byłem. Zresztą wypiłem browarka i wróciłem do domu. Stałem się cieniem samego siebie ala tak jest zawsze po moich rozstaniach. Czas, to jedyne co mnie może ukoić. Najśmieszniejsze jest to, że… w zeszłą niedzielę poszedłem do Marleny. Zaprosiła mnie wieczorem na film i herbatkę. Było jednak zupełnie inaczej niż kiedyś. Atmosfera lekko skostniała. Choć muszę przyznać, ze ostatecznie obejrzeliśmy dwa filmy Piotrusia Matwiejczyka i nawet na drugim się nieźle brechatliśmy. ALe to jednak już nie to samo. Czuć ogromną przepaść między nami. Pogadaliśmy trochę tak ogólnie i poszedłem do domu.
STaram się to wszystko jakoś poukładać w głowie ale jest trudno i to bardzo. Mamy z Marleną całą masę wspólnych znajomych, wspólne miejsca, i gdziekolwiek się nie udam i kogoś spotkam to od razu atakują mnie ludzie pytaniami „Co tam u Marleny?”, „A czemu jesteś bez Marleny?” itp. To jeszcze bardziej mnie dobija ale muszę sobie jakoś z tym poradzić. Ogólnie staram się zbijać rozmowy na inne tory…
Wczoraj był kolejny spacer po Radomiu, o tematyce historii przemysłowej miasta. Zabrałem Zuzię i Kłakiego, oczywiście pełno znajomych i oczywiście znajome pytania…
COraz częściej łapię się na tym, że jestem coraz starszy… i dobija mnie wtedy coraz większa pustka…
Cięzko z psychiką ale się nie poddaję…
Kiedyś jeszcze przyjdą radosne dni i znowu na mojej buzi zagości szczery i prawdziwy uśmiech taki z głębi serca… Kiedyś…

Zostaw komentarz więcej...

:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 07.paź.2017, w Bez kategorii

Minął tydzień od przeprowadzki. Udało się dzięki ogromnej pomocy Bikera i Krzyśka. Mieszka mi się całkiem dobrze. Szybko się zaaklimatyzowałem chociaż po pierwszym weekendzie dziwnie się czułem. Najpierw w sobotę miło połyskaczyliśmy z Krzysiem. A w niedzielę odwiedzili mnie Masło i… Marlena z Reginą. Przyznam, że czułem się dosyć dziwnie ale w sumie ucieszyłem się z wizyty. Dostałem kilka prezentów w tym pierwszego kwiatka na mieszkanie. Z rąk Reginy odebrałem wrzos :) w poniedziałek natomiast o mało co nie uciąłem sobie palców rano. Lekko wcięty kroiłem bułki, ześlizgnął mi się nóż i katastrofa się dokonała. Cały tydzień chodzę już z opatrzonymi 2 palcami środkowymi ale żył chyba będę :) na razie początki są trochę trudne ale wszystko mam nadzieję się ułoży.
Najśmieszniejsze jest to, że wstaję o tej samej godzinie co wstawałem a i tak teraz ledwo się wyrabiam z czasem, mimo że mam o połowę krótszą drogę do pracy. Paradoks :)
Następny cel to muszę dorwać jakąś dorywczą pracę, bo mieszkanie będzie zjadać jakieś 60% mojej pensji :( jeśli nie będzie znacznych podwyżek pensji w przyszłym roku, to poważnie będę musiał pomyśleć o zmianie roboty…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::: Koniec Idylli ::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 17.wrz.2017, w Bez kategorii

Niestety po raz kolejny doświadczam w życiu niepowodzenia z kobietami. Coś, co tak fajnie i fantastycznie rozwijało się z Marleną dziś już jest przeszłością… Marlena stwierdziła, że nie ma czasu i głowy na związki. Jej mama ma raka z przerzutami. Rozumiem to świetnie. Chciałem ją wspierać, być przy Niej, jak widać aż tak bardzo mnie nie potrzebuje. Niby oboje kiedyś sobie powiedzieliśmy, że niczego obiecywać sobie nie będziemy, że zobaczymy co z tego samo wyjdzie ale ja jestem tylko człowiekiem. Poczułem do Niej coś więcej niż tylko sympatię i cóż… wszystko co piękne kiedyś się kończy… mam w głowie straszny zamęt. Niby chcę z Nią dalej utrzymywać koleżeńskie układy ale z drugiej strony jest we mnie jakiś ból. Potrzebuję czasu, żeby się do tego wszystkiego zdystansować. Jak widać to, co między nami było okazało się tylko pięknym wakacyjnym romansem… Pogoda nie nastraja. Końcówka lata jest fatalna. Za dużo obojętności w głowie. I utrata jakiś dodatkowych chęci i motywacji. Dobrze, że od października przeprowadzam się do kawalerki. Może jakoś oddzielę się od tego wszystkiego. Może…

Zostaw komentarz więcej...

przez , 21.sie.2017, w Bez kategorii

Kolejny bardzo miły weekend. Od piątku spędziłem go w towarzystwie Marleny. W Sobotę pojechaliśmy sobie pozwiedzać atrakcje Tomaszowa Mazowieckiego. W końcu mogłem na spokojnie zobaczyć co tam ciekawego :) nie ma co, ale dzięki podróży własną (tzn. Marleny) komunikacją można zaoszczędzić bardzo dużo czasu i poświęcić go na poznawanie okolic.
Na początek oczywiście poszły Niebieskie Źródła :) choć to miejsce akurat już po części dane mi było poznać w maju tego roku, to tym razem razem z Marleną eksprolowaliśmy znacznie więcej. Udało nam się nawet spotkać w rezerwacie jelonka :) nic a nic się nas nie przestraszył. Na drugą nogę poszedł Skansen Rzeki Pilicy, który choć znaaaacznie mniejszy od radomskiego, to również bardzo ciekawy. Tu nas dopadł deszcz, który towarzyszył nam już do końca weekendu…
Kolejnym naszym przystankiem do zwiedzania były Groty Nagórzyckie – dawne sztolnie, gdzie wydobywano piasek kwarcowy. Bardzo fajne miejsce. Kiedyś ogólnodostępne a dziś tylko możliwe z racji bezpieczeństwa z przewodnikiem, który zresztą bardzo ciekawie opowiedział nam historię tego miejsca.
A finałem pobytu w Tomaszowie było… tak, tak… spotkanie z Dee Dee! Wogóle jej na początku nie poznałem, bo… nie dość że zapuściła bardzo długie włosy to jeszcze przefarbowała je na dość osobliwy fioletowy kolor hahaha wariatka :)
W końcu dane mi było poznać jej Maksa oraz wspaniałych synków Igora i Nikodema. I choć chyba nie tak do końca nam się gadka kleiła (nie widzieliśmy się 7 lat) to mimo wszystko jestem baaardzo zadowolony z naszego kolejnego spotkania. Oczywiście Marlena jak to Marlena jak się rozgadała to się nie zatrzymała :) zagadała mi moją Dee Dee! :)
Mam nadzieję, że Agatha skorzysta z naszego zaproszenia i zabierze swoją gromadkę i przyjedzie wkrótce do Radomia.
Mocno przemoknięci wsiedliśmy z Marleną do auta i drogę powrotną zakończyliśmy w Jedlni na grillowym spotkanku ze znajomymi Marleny w bardzo miłej atmosferze :)
A całą niedzielę spędziliśmy odchorowując i lecząc się praktycznie w łóżku, nadrabialiśmy kinowe zaległości, odpływaliśmy przy muzyce i nie tylko ;) ogólnie jedno wielkie lenistwo! :) ale czasem trzeba sobie pozwolić na odrobinę takiego luksusu a co!
Przede mną teraz ostatni tydzień urlopu. A potem powrót do rzeczywistości, która mam nadzieję, będzie bardziej kolorowa.

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::: BOLESNE ZDERZENIE Z RZECYWISTOŚCIĄ… :::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 17.sie.2017, w Bez kategorii

nie chciałem kontynuować poprzedniej notki, bo ta jest absolutnym przeciwieństwem emocjonalnym do wyprawy kornowej…
po powrocie dowiedziałem się, że w dniu koncertu umarła moja chrzestna, ciocia Hania… mega szok… rodzinka nie chciała mi psuć moich cudownych chwil w Dolinie Charlotty i nic mi nie powiedzieli o czasie… megasmutek… brak słów… ku pamięci… [*][*][*]

Zostaw komentarz więcej...

:::::::::::::::::::::::::::: SIĘGAJĄC NIEBA BRAM ::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 17.sie.2017, w Bez kategorii

Tyle emocji w głowie tak silnych, że nawet nie wiem jak to wszystko mam ogarnąć…
Po raz ÓSMY wybrałem się na KoRncert. Tym razem wybór padł na Festiwal Legend Rocka w Dolinie Charlotty. Po raz kolejny zgadałem się z Adrianem i ruszyliśmy ku przygodzie zabierając ze sobą Izę, Gię i Szymona a po drodze zawinęliśmy w Słupsku Mateusza. Później dołączyła do naszej ekipy jeszcze Natalia i stworzyliśmy taką rodzinną pozytywnie zakręconą fankornową drużynę :)
Podróż, choć bardzo długa i męcząca, minęła w iście diabelskopozytywnej atmosferze.
Zanim dojechaliśmy do celu podskoczyliśmy jeszcze do Ustki, by popatrzeć sobie na morze. Mały spacerek i fru na miejsce noclegowe, które okazało się naprawdę przemilutkim przybytkiem z bardzo fajnymi właścicielami i kosmicznymi psami :) Pierwszy dzień zakończeliśmy grillo-ogniskiem integracyjnym. Było naprawdę świetnie!
Z rana troszkę przygotowaliśmy sobie kartek na kartkową akcję fanów a później poszliśmy zająć sobie kolejkę na koncert. Dotychczas nigdy czegoś takiego nie praktykowałem, raczej z braku czasu przyjeżdżałem tuż przed koncertami. Pozwiedzaliśmy też trochę terenu Resortu Spa, bardzo piękne tereny i okolice w tej „Szarlocie”. Kiedy już kierowaliśmy się z Adrianem i Natalią ku wyjściu spotkaliśmy Munky’ego! :) akurat przyjechał i szedł zmęczony do hotelu wraz z ochroniarzem. Zapytaliśmy grzecznie czy poświęci nam chwilkę, zgodził się, porobiliśmy kilka fotek, wręczyliśmy mu nasz prezent. Ogólnie już z samego rana wszystko zaczęło układać się zajebiście. Mieliśmy tego dnia jechać do słupskiej filharmonii na spotkanie Head’a z fanami ale… nie pojechaliśmy i nie ma czego żałować. Trochę pokręciliśmy się po okolicach hotelu. Popilnowaliśmy kolejki przed wejściem do amfiteatru, nawiązalismy miłą konwersację z ekipą zabezpieczającą teren i wróciliśmy pod hotel. Przed 14 z hotelu wyszedł Head :) zagailiśmy do Niego ale bardzo się śpieszył na spotkanie do filharmonii i obiecał nam, że po koncercie się spotkamy :)
Poszliśmy z Adrianem się trochę pokręcić po okolicy i niestety przegapiliśmy spotkanie z Fieldym i Rayem :(
ok godz 17 otworzono bramy wejściowe do Amfiteatru. Zajęliśmy miejsca pod barierkami i jakie zdziwienie gdy wokół nas kilkadziesiąt osób (a amfiteatr ma jakieś 10 tys miejsc). W miarę czasu trochę ludzi podochodziło ale gdy Chassis otworzył koncerty było nas dosłownie garstka. Przerażenie nas ogarnęło, czyżby bilety aż tak dramatycznie słabo się sprzedały??? dosłownie szok, bo o tej porze zazwyczaj jest już conajmniej połowa frekwencji a tu taka lipa…
Sam koncert Chassis jakoś przeszedł mi kompletnie obok. Trzeci raz w Polsce supportowali kukurydze i choć kilka kawałków zagrali fajnie, to raczej ich występ przeszedł bez echa. Bardziej byliśmy zafrapowani palącym słońcem niż muzyką…
O 20:00 kolejna polska kapela, i z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, LEGENDA w postaci Acid Drinkers. Na trybunach zaczęło się pojawiać coraz więcej ludzi, zapełniając w dosyć pokaźnej liczbie miejsca. Ulżyło nam, bo widać było znaczną tendencją zwyżkową. Sam koncert kwasów wypadł bardzo dobrze. Dużó kawałkó z Peep Show i Infernala przemieszane z nonszalacką gracją dobrymi „hiciorami”. Bardzo miłym akcentem było pod koniec kwasogrania wyjście syna Tytusa na scenę z tortem i cały amfiteatr wyśpiewał dla kończącego 50lat Tytusa gromkie „Sto lat” :)
Oczekiwanie na gwiazdę wieczoru. Dołączył w międzycasie do nas pod scenę Makary. Ciśnienie coraz mocniejsze. Ogólnie trochę poronionym pomysłem była organizacja KORncertu w takim miejscu jak ten amfiteatr, poniewaź 90% miejsc było… siedzących.
Kiedy KoRn wyszedł na scenę zaczęło się szaleńśtwo. Wyjęliśmy nasz baner „Polish Fans for KoRn vs KoRn for Polish Fans” i jazda. Na Falling Away… akcja z kartkami. O ile w 1 sektorze ludzie podnieśli czerwone kartki o tyle na dwóch pozostałych białych kartek było jak na lekarstwo. Na Got The life rozwinęliśmy ogromną polską flagę. Ogólnie koncert był dobry. BYłem na lepszych ale ten dał mi udaną satysfakcję. Po raz pierszy cały koncert KoRna przestałem przy barierkach, praktycznie na wprost Jonathana. I choć nie miałem ciarek na sobie, to muszę przyznać, że byłem megazadowolony, A tego dnia setlista wyglądała tak:

Intro
Rotting in Vain
Falling Away From Me
Here to Stay
Y’All Want a Single
Clown
Black Is the Soul
Did My Time
Shoots and Ladders
Twist
Got the Life
Coming Undone
(With Queen’s We Will Rock You snippet)
Insane
Make Me Bad
Somebody Someone

Encore:
4 U
Blind
Freak on a Leash

godzina piętnaście… większość ograne hisciory. Aczkolwiek super było usłyszeć „Black is the soul”! :) szybko minęło. Szkoda, że nie zagrali „It’s On!”, które pojawiało się na letnich koncertach w USA. Ale takie są właśnie festiwale… marzy mi się taki megazajebisty dwugodzinny występ kukurydzy ale chyba się nie doczekam. No cóż… taka kapela. W każdym razie koncert był bardzo fajną muzyczną widokówką do całego wyjazdu, bo wszystko co najpiękniejsze dopiero miało nastąpić :)
a i jeszcze wspomnę, że po zakończonym koncercie Ray rzucił mi pałeczkę. Wcześniej kilka dosłownie koło mnie przeszło i nie udało mi się złapać (Adek złapał i Makary haha) ale koniec końców Ray mi sprawił świetny prezent :)
Po muzycznej uczcie ruszyliśmy pod hotel. Trochę się spóźniliśmy ale co tam… Doszliśmy do Raya, uśmiechnął się. Porozmawiałem z nim dłuższą chwilę. Wręczyłem mu w prezencie nasz baner. BYł mega zadowolony. Bardzo mu się spodobał (póżniej wrzucił filmik na swoim koncie Insta z naszym bannerem w środku autokaru, który ruszył na podbój Europy) i stwierdził, ze nie ma wała, powiesi go sobie w studio :) a na pytanie o teledysk do „Layli” (którego kawałka na koncercie niestety nie zagrali…) powiedział, że był „awesome” i że niezłe z nas czubki. Porobiliśmy sobie wspólne zdjęcia, no i trzeba było zrobić miejsce dla innych fanów ale muszę przyznać, że Ray poświęcił mi najwięcej czasu :) megapozytywny człowiek i bardzo bardzo fajny! a i jeszcze była kolejna bardzo pdobudowująca mnie sytuacja, bo Ray komuś coś tam miał podpisać a miał obie ręce zajęte. W jednej miał nasz baner a w drugiej jakieś drogie wino i obie rzeczy mu wypadły. Co złapał? BANER!
w oddali Head kończył swoje „spotkanie modlitewne” z fanami i kiedy wracał zawołałem go z oddali pokazując jego książkę. Podszedł i się uśmiechnął :) tu już więcej fanów się od razu na niego rzuciło no ale… mi poświęcił znacznie więcej czasu niż innym :) dał mi kostkę, podpisał książkę rzucając megazabawny komentarz w swoim głupkowatym ale megapozytywnym stylu „No i jak ja mam do cholery człowieku napisać Ci tego Wojtka? Weź mi to przeliteruj bo nie dam rady” :D zrobiliśmy misia, szkoda, ze Adek mi wtedy nie zdążył pstryknąć fotki… no i musiałem zrobić miejsce innym.
Ale dla takich chwil warto żyć. Ludzie, którzy sa w Twoim życiu niemal codziennie przez prawie 20 lat, których widziałeś nawet z bliska kilka razy w życiu nagle są przy Tobie tak bezpośrednio bliziutko, czujesz ich emocje, spotykacie się bezpośrednio wzrokiem, tworzy się tak zajebiscie pozytywna a zarazem intymna więż.. to jest coś niesamowitego! spełnienie marzeń z młodosci. Nie umiem opisać tych uczuć bo nie mam dla nich poprostu odpowiednich słów. Nawet teraz, kiedy to piszę to czuję ciarki na sobie. Jedne z najpiękniejszych chwil mojego życia! Warto było zapierdalać przez całą Polskę!!!
Szkoda, ze tak szybko to minęło, ech…
powrót na nocleg, spanie i nastepnego dnia powrót do Rdm…
Na koniec tej mojej kornowej opowieści muszę powiedzieć o moich współtowarzyszach. O ile z Izą już wcześniej trochę czasu spędziłem. Gię tam przelotem widziałem, to spotkanie z Matim będę bardzo bardzo pozytywnie wspominał. Od jakiegoś czasy ustawialiśmy się na pokoncertowego browara i się jakoś nie składało. Tymrazem wyszło świetnie. No i Natalia. Bardzo bardzo miła osoba. Z nimi dogadywałem się poprostu świetnie, może dlatego że Gia, Nati i Mati są mniej więcej w moim wieku i mamy podobny staź w słuchaniu kukurydzy. Napewno jeszcze kiedyś się zobaczymy, tymbardziej że pojawiła się możliwość darmowego wejścia na KoRncert poza granicami Polski! :) trzbea będzie pomyśleć. KoRn wraca do Europy na wiosnę i jeśli nie przyjadą nad Wisłę (w co wątpię, bo pokochali nasz kraj) to wybierzemy się gdzieś na zagramaniczny KoRncert…
uff.. to było na tyle… wielu rzeczy nie napisałem, bo mi pewnie pod wpływem emocji uleciało spod klawiatury, ale postarałem się przekazać tyle ile mogłem :)
niestety wszystko co piękne, szybko się kończy…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 22.lip.2017, w Bez kategorii

Troszkę mnie tu nie było… a przez ten czas wydarzyło się WIELE :) kolejne Kameralne Lato z kapitalnym Hyde Parkiem, no i co najdziwniejsze po wielu latach odnowił mi się kontakt z Marleną Łobodą. Zbliżyliśmy się do siebie w ciągu zaledwie miesiąca megablisko. Na tyle, że mam już u niej w domu swoją szczoteczkę do zębów ;) Przyznam, ze fajnie się to rozwija ale oboje uzgodniliśmy, że pozostawiamy to, by płynęło swoim tempem. Zobaczymy co czas pokaże.
No i na stare lata zostałem współorganizatorem eventu polskich fanów przed koncertem KoRna w Dolinie Charlotty. Z zupełnego spontana rozwinęła się akcja „Polish fans for KoRn vs KoRn for Polish fans” :) nagrywamy stary kawałek „Layla” na video i mamy nadzieję, że KoRn zagra ten utwór na koncercie. Świetna zabawa przy tym :) na stare fanowskie lata hahaha

Zostaw komentarz więcej...

:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 03.maj.2017, w Bez kategorii

Ostatnimi czasy nawiązałem bardzo dobry kontakt z Izą. Wszystko jakoś tak się zaczęło po ostatnim koncercie KoRna. Zaczęło się od zwykłej obietnicy wspólnego piwka przed kolejnym koncertem KoRna w sierpniu. Od słowa do słowa, od pogawędki do pogawędki nawet nie zorientowałem się kiedy zacząłem prowadzić z Izą codzienne długie dysputy. Nasze rozmowy nabrały wielowymiarowego i wielowątkowego charakteru. Zaczęliśmy się poznawać jako ludzie. Dużo nas łączy, trochę dzieli. Cieszy mnie to, że poznałem kolejną fantastyczną osobę, pełną pasji, przeżyć i ciekawej duszy.
Wczoraj się spotkaliśmy :) Jako, że Iza mieszka w Rawie (znów ta Rawa hehe) to zaplanowaliśmy wspólny wypad do… Tomaszowa Mazowieckiego zobaczyć Niebieskie Źródła :) Tyle lat jakoś mi nie było dane tam pojechać, tak bardzo chciałem tam pochodzić i pozwiedzać z Dee Dee ale się nie udało… No to w końcu wypaliło z Izą. Niestety po przyjeździe do TM okazało się, że komunikacja miejska jeździ bardzo bardzo rzadko, więc żeby nie tracić czasu, którego mieliśmy w sumie niewiele, poszliśmy z buta. W jedną stronę ok godzinki spaceru. Non stop rozmawialiśmy :) W sumie niebardzo było nawet jak pozwiedzać TM. Cel był jeden i w końcu go osiągnęliśmy. A same Niebieskie Źródła? Bardzo fajne miejsce na spacer (jakby nam tego dnia było go mało haha). Popodziwialiśmy trochę przyrodę, pośmialismy się i musieliśmy ruszać już w drogę powrotną (znowu z buta). Po drodze jeszcze zahaczyliśmy na chwilę o Galerię na siusiu, herbatkę/kawkę i posiłek na gorąco. I znowu dworzec PKS (swoją drogą mogliby go jakoś unowoczesnić). Cały dzień minął szaleńczo szybko. Mam nadzieję, że z Izą spotkamy się jeszcze niejeden raz, bo bardzo miło czas płynie w Jej towarzystwie. Zdobyłem chyba kolejnego przyjaciela w życiu :) Iza to fajna, szczera i bardzo sympatyczna osoba aczkolwiek trochę zagubiona w tym świecie… Ale bardzo Ją polubiłem :)
a TM musi poczekać na kolejny raz, bo bardzo chciałbym spędzić w nim trochę więcej czasu, by go bliżej poznać z innej perspektywy niż tylko długaśnego spaceru :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::Zjadłem kukurydzę po raz siódmy::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 01.kwi.2017, w Bez kategorii

Ostatni dzień marca i wyprawa do stolicy na kolejny, siódmy już, KoRncert. 18 lat temu marzyłem, żeby pójść chociaż jeden jedyny raz na koncert kukurydzianych, w życiu nie pomyślałbym, że tych koncertów uzbiera się w przyszłości łącznie siedem. Zabrałem po raz kolejny Zuzię z sobą i wraz z Adkiem i jego znajomymi wybraliśmy się do Warszawy Adka busem. Od razu skojarzyła mi się busowa wyprawa z 2000 do Katowic. Niestety z tamtej ekipy zostałem tylko ja…
Z Radomia wyjechaliśmy dosyć wcześniej, bo Adek z Pawłem Kornikiem mieli wjazd na meet&greet (swoją drogą zajebista sprawa mimo tysiaka kosztów). Droga upłynęła nam w miarę spokojnie, przyjechaliśmy na styk. Mała wyprawa na hamburgery i kolo 18 weszliśmy z Zuzią do hali.
Po raz kolejny usiedliśmy na trybunach (ech gdybym jechał sam to pewnie kupiłbym m&g ale czego to się nie robi dla młodego pokolenia), miejscówa jedna z najlepszych, bardzo blisko sceny, zespół praktycznie na wyciągnięcie ręki.
Na początek Hellyeah, fajna kapelka Vinnie Paula z Pantery i Chada z Mudvayne. Zagrali z megapowerem. Szkoda, że tak krótko. Tylko 7 kawałków, jakieś pół godzinki z hakiem. Ale wrażenie wywarli na mnie i publice dosyć pozytywne.
Potem Heaven Shall Burn. Przyznam, ze po przesłuchaniu ich płyt byłem nastawiony do nich w miarę dobrze ale po koncercie zmieniłem zdanie. Akustyka słaba, łupanina, nudne granie, wyszedłem w trakcie. W międzyczasie spotkałem kilku znajomych. Pogadałem z Kićkiem. Zobaczyłem się z Magdą Zgud.
Powrót na salę. Kukurydza wstawiona do mikrofalówki.
Zagrali swoje największe hity uzupełnione niestety TYLKO o 2 kawałki z nowej płyty. Akustycznie koncert zdecydowanie lepszy niż ten z 2008 roku ale i tak daleko do ideału. Ludziom na płycie to nie przeszkadzało. Szaleli jak opętani, ja na trybunach skazany byłem na małe odrętwienie (oj nieraz miałem ochotę przeskoczyć barierki i ruszyć w tłum). 80 minut upłynęło mega szybko, za szybko. Zuzia była w siódmym niebie :) ja może bardziej kroczyłem po ziemi ale ostatecznie muszę przyznać, że byłem zadowolony :) były dudy, był kilt, była fajnie przystrojona scena, były niezłe przejścia, była solówka Raya na garach. Tylko szkoda, że tak krótko… ale to chyba zawsze powtarzający się zarzut co do kukurydzianych koncertów…
Setlista wyglądała tak:

Right Now
Here to Stay
Rotting in Vain
Somebody Someone
Word Up!
(Cameo cover)
Coming Undone
(with a snippet of Queen’s „We Will Rock You”)
Insane
Y’All Want a Single
Make Me Bad
Shoots and Ladders
(with a snippet of Metallica’s „One”)
Drum Solo
Blind
Twist
Good God

Encore:
Falling Away From Me
Freak on a Leash

Myślę, że ósmy raz nastąpi. Może nawet już 15 sierpnia w Dolinie Charlotty, gdzie KoRn zagra na Festiwalu Legend Rocka :) zobaczymy

po koncercie wybyliśmy z ekipą do klubu Potok, gdzie miał być afterparty. Sam klub dosyć fajny (koniecznie kiedyś muszę tam jeszcze zajrzeć). Na miejscu byli już Jacuś z Romkiem ale samej kornowej gawiedzi garstka, do północy meganiemrawo i raczej nieudany ten afterek…
skończyliśmy piwka i spowrotem do domu…

Najlepsze zostawiłem na koniec :)

Dzięki Adkowi chłopaki z KoRna w liczbie pięciu :) wszyscy jak leci podpisali mi płytę „Serenity of Suffering” yeah! Tyle lat nie udało mi się zdobyć autografów nikogo z KoRna a tu proszę, za jednym razem cała ekipa :) oj artefakt w mojej kolekcji niesamowity! I choćby tylko z tego punktu jestem megahappy po wczorajszym wypadzie :)

Zostaw komentarz więcej...

:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 13.mar.2017, w Bez kategorii

35 lat minęło jak jeden dzień… dokładnie w ostatnią sobotę. Coraz częściej zaczynają mnie dobijać kolejne urodziny. Coraz głębiej dociera do mnie upływ czasu i to, że tak wiele mnie ominęło, przez co nie jestem szczęśliwy. Nieszczęśliwy też nie jestem. Dobre i tyle. Poza tym zauważyłem, że raczej niewielu ludzi już obchodzi data mojego przyjścia na świat. Poza moją najbliższą rodzinką, Kłakim i Jacusiem nie dostałem życzeń od nikogo. Nawet od najbliższych przyjaciół… Pozapominali już… Szczerze nie mierzi mnie to i obojętnie do tego podchodzę ale jednak widać jak wszystko się w moim otoczeniu pozmieniało przez ostatnie lata. Oczywiście mógłbym sobie ustawić datę urodzin na fb i chełpić się sztucznymi wpisami, bo komuś się to wyświetliło znienacka tylko po co? Rok temu miałem świetne urodziny, jedne z najlepszych w moim życiu. Tym razem spędziłem je sobie w domu. Przeziębiony. Czytając, słuchając muzyki i oglądając film. Ot taka szara codzienność.
Bywam przemęczony, chyba organizm czuje już powoli zbliżającą się zmianę pór roku. Dopadła mnie grypa, którą jakiś czas temu zwojowałem ale chyba nie do końca, coś tam się jeszcze odzywa. Stary jestem, sypię się :)
Straciłem kontakt z Żanetką. Smutno mi z tego powodu. Brakuje mi bardzo rozmów z Nią. Dawały mi dużo radości. Tak się jednak ułożyło jak się ułożyło. Podobno kogoś ma. Oby. Mam nadzieję, że szczęśliwie sobie to swoje poletko życiowe ułoży. trzymam za Nią kciuki.
W pracy powoli wdrażam się po zmianach stanowiska pracy w nowe obowiązki. Minie jednak jeszcze trochę czasu nim to ogarnę ale jest ok. Staram się być zadowolony choć nie do końca tak jest. Zobaczymy co pokaże przyszłość.
I znowu moja autobusowa koleżanka na tapecie. Dziwna sytuacja. Często jeździmy siódemką do pracy. Ona wsiada przede mną, wysiadamy razem. Nasze spojrzenia często się spotkają. mam wrażenie, że się szukają wzajemnie. Dziś mając już zajęte siedzisko widząc mnie jak wsiadam do autobusu i siadam na tyle wstała, przesiadła się naprzeciwko mnie. Co o tym myśleć? Pewnie to tylko kolejny głupi zbieg okoliczności a może jakieś Jej gierki, których nie jestem w stanie ogarnąć. W każdym razie bardzo lubię z Nią razem jechać do pracy. Mało tego. Kiedy Jej nie ma w porannym autobusie to automatycznie ulatuje ze mnie kawałek dobrego samopoczucia. Gdy jedziemy razem to samopoczucie diametralnie się poprawia. Może gdybym spotkał Ją w jakiś innych okolicznościach to przełamałbym opory i coś zagaił a tak… chyba za stary jestem na robienie z siebie głupka.
Tyle. Rozpisałem się. Znowu jakieś dziwne wyziewy mało znaczące dla kogokolwiek. Ale piszę dalej i pewnie będę pisał.
Podsumowując marazm zmieszany z tęsknotą, melancholią i niezadowoleniem. Wiosno wracaj! Słońce rozpędź zimowe ponure chmury. Pora na powrót lepszego samopoczucia :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 19.lut.2017, w Bez kategorii

Można by rzec, że wczoraj nastąpił koniec świata :) Kuba Rzymczyk dokonał niemożliwej misji i w końcu się ożenił :) znalazł bardzo fajną dziewczynę i to dosyć daleko, bo w Bydgoszczy, ale jak dawni jaskiniowcy przywiódł Ją ze sobą do Radomia. Asia jest bardzo miłą i przyjemną kobietą a do tego nader urodziwą.
Miałem okazję brać udział we wczorajszym przypieczętowaniu ich wspólnej przysięgi oraz radowaniu się podczas wesela. Za towarzyszkę miałem Karolcię Janczykowską. Wybawiłem się, podjadłem, popiłem, spotkałem masę znajomych, których dawno nie widziałem.Wesele udane, choć nie dotrwałem do jego końca (nie, nie, nie… nie spiłem się).
Czas strasznie szybko płynie a lata lecą jak błyskawica. Z całej obszernej paczki znajomych wśród kawalerów ostałem się już tylko JA… i raczej ten stan rzeczy nieprędko się zmieni, o ile w ogóle kiedykolwiek się zmieni.

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 26.gru.2016, w Bez kategorii

Kolejne święta. ZNowu raczej tradycyjne wolne dni niż głębokie przeżywanie. Choć niby są potrawy, wystrój i cała ta otoczka, to już od dawna święta są tylko „świętami”.
Wczoraj za to tradycyjnie w święta koncert Aliceta w Katakumbach, po raz kolejny asystowałem Arkowi na bramce. Ludu pełno i jeszcze trochę (a więc jest jednak więcej ludzi, którzy podchodzą do świąt już zupełnie inaczej niż kiedyś). Przed Alicetea zagrali Sanderling i Mijagi. Ludzie zadowoleni. Masę znajomych twarzy przyszło. Większość happy :)
Przyszły także Karolinki :) – Janczykowska i Kowalik.
Po koncercie mały afterek na backstage ale szczerze powiedziawszy mnie już takie akcje nie kręcą, za to później fajne domowe spotkanie u Freda. Pojechaliśmy z Karolinami i Kornikiem. Różnego rodzaju miłe pogawędki przy alkoholu :) czas szybko minął… nawet się nie obejrzałem jak dotarłem taksówką do domu – 5:30 rano :)

Zostaw komentarz więcej...

przez , 09.lis.2016, w Bez kategorii

W sobotę Kult dał świetny koncert w G2, choć zanim do tego doszło mały „loadzik” w Break’u :) Przyjechał Fijoł, później wpadł Sobieraj z ekipą, trochę popiliśmy, pogawędziliśmy i fru…
Support jakoś przeszedł mi obok choć podobno zagrali całkiem fajnie. Później już ponad 2 i pół godziny praktycznie w całości spędzone pod sceną. Panowie zagrali wiele swoich największych hiciorów plus kawałki z nowej płyty. W sali pełno gawiedzi, myślę że klub był prawie w komplecie wypełniony. Oj wyskakałem się i wyszalałem jak na niejednym metalowym gigu hehe. No i wpadła mi w oko stojąca obok mnie blondynka z chemicznym tatuażem na plecach. Wyglądała mi na ok 25 lat ale po moim późniejszym małym śledztwie okazało się, że ma… 18 :) co to alkohol robi z postrzeganiem rzeczywistości. Do tego okazało się, że chodzi do liceum obok mojej pracy. Cóż, odpuściłem.
A w porannym autobusie coraz cześciej jeżdzę z bardzo fajną dziewczyną, podoba mi się, Niestety jest najprawdopodobniej mężatką, ma na palcach róznego rodzaju obrączki… I też pracuje niedaleko mnie hehe. No cóż, nie mam szczęścia do kobiet.
A i Żanetka ostatnio zaczęła się do mnie po przerwie odzywać :) szkoda, że tak daleko mieszka…
Life goes fuckin’ on!

:)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 22.paź.2016, w Bez kategorii

W końcu się udało! Zdałem praktyczny egzamin na prawo jazdy i już tylko mogę czekać po opłacie na odbiór dokumentu :) Trochę to trwało. Powinienem zdobyć lejce już wiele lat temu ale co się odwlecze, to nie uciecze. Tym razem spiąłem pośladki na maksa, do tego motywacja motywacja i jeszcze raz motywacja. Pozytywne nastawienie i dało radę. Dodatkowo jeszcze ułatwiłem sobie sam sprawę, na termin egzaminu wybrałem sobotę o 7:45. O tej porze ruch praktycznie zerowy na mieście. Najważniejsze to opanować stres na placu i nie dać się złapać na jakiejś głupiej akcji podczas jazdy miejskiej. Od początku wszystko przebiegło znakomicie. Trafiłem bardzo przyjaznego i miłego egzaminatora (życzę każdemu kogoś takiego), zrzucił ze mnie niepotrzebny balast stresu. Plac poszedł w try miga bez przeszkód a podczas jazdy porozmawiałem sobie z egzaminatorem o życiu prywatnym i zawodowym :) jazda poszła gładko i szybko, manewry na mieście bez zastrzeżeń. No i koniec. Całe szczęście :) Teraz trzeba będzie pomyśleć o jakimś autku…
A wczoraj dwie premiery muzyczne.
Korn „The Serenity of suffering” – trochę musiałem to przetrawić. Płyta trochę dziwna, ale bardzo dobra. Rozwinięcie TPS. Nie ma co się oszukiwać, KoRn się zmienił i już nigdy nie będzie tym starym KoRnem. A najnowszym albumem potwierdzili chłopaki, że są KoRnem na miarę naszych czasów i idzie im dobrze.
Fisz Emade Tworzywo – „Drony” – troszkę jednak rozczarowanie, daleko do poziomu Mamuta. O ile Emade i spółka od strony instrumentalnej zrobili dobrą robotę, o tyle Fisz niestety bardzo rozmył tą płytę… są jakieś momenty dłużyzn i nużyzn… Podobnie jak w KoRnie chłopaki chyba już nie wrócą do starego świetnego grania ale ok. Żyjemy i słuchamy dalej :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 04.paź.2016, w Bez kategorii

Czas mija jak szalony… 3 miesiące po powrocie do Firmy zleciał jak biczem strzelił. Mam dosyć mieszane uczucia. Są dni, że trochę żałuję powrotu, głównie pod względem finansowym… ale cóż, ciągnę dalej ten wózek. Zobaczymy jak będzie.
Po raz kolejny robię prawko :) tym razem udałem się do Wytwórni Talentów. Etap pierwszy poszedł w ekspresowym tempie. Jazdy idą trochę wolniej. W piątek zdałem egz teoretyczny, a praktyka czeka mnie 22-go w sobotę o 7:45 :) zabójcza pora ale wtedy ulice miasta będą w miarę pustę no i… musi się udać :)
W ostatnią sobotę spotkałem się po dłuuuuugim czasie z Karolcią Janczykowską. Przyjechała na weekend ze stolicy. Miało być grzecznie a skończyło się o 3 w nocy. Najpierw kilka browarków w Szkapie a później Break. Tam w większym gronie znajomych, bilard, następne piwka i orzechówka. Wieczór ogólnie był bardzo udany i brakowało mi bardzo takiego wyjścia jak za dawnych czasów.
Jesień się zaczęła. Chandra powraca. Staram się unikać małpy ale nie zawsze się udaje…
W najbliższym czasie szykuje się kilka koncertów. Na pewno Kult w listopadzie zamierzam zobaczyć, trochę czasu już nie widziałem na żywo Kazika i spółki…
a w marcu przyszłego roku po raz kolejny KoRncert :) 31go na Torwarze. Znowu zamierzam zabrać ze sobą Zuzię :) niech dzieciak ma trochę radości! :)

Zostaw komentarz więcej...

:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 03.lip.2016, w Bez kategorii

Moja przygoda z IMM dobiegła końca. Miałem już dość nagminnego siedzenia po godzinach za darmo, do tego siadła kompletnie atmosfera w pracy, za bardzo dokręcono śrubkę pracownikom i efekt jest taki, że łącznie ze mną odchodzi 8-9 osób. To miejsce zeszło na psy…
Ale bezrobocie mi nie grozi bo… wróciłem do Firmy. W życiu nie pomyślałbym, że jeszcze to będzie kiedykolwiek możliwe a jednaj stało się :) czeka mnie jednak gigantyczne wyzwanie, bo to kompletnie inna i znacznie trudniejsza działka niż ostatnim razem. Przyznam, że dopadł mnie stres już… Mam nadzieję, że wytrwam i że zbyt wcześnie nasze drogi się nie rozejdą.
A co poza tym? Mistrzostwa Europy w piłce nożnej we Francji. Wszyscy Polacy śnili piękny sen aż do końca przegranych karnych z Portugalią. Cóż, nie udało się ale i tak to mega sukces. Mówiło się o „tylko” wyjściu z grupy tymczasem dopłynęliśmy do ćwierćfinału. Odpadliśmy ale de facto nie przegraliśmy żadnego meczu po grze. To powód do dumy. Najlepszy występ Polaków na dużej imprezie za mojego świadomego żywota (nie liczę Hiszpanii’82 kiedy miałem kilka miesięcy oraz srebrnego medalu na olimpiadzie – bo to jednak była olimpijska młodzieżówka). W każdym razie mamy solidne fundamenty bo zbudować coś więcej.
No i jeszcze o Iwonie… Boli dalej i to bardzo. Staram się na dniu nie myśleć, uciekać od tego wszystkiego myślami. Niestety wraca to do mnie wszystko ze zdwojoną siłą w snach… i to bardzo często…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::KoRncert po raz 6::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 08.cze.2016, w Bez kategorii

16 lat temu pojechałem na swój pierwszy KoRncert. Wczoraj miałem okazję zobaczyć moich ulubieńców po raz 6 :) jak ten czas szybko mija… Przez te 16 lat KoRn bardzo się zmienił, zmieniłem się ja, zmienił się świat. Nawiązując jeszcze do wyjazdu z 2000, po 16 latach nasz skład był bardzo podobny do tego, który wtedy pojechał do katowickiego spodka: Ja, Biker, Krzysiek, Fijoł i jego kuzyn Piotrek. Stare dziady, którym jeszcze się chce hahaha oj chce i to jak. I mimo moich zmiennych uczuć do zespołu z Bakersfield to tak naprawdę mam totalnie w dupie co o nich myślą inni. KoRn jest mój i tak zostanie :)
Z Radomia wyjechaliśmy Krzysia autem, z Bikerem, Aśką Kwaczarą i po raz pierwszy na pokładzie z moją 14 letnią siostrzenicą Zuzią. To było Jej wielkie marzenie, żeby zobaczyć i posłuchać KoRna na żywo. Cieszę się niezmiernie, że mogłem się przyczynić do spełnienia tego marzenia :)
Do Atlas Areny w Łodzi dotarliśmy przed 20 i ja od razu z Zuzią pierwsze kroki skierowałem do strefy, gdzie Jonathan rozdawał autografy fanom. Nie liczyłem, że się dostaniemy. Kolejka długa, czasu na autografy tylko 30 minut, ale staliśmy z Zuzią w oczekiwaniu na to co się wydarzy. Przysłuchiwałem się rozmowom fanów i stwierdziłem, że większość z nich nie ma stażu dłuższego niż 5-10 lat. Czułem się niesamowicie staro ale i nobilitowanie, z racji większego doświadczenia hehe. Kolejka posuwała się coraz szybciej i… tuż przed naszym wejściem do JD ochroniarze zamknęli bramkę przede mną i Zuzią! Wkurw niesamowity. JD 3 metry od nas na wyciągnięcie ręki i na nic zdały się nasze prośby i błagania. Jak koniec to koniec. Ale Zuzia przynajmniej zobaczyła go z bardzo bliska i była mega szczęśliwa, ja poczułem ogromny niedosyt, bo gdybyśmy zjawili się 5 minut wcześniej, to udałoby się nam dostać sdo JD. Trudno. Trzeba przełknąć tą gorzką pigułkę.
Poszliśmy na halę. Znaleźliśmy nasze miejsca na trybunach i tu pierwszy szok, jak zamawiałem bilety to na mapce wydawało się to zdecydowanie bliżej sceny… DO tego słaba akustyka jakaś. Megadeth zaczął grać a ja byłem myślami gdzieś obok… Kolejna rzecz to bardzo mała frekwencja. Wiele pustych miejsc na trybunach, na płycie wcale nie lepiej. Tylko Golden Circle był w miarę ciasno wypełniony… mała porażka organizacyjna Power Festiwalu…
Po paru minutach udało się nam przenieść z Zuzią niżej na droższe sektory, Zawołał nas Fijoł, bo były tam miejsca przed nim. Skorzystaliśmy i to był super ruch, bo różnica między 10 a 21 rzędem była bardzo odczuwalna, zarówno pod względem wizualnym jak i akustycznym.
Sam koncert Megadeth jakoś mnie nie rozpalił do czerwoności. Był poprawny, bez jakiś szałów, setlista przekrojowa z kilkoma kawałkami z najnowszej płyty, Mustaine w dobrej formie jak i pozostali ale ciarek nie miałem.
Czekałem z Zuzią na kukurydzianą gwiazdę wieczoru…
Intro, niebieskie światła, po kolei wychodzący członkowie zespołu i „Right Now” z mocnym przytupem na początek. Nagłośnienie już ustawione optymalnie i wszystko prawie pięknie. Tylko ja się czułem megadziwnie na trybunach. Bardzo nieswojo, bo powinieniem być pod sceną… ale trzeba było się poświęcić dla Zuzi. A Ona sama bardzo mocno zaanagażowana, zupełnie jak jak na moim pierwszym KoRncercie :)
Ogólnie sam koncert bardzo fajny, set lista też nienajgorsza (poleciały dalej „Here To Stay”, „Somebody Someone”, „Falling Away From Me”, „Coming Undone”, „Shoots&Ladders”, „Hater”, solo Raya na perce, „Blind”, „Twist”, „Did My Time”, „Y’All Want a SIngle”, „Another Brick In The Wall” (co mnie troszkę zirytowało, bo wolałbym w tym miejscu jakieś 2 inne piosenki KoRna), a na bis poszło dodatkowo „4U”, „Got The Life” oraz „Freak On A Leash”).
Chłopaki dali radę. Fajnie był ich zobaczyć i posłuchać na żywo, a co najważniejsze dopiero po raz 2 po 16 latach dane mi było zobaczyć Heada :) Szkoda, że to wszystko tak szybko poleciało… jak zwykle niedosyt :P jak zwykle za krótko :P no ale cóż… do następnego pewnie razu :)
A z rana megamiła niespodzianka. Zadzwoniła do mnie Dee Dee i porozmawialiśmy dłuższą chwilę :) niesamowicie mnie to ucieszyło, bo już tak dawno nie rozmawialiśmy :) mega mega mega pozytyw :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 29.maj.2016, w Bez kategorii

Nie pisałem prawie pół roku. Nie ciągnęło mnie jakoś tutaj w ogóle, zresztą w ostatnich latach pisuję bardzo rzadko i mało. Taki wiek chyba. A do tego może najzwyklejszy brak czasu i chęci tworzenia.
Wiele zmian w ciągu tego czasu w moim życiu. Ciężko pół roku streścić w kilkudziesięciu zdaniach.
Dziś mam pustkę w głowie i sercu, po ponad 5 miesiącach rozstałem się z Iwoną a właściwie to Ona zerwała ze mną. Powód? Zacząłem Ją irytować i nie widziała już przyszłości ze mną. Zabolało. Bardzo. Ale życie to nie bajka. Trzeba umieć przyjmować na klatę wszystko. Wszystko się ładnie układało. Po raz pierwszy od nie pamiętam kiedy zacząłem układać puzzle mojego życia w jakąś określoną całość. Wszystko szło po dobrej linii aczkolwiek zakręty też się pojawiały.
W styczniu wulkan wybuchł. Emocje i uczucia zostały uwolnione. Bałem się jak cholera rozpoczynać nasz związek ale się zdecydowałem. Iwona również. Czas mijał, poznawaliśmy się lepiej, bliżej, intymniej. Spędziłem z Nią wiele cudownych chwil, jednych z najpiękniejszych w moim życiu. A takiej niespodzianki urodzinowej nie dostałem nigdy od nikogo. Iwona rozwaliła system. Megaromantycznie. Było mi naprawdę megadobrze. Spędzałem coraz więcej z Nią czasu i z Jej dziećmi – Mateuszem i Niną, W miarę szybko udało mi się zdobyć ich zaufanie i pewną sympatię, co powodowało że jeszcze bardziej żżywałem się z Iwoną. Pokochałem Ją na maksa. W głowie świeciły gdzieś tam poważniejsze plany. No i ten fantastyczny wyjazd do Sandomierza. ech… Ale juź nic z tego nie będzie… Trzeba się pogodzić. Chyba jednak nie jestem z Jej bajki i już nie będę… Boli. Bardzo… Może za mało się staraliśmy a może po prostu jednak nie do końca pasujemy do siebie… Dziekuję Ci Iwonko za wszystkie piękne chwile! i za to, że obudziłaś mnie z bardzo długiego życiowego letargu.
W pracy się polepszyło i pogorszyło zarazem. Dostałem awans, zacząłem więcej zarabiać ale jednocześnie coraz bardziej się wypalałem. Aż złapałem punkt krytyczny. Zdecydowałem się odejść. Mam dość, zresztą nie tylko ja. Ten dział rozwala ludzi. Może uda mi się wrócić na stare śmieci do Firmy a jeśli nie to trzeba poszukać czegoś innego konkretnego.
Z przykrych i bolesnych rzeczy – w marcu umarła mama Bikera. Szok ogromny. Znałem panią Marię od ponad 20 lat. Przeżyłem to bardzo mocno. Była wspaniałą kobietą. Do tego super Kumpelą. Pokój Jej duszy!
A teraz, cóż oczekiwanie jak sie skończy sprawa z Firmą. Chciałbym wrócić. Minęło prawie 7 lat odkąd skończyła się tam moja przygoda. Trochę się obawiam ale jednocześnie jestem podekscytowany czymś nowym.
No i niedługo już kolejny koncert KoRna :) Tym razem zabieram ze sobą Zuzię, cieszę się, że mogę spełnić jej marzenie :)

Zostaw komentarz więcej...

:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 11.sty.2016, w Bez kategorii

Nowy rok otwarty i już kilka dni poleciało jak z płatka. Wczoraj kolejny finał WOŚP. Co prawda, to już nie to samo co kiedyś (gdzie szło się całą dużą paczką znajomych) ale warto i tak było ruszyć tyłek z domu. Artystycznie zero szału ale tak już jest od kilku lat, szkoda że nie ma tak dobrych organizatorów jak kiedyś, gdy udawało się ściągnąć coś dobrego ale jak się nie ma co się lubi, co się ma. W międzyczasie ustawiłem się w Czytelni z Sekiem na piwko i małą pogadankę a nie widzieliśmy się jakieś dobre 5 lat… Potem wróciłem na plac, pogadanka ze znajomymi i… nagle spotkałem Kasię Skierczyńską :) kurde nie rozmawiałem z Nią ponad rok! uśmiech sam się pojawił mi na twarzy szeroki jak rogal. Po chwili pojawił się… Jej facet. W końcu sobie kogoś znalazła. Z jednej strony bardzo mnie to cieszy, bo widać jak odżyła, jak znowu bije uśmiech z jej twarzy i ogólnie znowu jest megapozytywna a z drugiej strony gdzieś tam w sercu zakuło i się zrobiło trochę żal. Ale koniec końców życzę Jej z całego serca, by układało się Jej jak najlepiej, bo zasługuje na to. To wspaniała dziewczyna :)
Póżniej przyszła Iwona z dzieciakami, postaliśmy chwilę, zobaczyliśmy pokaz sztucznych ogni, posłuchaliśmy chwilę Carriona i… poszliśmy do Niej. Nie wiem, co mnie tak ciągnie ku Jej osobie, ale bardzo lubię przebywać w Jej towarzystwie. Odpoczywam jakoś mentalnie i relaksuję umysł. Czy coś z tego kiedyś będzie? nie wiem… nie wnikam. Życie toczy się swoim torem.

Zostaw komentarz więcej...

:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 02.sty.2016, w Bez kategorii

Mocno skonfudowany… myśli drążą moją głowę…
Dawno nie pisałem. W sumie niezbyt wiele nowego się u mnie wydarzyło przez ten okres czasu. Jakoś odnowił mi się trochę kontakt z Dee Dee, urodziła 2 fajnych bliźniaków – Nikodema i Igora :) super! ucieszyła mnie ta wiadomość bardzo. Życzę Jej z całego serca wszystkiego najlepszego, by dzieciaki rosły zdrowe i mądrze się wychowały. Oczywiście od razu wysłałem dla maluchów mały prezent od siebie, mam nadzieję, że się spodobał.
Ostatnio coraz częstszy mam kontakt z Iwoną. Polubiłem Ją, super mi się spędza z Nią czas. Mamy gdzieś wspólne zainteresowania i wszystko byłoby ok, gdyby czynnie nie zaangażowała się w KOD. Nie to, że mam coś do tego ruchu. Nie jestem ani za ani przeciw niemu ale z natury jestem jaki jestem i wszystko, co zmierza ku polityce bardzo mnie odpycha… a Iwonka coraz częściej mi o tym mówi i zagaduje, ech… gdzieś te nasze naprawdę fajne i momentami mega przyjemne rozmowy zostały przykryte tym co się dzieje dookoła, z całym tym politycznym syfem. A ja naprawdę mam już tego po dziurki w nosie po czasie spędzonym w pracy nad mediami. Łeb mi pęka i staram się uciekać do zdecydowanie przyjemniejszych spraw…
Sylwestra spędziłem u Niej w domu razem z Jej dzieciakami. Przyszła też jej koleżanka ze swoimi dziećmi i było naprawdę przyjemnie, tylko momentami za dużo KODu i spraw pobocznych… Nie wiem co mam robić, może i chciałbym się bardziej zaangażować w znajomość z Iwoną, tym bardziej że coraz częściej łapię się na tym, że myślę o Niej a i śni mi się od czasu do czasu. Boję się wielu rzeczy, boję się, że się za bardzo zaangażuję a wszystko się popsuje z wielkim hukiem przez różnice w spojrzeniu na świat…
Popsuło się też trochę z Kingą-Żanetą, oddaliliśmy się od siebie ale to nie miało większych szans ze względu na odległość… nie mam szczęścia do dziewczyn…

Zostaw komentarz więcej...

:::::::::::::::::::::::::::::::MACHINE fuckin’ HEAD::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 15.wrz.2015, w Bez kategorii

Wczoraj kolejny megaudany koncert w moim życiu, w warszawskiej Progresji zagrał Machine Head i przyznam, że był to jeden z najlepszych koncertów w moim życiu. Bez jakiś zbędnych ceregieli, czyste heavy łojenie :) ponad 2 i pół godziny grania bez narzekania, przekrojowo po wszystkich płytach aczkolwiek zdecydowanie ZA MAŁO kawałków z dwóch pierwszych albumów… Nie ma jednak co narzekać, Robb i spółka świetnie się zaprezentowali, widać że lubią u nas grać w kraju :)
Ludzie świetnie się bawili, ja się wybrałem z Bikerem, na miejscu dołączył do Nas Fijoł, browarki, mała gadka i na salę :) od „Davidiana” koncert spędziłem już praktycznie pod samiuteńką sceną :) genialnie, genialnie, genialnie! Nie ma co się rozpisywać, bo żadne słowa tego nie oddadzą, co przeżyłem. To był mój pierwszy MH na żywo i myślę, że nie ostatni. Jeśli tylko przyjadą ponownie, postaram się pojechać. W ogóle jestem megapozytywnie zaskoczony, bo chłopaki zrezygnowali z dużych scen, cała trasa po Europie jest wyłącznie w małych klubach, ma to zajebisty klimat! w Polsce aż 3 koncerty na trasie, to też dobrze świadczy o tym jak MH nas lubią :) polscy fani są w ogóle najlepsi na świecie hahaha i to chyba się tyczy każdego zagranicznego zespołu.

Zostaw komentarz więcej...

:::::::::::::::::::::::::Przystanek Woodstock 2015:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 02.sie.2015, w Bez kategorii

o Przystanku Woodstock myślałem od dawna, zamiar udziału w jednym z największych festiwalów na świecie w mojej głowie urodził się jakiś czas temu, jeszcze gdy Przystanek był w Żarach. Jednakże, jakoś brakowało determinacji i nic z tego nie wychodziło… Do tego jeszcze moja niechęć do masowych spędówek skutecznie mnie odpychała. I wszytko tak się układało do czasu jak jakiś miesiąc temu usłyszałem w PR3, że na Przystanku wystąpi (hed) P.E. – jedna z moich ulubionych kapel, a że baaaardzo rzadko przyjeżdżają koncertować w Europie, ba, nie byli nigdy w Polsce, to nie mogłem sobie ot tak po prostu odpuścić. Zaraziłem pomysłem Krzyśka i tak to kiełkowało sobie z czasem. Dołączył do nas Masło i coś co było tak odległe, nagle stało się faktem – JEDZIEMY!!!
Wypad został zaplanowany, podróż autem i życie obozowe, problemy z namiotem zostały rozwiązane dzięki Kłakiemu :) szkoda, że nie udało się zebrać większej ekipy ale cóż, niech żałują Ci, którzy nie pojechali :)
Podróż minęła w miarę szybko mimo tak dużej odległości między Radomiem a Kostrzynem. Po drodze zabraliśmy 2 łebków, żeby zapełnić miejsce w aucie i zmniejszyć koszty podróży.
Po przyjeździe na miejsce, ogarnęliśmy parking i znaleźliśmy miejsce na polu namiotowym, które z racji umiejscowienia na wzgórzu i bardzo ścisłym rozmieszczeniu namiotów nazwaliśmy „FAWELĄ”.
Początek i start i od razu megakoncert – Illusion! Półtora godziny świetnej muzyki, Lipa i spółka jak zwykle w dobrej formie, przekrojowo, z największymi hitami plus ostatnie dokonania, kawał świetnej roboty, rozbawili i godnie rozpoczęli festiwal.
Tego dnia jeszcze zahaczyliśmy o końcówkę Organka – fajnie aczkolwiek bez rewelacji.
A po Organku chyba dla mnie największe pozytywnie zaskoczenie i niespodzianka – SHAKA PONK! Przed wyjazdem przesłuchałem jakiegoś „hiciora” na jutubie ale nie wzięło mnie. Na koncert szedłem w sumie, by potowarzyszyć Masłowi i się pozytywnie rozczarowałem. Mega żywioł! Bardzo dobre kawałki! nie wiem ile było ludzi ale z kilkaset tysięcy :) i wszyscy byli pod wrażeniem! Świetna muza, do tego wizualizacje i światła na scenie, zwariowani muzycy na maksa i czego chcieć więcej? Shaka podbiła moje serce i podejrzewam, że nie tylko moje.
Po Shace i początku występu Within Temptation zdecydowaliśmy z Krzyśkiem pójść na mały odpoczynek przed Comą, chwila drzemki dobrze zrobi po długiej i męczącej podróży, jednakże nie dało się spać hahaha. Niby namioty z dala od scen a koncert Mrozu a zwłaszcza jego końcówkę zapamiętam do końca życia. Mimo dużej odległości i leżakowania w namiocie świetnie słyszałem zarówno instrumenty jak i wokal, a kawałek „Bo jak nie my, to kto?” chodził mi po głowie później cały festiwal.
Wrociliśmy pod dużą sceną po godzinie 1 na końcówkę Dream Theater, który jakoś mnie nie zachwycił. a Później gwiazda dnia pierwszego – Coma. Przyznam, że w ostatnich latach jakoś moja sympatia dla tego zespołu bardzo mocno spadła ale… Koncert na Woodstocku był kapitalny!!! Produkcja, brzmienie, występ, muzyka – wszystko PERFEKT!!! Polacy już nie muszą się wstydzić przed światem organizowanych festiwali, to świat teraz powinien nas gonić! Zabrakło mi kilku utworów Comy ale ogólnie setlista bardzo dobra z zaskakującym finałem. Rogucki wybrał z publiki dziewczynę, która miała na sobie koszulkę z napisem, ze jej marzeniem jest zaśpiewać na Woodstocku… no i zaśpiewała „100 tysięcy jednakowych miast”. Bardzo ładnie jej to wyszło. I tak świetnym przytupem zakończył się dzień pierwszy…
Piątkowy poranek spędziliśmy przy aucie odpoczywając. Co się rzuciło od początku festiwalu, to niestety fatalne zaplecze sanitarne ale czego się spodziewać kiedy to nagle w 1 miejscu przebywa jakieś pół miliona ludzi… Niby były toi toi, jakieś tam prysznice ale… no właśnie. Za stary jestem już na takie dzikie wypady…
Poszliśmy odwiedzić sam Kostrzyn, mieliśmy w planach jakąś flaszeczkę ale wyszło, że na czas festiwalu jest prohibicja i poza piwem nic innego się nie kupi… sam Kostrzyn jakoś nie powalił ale i chyba zbyt zmęczone nogi i chęć oszczędzania sił na główny nasz cel sprawił, że wróciliśmy do obozu.
A nasz główny cel uderzył jak grom! (hed) P.E. – tak!!! czekałem długo, bardzo długo, 15 lat odkąd ich muzyka wpadła w moje uszy ale się doczekałem w końcu występu na żywo!!! Mało tego, z Krzyśkiem udało się nam dostać pod samą scenę i tu kolejna niespodzianka! Spotkałem Sułka z dziewczyną, Cielaka i Gruchę hahaha ziomki z Radomia :)
Sam koncert świetny, choć gwoli prawdy ze starego składu został już tylko Jahred… ale koleś w świetnej formie, coś tam po polsku zarzucał i miał bardzo dobry kontakt z publiką, a publika się odwdzięczyła szalejąc pod sceną (ja dałem z siebie dosłownie wszystko). Setlista dosyć przekrojowa, w sumie zadowolony byłem ale zabrakło mi kilka perełek, może gdyby wrzucili zamiast reaggowych coverów kilka swoich dawnych kawałków, to wyszłoby to lepiej ale cóż. Już sam fakt, że spełniłem moje kolejne muzyczne marzenie sprawił, że wylądowałem w siódmym niebie :)
Później spokojniej trochę i nasze cudne VOO VOO… tu niestety nogi odmówiły mi już posłuszeństwa i pod koniec koncerty udałem się na Fawelę do namiotu trochę odpocząć.
Chłopaki rozpierzchli się po różnych scenach. Ja po odzyskaniu sił ruszyłem na końcówkę Modstep ale zahaczyłem o wioskę Kryszny, gdzie skonsumowałem pyszny i sycący posiłek i przysłuchałem się koncertowi Anti Tank Nun :) ale na samą końcówkę Modstep jeszcze zdążyłem, w sumie to kompletnie nie moje klimaty i jakoś tam nie żałuję :)
i kolejny dzień upłynął pod znakiem dźwięków i chilloutu… Kolejna noc w namiocie mega zimna :)
Trzeci dzień był dla nas typowo chilloutowy… Z racji, że w programie nie było już dla nas nic specjalnego poza ciekawostkami. Snuliśmy się po terenie festiwalu i leniliśmy się. Zrobiło się gorąco. Poza koncertem Black Label Society raczej nic nie przykuwało mojej uwagi. Grały tam liczne kapele sobie w tle, słuchałem ale szału nie było. Wieczorem na małej scenie fajnie zagrali francuzi ze Scarecrow. Później miał być Grubson ale ja jakoś nie przepadam za nim, więc z Krzyśkiem poszliśmy do wioski na jedzonko a przy okazji zahaczyliśmy o ostatni w historii występ Dzioło. Sam koncert Black Label Society jakoś mnie nie powalił. Liczyłem trochę na więcej. Zakk mimo że jest świetnym gitarzystą to jakoś do mnie kompletnie nie przemawia wokalnie. No i jego popisowa solówka przybrała mnie i nie tylko o wymioty. Rozumiem rozbudowaną partię solową ale rzympolenie dla rzympolenia kilku dźwięków przez kilka minut to już lekka przesada. Póżniej powrót do namiotu. Na Shaggy’ego jakos nie mialem juz ochoty. Nogi mi spuchly i zmeczony bylem. Chcieliśmy odpocząć przed wyjazdem ale nie do końca się udało, bo z racji licznych zabaw poprostu się nie dało :)
zwinęliśmy namiot i poszliśmy na parkink zdrzemnąć się przed wyjazdem…
Zabraliśmy z Woodstocku dziewczynę z Radomia, której kompletnie nie kojarzę i ruszyliśmy w drogę. Senni. Część spała w aucie… obudziłem się przed 8 rano. Wyjąłem Prince Polo ugryzłem i… stało się coś złego. Pędziliśmy autostradą, nagle coś samochód ściągnęło w bok. Krzysiek na dosłownie sekundę złapał komara… przestraszył się i za mocno odbił w lewo, co spowodowało, że z impetem wpadliśmy w barierkę. Uderzenie było zaraz przy mnie, głową walnąłęm w szybę i gdyby nie pasy to wyleciałbym z auta… odbiliśmy się od barierki, kilka bączków i wylądowaliśmy po drugiej stronie… CUD, dosłownie CUD, że nie nie jechało na autostradzie, że nic w nas nie trzepnęło… Wszystko trwało sekundy ale mnie przeleciało życie przed oczami, siwych włosó przybyło…

Zostaw komentarz więcej...

:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::IMPACT FEST 2015::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 11.cze.2015, w Bez kategorii

kolejny festiwal zaliczony i to z ogromną radością :)

Początkowo miałem zamiar wybrać się na koncert Faith No More do Krakowa ale że nie miałem z kim jechać (Kasia Skierczyńska nie chciała) to wybrałem Slipknot i Godsmack, bo wybierała się na niego fajna ekipa. I tak wsiadłem w auto z Krzyśkiem, Bikerem i Kłakim i pojechaliśmy do Łodzi we wtorek. Podróż jak zwykle śmieszna a i oczywiście z przygodami. Mnie dopadła w ubikacji Burger King niedaleko Łodzi hahaha
Po przyjeździe spotkaliśmy się z Jacusiem i Fijołami. Co prawda spóźniliśmy się na 1 koncert Hollywood Undead ale tego szajsu to akurat nie żałuję. Atlas Arena, w której byłem 1raz, zrobiła na mnie wrażenie ale nie imponujące. Hmm, uderza surowością, mogliby w końcu ją wykończyć bo wygląda jak kilka dni po odbiorze budowy…
Gojira zaprezentowała się bardzo fajnie, dotychczas nie widziałem ich na żywo choć 2 razy bodajże miałem okazję ale nie skorzystałem. Dali spoko koncert, mocno, surowo ale momentami i klimatycznie. Rozbujali trochę kilka tysięcy ludzi.
A później… długo oczekiwany SLIPKNOT! Pamiętam jak bardzo chciałem jechać na ich koncert do stolicy 10 lat temu ale zabrakło już biletów. No i w końcu się doczekałem, choć to już trochę inna kapela bez Jordiona i Graya ale nie ma co narzekać :) Kotara na scenie opadła po zakończonym intro i rozpoczęło się dzieło zniszczenia i podróż do piekła. Dosłownie, bo wystrój sceny trochę mógł przerażać :) wielka głowa diabła-barana, szaleńcze światła, płonące i buchające ognie i kolesie w maskach szalejący po scenie :) to już coś więcej niż zwykły koncert, to super widowisko muzyczne. Zagrali przekrojowo przez wszystkie płyty, nie zabrakło hiciorów, publika szalała, Slipknot też :) dawno już się nie bawiłem tak fantastycznie :) nie dało się stać w miejscu, trzeba było ruszyć w tłum i szaleć jak larwa walcząca o życie :)
Póżniej po wyjściu z Atlas Areny na deser został Godsmack. Szkoda, że nie zagrali w hali, bo dostali małą scenę na parkingu i do tego padało. Ale Sully i spółka podeszli do tego megaprofesjonalnie. I choć koncert trwał tylko godzinę, to jak na pierwszą ich wizytę w naszym kraju (wielka wielka szkoda, że tak późno) było mega! a już jak zagrali Keep Away, Voodoo i Whatever to był istny szał wśród ludu.
Podsumowując to był bardzo udany trip, koncerty mega, będzie co wspominać :) Czekam na następne!

Zostaw komentarz więcej...

:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 28.mar.2015, w Bez kategorii

Powrót po kilku miesiącach… i któżby pomyślał, że kiedyś kilka dni bez wpisu to będzie porażka, czasy się zmieniły, ludzie też… nie pisałem kilka miesięcy, nie miałem pomysłu, ochoty, jestem zapracowany i do tego nie mam komputera a telefon staroświecki :) jednakże blog bywa jak narkotyk, skoro tyle lat już go prowadzę, setki razy chciałem kasować a jednak trwa, po co? sam nie wiem, nie udostępniam go, nie szukam poklasku, rzadko go czytam, bo mnie dopada jeszcze większa melancholia. Miałem pomysł zrobienia z niego jednoegzemplarzowej książki i wręczeniu jako prezent Dee Dee ale tak się nie stało i chyba się nie stanie… urwał mi się z Nią w zasadzie kontakt. Próbowałem, starałem się, chciałem do Niej dotrzeć, prosiłem o kontakt, prosiłem żeby się podzieliła ze mną kawałkiem swojego życia, czekałem, czekałem, czekałem i się poddałem. Takie życie, każdy ma je na swój sposób, czasu mniej, przyjaźnie gasną, jak ognisko, aż ostatnia iskra odda swe tchnienie… tu chyba też już tak się stało… poddałem się… już nie walczę… życzę Jej jak najlepiej, bo na zawsze będzie dla mnie kimś ważnym ale skoro ma swoje życie daleko ode mnie i nie czuje potrzeby dzielenia się nim ze mną chociażby w najmniejszym kawałku trudno… takie życie…
a ja dalej dłubię i ryję po swojemu
praca w IMM stała się normą
nie jestem z niej do końca zadowolony, trochę inaczej sobie to wyobrażałem ale jak zawsze bywa wyobrażenia wyobrażeniami a życie życiem. Za dużo tu pracy, własnego nakładu, a zarobki kompletnie są nieadekwatne. Ktoś może powie, że tyle czasu szukałem roboty, to powinienem się cieszyć z tego co mam. Po części i owszem, fajnie móc znowu mieć jakiś w miarę „normalny” tryb życia ale jak się mówi „A” to naturalną koleją rzeczy jest powiedzenie „B”. Jakaś ambicja mi powraca sprzed lat i po prostu szukam czegoś więcej, bardziej rozwijającego i oczywiście lepiej płatnego. Największym plusem tej firmy są ludzie, przyjaźni raczej tu nie będzie ale pracuję z miłymi ludźmi, sympatycznymi i pomocnymi. Na tym etapie jest OK.
Tydzień temu Arek Jakubik wrócił do Radomia razem ze swoim Dr Misio… Tym razem koncert odbył się w Alibi, mały klubik, ciasno i strasznie niski sufit (aż się przypominały daaawne czasy jak ten klub jeszcze się nazywał Atrium, a Elka i Karolina robiły tam swoje 18-ki hehe). A co do koncertu, super! wybawiłem się, ja stary chuj (używając nomenklatury misiowatej), przyszło trochę znajomych gęb, przed koncertem trochę się „zrobiłem” ognistymi napojami razem z Norbim, wyszło tego jakoś po pół litra na głowę w 5 małpkach :D Norbi niestety nie wytrzymał do samego spektaklu na scenie i pod sceną…
i cóż, życie płynie dalej, może już nie w takiej nasyconej samotności jak jakiś czas temu jeszcze ale odczuwam bardzo ogromną zmianę i utratę ważnych dla mnie i bliskich osób
pewne sprawy dalej drążą mój umysł i kłopoty są jak zawieszony nad głową topór… czas… czas… czas pokaże…
a na koniec jeszcze dodam, że w końcu kupiłem nowy sedes do WC

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::mały krok do przodu:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 11.lis.2014, w Bez kategorii

Długo nic nie pisałem, ale to chyba dlatego, że moje życie ogarnęła pustka na maksa… strasznie ciężkie psychicznie było dla mnie te ostatnie sześć miesięcy…
ale jakoś próbowałem się zebrać do kupy i po części się udało.
Nie starczyłoby tu chyba miejsca, żeby opisać wszystkie moje uczucia i wspomnienia (a głównie były to raczej negatywne rzeczy)…
W skrócie:
- całkowicie i chyba niestety już na zawsze (choć jak brzmi powiedzenie „nigdy nie mów nigdy”) urwał mi się kontakt z Zuźką i Niańkiem… nie wytrzymałem wielu presji na sobie, zabrnąłem chyba w jakiś martwy punkt i skończyło się fatalnie… popełniałem błąd za błędem i wszystko poszło z dymem… bardzo boleśnie dla mnie, bo te 6 lat przyjaźni po prostu pękło bezpowrotnie jak bańka mydlana…
- po ponad 6 latach spotkałem się na herbatce z Katti i to dwukrotnie (zasada „nigdy nie mów nigdy” zadziałała…). Na początku bardzo się obawiałem tego spotkania, jak to będzie? czy w ogóle rozmowa będzie się kleiła? i o czym My w ogóle za sobą będziemy rozmawiać. Jak się okazało obawy były zupełnie niepotrzebne. Było bardzo miło i przyjemnie, rzekłbym nawet „jak za starych czasów”. Spotkanie powtórzyliśmy i wcale niewykluczone, że się jeszcze na herbatce spotkamy kilka razy.
- od ponad miesiąca postanowiłem zmienić coś w życiu, powróciłem do ćwiczeń ogólnorozwojowych i do hantli. Wiem, może to nie jest szczyt a raczej kilka pięter nad ziemią, jednakże regularne ćwiczenia dużo mi dały. Odetchnąłem gdzieś trochę w środku a i poprawiła mi się trochę forma, przestały boleć plecy, stałem się trochę bardziej zdecydowany. Na wiosnę planuję zacząć biegać. Mam nadzieję, że się uda :)
- no i najważniejsza z wszystkich chyba dotychczasowych rzeczy, w końcu udało mi się znaleźć stałą pracę. Po długim i niełatwym etapie rekrutacyjnym stałem się Analitykiem Działu RTV w Instytucie Monitorowania Mediów :) dzięki małej przychylności Jacka Zawodnika, który tam pracuje, udało się. Ogólnie to kilka znajomych twarzy tam już od jakiegoś czasu robi, m.in. Marta Pomarańska, którą jak spotykam na korytarzu w firmie, to od razu buźka mi się uśmiecha. Praca na pierwszy rzut oka nie wydaje się trudna, ale jest zupełnie odwrotnie, Na razie 3 miesięczny okres próbny… Mam nadzieję, że uda mi się zostać dłużej.

Inne problemy i to megaciężkie dalej wiszą nad głową jak topór… jak mi się uda je pokonać, pokaże czas i życie. Najważniejsze, że wydobyłem się z tej cholernej otchłani niebytu, że zacząłem znowu stawiać kroki do przodu, że walczę o własne życie…

Zostaw komentarz więcej...

:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 14.maj.2014, w Bez kategorii

pustka w życiu…
pustka w głowie…

Zostaw komentarz więcej...

:::::::::::::::::::::::::::::::::::::Illusion::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 15.mar.2014, w Bez kategorii

Mój życiowy sen trwa w najlepsze… zmiany, jeśli takowe już są, to zdecydowanie idą w złym kierunku. Wczoraj jednakże miałem okazję odbić się trochę od tego mułu w którym znajduję się od dłuższego czasu, a okazja była nie byle jaka, bo do Radomia przyjechała legenda polskiego rocka – Illusion :) Oczywiście, trzeba było nakombinować, żeby dostać bilet, bo cena trochę odstraszająca jak na Radom – 50zł… z wielkim bólem serca sprzedałem płytę Tworzywa Sztucznego „Na Żywo w Mózgu”, 10 lat temu kupiłem ją za 30 zł a że dziś jest to prawdziwy już unikat, to udało mi się wyciągnąć za nią całe 70 zł :) i na bilet było :D
oczywiście przed samym koncertem musiał być dobry load jak za starych dobrych czasów :) a więc u Krzysia połówka Jim Bean’a i humor przedkoncertowy w sam raz :D dojechał do nas jeszcze Biker, a na samym koncercie jeszcze oba Fijoły :D ogólnie było trochę znajomych, choć frekwencja nie do końca jednak udana. Ceny biletów zrobiły niestety swoje a i w Katakumbach o tej porze grało też Turbo… myślę, że przyszło jakieś 200 osób. Sam koncert był dobry, nie był zachwycający bo po raz kolejny, n-ty już raz, akustyka była DO DUPY!!! w G2 nie powinno się robić tego typu koncertów, a szkoda bo zestaw kawałków był bardzo ciekawie wybrany, do dawnych hiciorów Illusion zagrali jeszcze 8 nowych kawałków (aż się już nie mogę doczekać płyty, która już za tydzień :D). Podczas koncertu poszalałem jak za starych dobrych lat ale to chyba bardziej promile zrobiły swoje ;) a po koncercie z ludźmi udaliśmy się na reload do szkapy :D wieczór mega udany, bardzo mi tego brakowało ostatnio.

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 09.lut.2014, w Bez kategorii

chciałbym cofnąć czas o 5 lat i to bardzo… brakuje mi kontaktu z Zuźką, brakuje mi siebie samego… ciągle przegrywam na każdym kroku, ech…

Zostaw komentarz więcej...

:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 05.sty.2014, w Bez kategorii

dawno nic nie pisałem… ogólnie to przechodzę etap snu zimowego, tyle że ten sen trwa już od kilku miesięcy… wpadłem w jakąś depresję… stanąłem w miejscu, zahibernowałem…
jestem jak zombie – niby żyję a nie żyję…
dziś miałem dziwny sen, był tak jakby w 3 aktach, sen był ciągły natomiast zmieniał się, zmieniałem się w nim ja, byłem kilkoma osobami…

najpierw wybierałem się z mamą i sisostrą na jakiś targ, mama mówiła, że coś nowego otworzyli i jakieś fajne ciuchy itp. Niedaleko mojego domu jest przejazd kolejowy, zatrzymaliśmy się więc, żeby przepuścić jadący pociąg, tymczasem za naszymi plecami kilka km coś wybuchło, wielki czarny dym rozległ się na niebie, po chwili przyjechało wojsko… czarny dym zbladł ale doszedł do nas i zakrył cały przejazd kolejowy, z wielkim trudem przeszliśmy przez ten dym-mgłę, po drugiej stronie hmmm.. mocno zdziwiony byłem bo tak jakbym był w lesie w górach (skąd takie coś w środku miasta???), no ale mijali nas ludzie więc chyba ok, szliśmy z mamą i siostrą dłuższy czas pod górę aż doszliśmy do jakiegoś urwiska, urwosko miało kilkaset metrów wysokości, moim oczom ukazał się zdumiewający widok, ogromna pustynia taka jak jest przy wielkim kanionie, gdzieniegdzie oddalone od siebie o kilkanaście km miasta z dużymi jeziorami, powiedziałem mamie, że nie dojdziemy tam na ten targ bo to by nam zajęło kilka dni, mama mi powiedziała że nie musimy iść bo tuż pod urwiskiem, jest takie jedno miasteczko z jeziorem, spojrzałem w dół i rzeczywiście było, a w powietrzu zawieszeni byli jak na stop klatce opadający ludzie… mama skoczyła w dół, potem siostra a na końcu ja… zawisnęliśmy w powietrzu na krótki czas… potem pojawiła się jakaś maszyna która nas „zapakowała” w pojemnik i opadliśmy do wody a tam, zorientowałem się, ze to była pułapka, w środku pojemnika otworzyły się kolce i poprzebijały ciała, wszyscy zginęliśmy, pojemniki opadły do wody z ofiarami… KONIEC AKTU 1

sen trwał dalej ale ja już znalazłem się jako inna osoba w jakimś mieszkaniu, była tam miła, sympatyczna i bardzo łądna dziewczyna, znała mnie od dawna, byłem jej kumplem, organizowała przyjęcie urodzinowe dla swojego współlokatora. Była grafikiem, rysowała komiksy, cały jej pokój był pełen jej prac, rysunków, książek i komiksów… podczas szykowania przyjęcia zauważyłem, że robi roladki z ryb, coś zawija w te rybki… po przyjrzeniu się zobaczyłem, że to są… malutcy ludzie, Ci z tych pułapek… zapytałem ją o to a ona mi odpowiedziała, że to są istne delicje i zdobyć je jest rzeczą prawie niemożliwą, ona natomiast przykłusowała… przyszedł ten kumpel, zaczęła się impreza urodzinowa, doszedł jeszcze kolejny znajomy. Byłem dla nich obcy, znała mnie tylko ta dziewczyna. Impreza trwała w najlepsze, rozbrzmiewało radio, które nagle zaczęło buczeć, trzeszczeć i zmieniła się w nim częstotliwość, zaczęła lecieć jakaś piosenka Bednarka (hahaha), znałem ją natomiast wszyscy domownicy byli w szoku, coś takiego słyszeli 1 raz w życiu, dla nich to były jak dźwięki z kosmosu… po jakimś czasie doszło do mnie czemu się znajduję w tym mieszkaniu… byłem jakimś tajnym agentem, pilnującym światów alternatywnych, równowagi między nimi, okazało się, ze te miasta które widziałem na płaskowyżu to są własśnie te równoległe światy, żyjący w nich ludzie nie mają pojęcia o współistnieniu ale jak to zawsze bywa istnieje jakiś procent, którzy tą tajemnicę odkrywają i wykorzystują. Tak właśnie było w przypadku tej dziewczyny. Wykorzystywała wiedzę o światach równoległych, tworzyła o nich komiksy, które stawaly sie bestsellerami, do tego złamała święte prawo i zaczęła „ściągać” ludzi z innych światów, łapała ich w pułapki i spożywała… zorientowałem się jaki mam cel misji… zastrzeliłem dziewczynę i 2 kolesi… miałem jednak pecha, bo w mieszkaniu obok była jakaś awantura i byłą tam policja, która mnie pojmała… KONIEC AKTU 2

sen trwał cały czas, byłem pod kamienicą, widziałem jak policja wyprowadza pojmanego mordercę z kamienicy… byłem jakimś śledczym… pomagałem rozwiązywać zagadkę tego morderstwa. Przesłuchiwałem domowników kamienicy, w jednym z mieszkań był… David Moyes (menadzer Man United). Duzo rozmawiałem z nim o futbolu, o taktyce, piłem tez z nim alkohol i się śmiałem. Zaczęła mnie dopadac jakas wizja… szedłem jakims korytarzem wydrążonym w ziemii, a na mojej drodze był ptak, umierająca wrona, tyle że ona była 4-5 razy większa ode mnie… dziwna to byłą wizja… wróciłem do przesłuchiwania świadków, była tam jakaś bardzo pięna dziewczyna… wyczułem, że ona wie coś więcej ale to ukrywa, prawdopodobnie miała świadomość światów równoległych… wziąłem ją na spacer, zaczałęm mówic o swoich wątpliwościach o swoich wizjach… ona mi powiedziała o co chodzi, ze nie jestem z tego świata, ale że Oni mnie przerobili na osobę z Tego świata.., postanowiłem, że ucieknę, że zabiorę ze sobą tą dziewczyną, miałem z Nią namiętny pocałunek w korytarzu na dziedziniec tej kamienicy… potem się obudziłem…

niestety bardzo dużo szczegółów już mi umknęło ale mam obraz jego jako całości, sen był kapitalny! mógłby powstać świetny film na jego podstawie… z chęcią bym to obejrzał na dużym ekranie…

Zostaw komentarz więcej...

:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 12.paź.2013, w Bez kategorii

totalna pustka w życiu…

Zostaw komentarz więcej...

:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 13.maj.2013, w Bez kategorii

wczoraj znowu miałem farta :) wygrałem wejściówkę na koncert Much w Czytelni Kawy hahaha w sumie chciałem iść na ten koncert ale nie miałem kasy, więc jakby ktoś przeczytał w eterze myśli moje chęci :)
Sam koncert bardzo kameralny, myślę że ok 40 ludzi było, ale chłopaki z Poznania wcale się nie przejęli nikłą publicznością. Dali fajny koncert, chociaż grali głównie kawałki z ostatniej płyty, która jakoś mi tak słabo podchodzi, a mało grali z debiutanckiego albumu. Jednakże nie ma co narzekać, w końcu darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby :) obrazy muzyczne ładnie wypełniły mi wieczór, chciałbym tak jeszcze wygrać bilet na Impact Festival :P

Zostaw komentarz więcej...

:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::wiosna, wiosna, wiosna, ach to Ty!:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 08.kwi.2013, w Bez kategorii

No właśnie Wiosna! Mija już pierwsza tercja kwietnia a tu na dworzu ciągle… ZIMA! Masakra, śnieg i zimno (chociaż dziś już się trochę ociepliło i słońce wyszło). Coś z tą pogodą w tym roku się pokiełbasiło na maksa. Nie pamiętam tak długiej zimy chociaż owszem zimne dni i śnieg zdarzały się nawet w maju, ale nigdy dotąd zima nie trwała od grudnia aż do teraz. Święta Wielkanocne wyglądały jak Boże Narodzenie, w sumie to można było spowrotem wyjąć choinkę i lepić bałwany na dworzu. Tak. Coś się zupełnie pokiełbasiło…
Dawno nie pisałem, bo w sumie i nie było o czym. Nic się nie zmieniło u mnie, chociaż chyba jednak pogorszyło. Straciłem kompletnie kontakt z Zuźką i Niańkiem. Nie udało mi się dogadać tematu pracy, palnąłem swoje dyrdymały i chyba oboje obrazili się na mnie na amen. Zero kontaktu, totalna ignorancja w stosunku do mnie, cóż, widocznie sobie na to zasłużyłem. Jakoś mocno to bardzo przeżyłem. W sumie miałem z nimi od prawie 5 lat praktycznie codzienny kontakt, ech… Może kiedyś jeszcze uda się to naprawić… Bardzo chciałbym.
Tymczasem kolejny weekend minął i to jaki!
W piątek wybrałem się na koncert Fractala i Quqa do Breaka. Ustawiłem się tam z Kłakim i Jackiem i… Kasią SKierczyńską :) Przyszła :) Same koncerty spoko, podobało mi się, no i poobcowałem z muzyką na żywo, czyli to, co tygrysy lubią najbardziej. Ale jak już zacząłem rozmawiać z Kasią to wszystko inne zeszło na drugi plan, i muzyka, i znajomi, dosłownie wszystko. Musiałem się nasycić każdą chwilą, którą dostałem od Kasi :) a po koncertach odprowadziłem moją Lubą do domu, spacerkiem przy miłej pogawędce… i już mi zaczęło się robić ciepło w sercu :) ech…
A w niedzielę w Czytelni Kawy wieczorem odbywał się Silesian Hard Core Party, 4 kapele dały swoje koncerty. W sumie ja w hard corze jakoś tam nie siedzę, nie śledzę tej sceny, nie przepadam jakoś szczególnie za tym typem muzyki i pewnie bym nawet nie przyszedł, gdybym nie umówił się z Kasią :) Same koncerty jakoś mnie tam nie zachwyciły, ot łupanie i łomotanie, chociaż momentami bardzo fajne ale jednak to nie moja bajka. Znowu pogadałem trochę ze znajomymi, oczywiście siedziałem cały wieczór przy stoliku z moją Lubą. Było parę zabawnych momentów, pojawił się jakiś psychiczny socjopata wśród gawiedzi, w sumie był pokojowo nastawiony do ludzi ale z takimi to nic nigdy nie wiadomo. Pod koniec zaczepił i przykleił się do Kasi a ta mnie zawołała i oznajmiła kolesiowi, że jesteśmy parą i żeby dał jej spokój… Wiem, że to powiedziała tylko po to, żeby się od kolesia uwolnić, jednakże połechotało to mocno moje serduszko. A po koncertach kolejne moje zdziwienie, bo mimo kilku propozycji podwózki Kasia zdecydowała się wracać ze mną na piechotę :) zrobiliśmy sobie spacerek po raz kolejny. Noc, gwiazdy nad nami… znowu fajna pogawędka, a co ciekawsze Kasia zaczęła zwracać się do mnie po imieniu… baaaardzo rzadko moi znajomi się do mnie tak zwracają, więc tymbardziej zrobiło mi się miło na duszy. Ech… te jej śmiejące się oczka, ten nieśmiały i skryty uśmiech na twarzy, ta wrażliwość i ciepło bijące od Niej… i jak tu nie pokochać takiej dziewczyny? i jak tu nie przestać o Niej marzyć i śnić?
Znowu mam masakrę w głowie, umysł przestał pracować logicznie… Nie obiecuję sobie nie, nie robię żadnych planów co do tego, ale bardzo, ech, bardzo bym chciał, żebyśmy zbliżyli się jeszcze do siebie, ale czy to wogóle możliwe? Czas pokaże…

Zostaw komentarz więcej...

:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 13.lut.2013, w Bez kategorii

Ostatnimi czasy dopadł mnie mega marazm… żadnych zmian, no może poza 2 tygodniami walki z grypą… nic mi się nie chce, na nic nie mam ochoty… depresja

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::Koniec Świata::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 22.gru.2012, w Bez kategorii

Od kilku tygodni mówiło się głównie o tym, z każdym upływającym dniem coraz więcej i więcej. Szerzony przez media defetyzm ogarnął cały świat. Bo jakiś koleś sobie kiedyś zinterpretował, że koniec kalendarza Majów będzie oznaczał koniec świata. A więc wg tej tezy już od kilkunastu godzin nie powinno nic istnieć a tymczasem siedzę sobie spokojnie jak zawsze i przelewam swoje myśli stukając w literki klawiatury… Końca świata nie było i wątpie by w najbliższym czasie takowy nastąpił. Oczywiście nigdy nie można być pewnego na 100% ale uważam, że jeśli kiedykolwiek nastąpi zagłada Ziemii to my ludzie doznamy tego znienacka a nie będziemy durnie czekać na to wydarzenie. Oczywiście większość populacji naszej planety niewiele się przejęła tym końcem świata. W końcu to już kolejny, który ludzie mogli przeżyć i przeżyli. Oczywiście znalazły się grupy zdefetyzowanych i przestraszonych ludzi, no i robili sobie jakieś schrony, bunkry, arki, zbierali zapasy itd itp. Oczywiście w ostatnich dniach ktoś na tym medialnym fakcie nieźle zarobił. W sklepach było masę „katastroficznych promocji”, także towary których nie można było opchnąć przez ostatni rok sprzedawcy opylili tuż przed końcem świata. A z drugiej strony tak się zastanawiam jakim trzeba być debilem kupując sobie np 50 calowy telewizor za kilka tysięcy czy nowy samochód wierząc jednocześnie w to, że zaraz będzie koniec świata? ale wiele zachowań ludzi nie da się wyjaśnić w racjonalny sposób…
Ja swój „koniec świata” przeżyłem w bardziej hedonistyczny sposób. Wieczorem zajrzał do mnie Rzymek ze swoim litrowym przyjacielem Jackiem Danielsem i zaczeliśmy wspólne zapoznawanie się. Mieliśmy cały długi wieczór, koniec i początek świata przed sobą. Zahaczyliśmy o Szkapę, gdzie napiliśmy się z Fredem i Sebą, a potem pojechaliśmy do Czytelni na koncert Mijagi. Z Jackiem się blisko zaprzyjaźniliśmy, Rzymek chyba zbyt bardzo bo nieźłe go zakręciło. A w czytelni jak to w Czytelni masa znajomych. Oczywiście była i Kasia, jednakże odczuwam jak coraz bardziej się od siebie oddalamy. Będąc praktycznie na tych samych eventach rozmawiamy ze sobą bardzo mało ostatnio. Coś się popsuło i to bardzo, ech…
Sam koncert bardzo klimatyczny i nastrojowy, ponad 2h alternatwnego grania, rodem jak ze Ścianki. Ludziom się podobało, mnie również. W CZytelni posiedzieliśmy do zamknięcia a potem po 2 w nocy pojechaliśmy jeszcze do Breaka na piwo i rzutki hehe. Ja z racji lekkiego zmęczenia alkoholowego i sennej duszy praktycznie znajdowałem się umysłowo już w innym wymiarze, z myślami o moim ciepłym łóźku no ale czekałem na Karoliny, Piegusa i jego MIlenę. Jakże się uradowałem gdy w końcu wzięliśmy taryfę i przed 4 znalazłem się w moim wyrku. Skończył się świat, zaczął się następny hehe
A i gwoli ścisłości, zaczęła się ZIMA :)

Zostaw komentarz więcej...

:::::::::::::::::::::::::::SYLWESTER PRZED KOŃCEM ŚWIATA::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 03.gru.2012, w Bez kategorii

no właśnie :) takowyż się odbył w sobotę w Czytelni Kawy. Ludzie postanowili sobie zrobić jajo i zorganizowali sylwestra. Zabrałem Karolcię i Rzymka i się udaliśmy na sylwestrową bibę i to w pełnym tego słowa znaczeniu. Było wczekiwanie na północ, był szampan, były sztuczne ognie :) była szaleńcza zabawa na parkiecie. Wszystkich osób ok 60. Impreza naprawdę przednia. Wyszalałem się trochę choć… choć nie do końca byłem radosny, bo czułem się jakbym był na jakiejś zupełnie innej imprezie niż Kasia… niby obok siebie niedaleko siedzileiśmy, niby nasze wzroki się spotykały, niby wysyłaliśmy sobie uśmiechy a przez całą imprezę praktycznie nie porozmawialiśmy. Dosłownie RAZ udało mi się z Nią indywidualnie zatańczyć, tak to troche tańców w grupie. Chyba tego wieczora nie była do mnie jakoś pozytywnie nastawiona. Poza tym po raz kolejny kręcił się koło niej koleś, ten sam co ostatnio na Luxtorpedzie, wręcz latał wokół Niej jak kogut wokół kury. To trochę spowodowało, że spasowałem… dawniej pewnie bym się schlał mając taki twardy psychicznie orzech do zgryzienia jednakże jakoś ostatnio praktycznie nie piję. Przez całego sylwka wypiłem tylko 4 piwa. Chyba nie w tym rzecz, żeby topić smutki w kieliszku, cóż, ciężko było na sercu i w głowie ale w końcu przyszedłem oderwać się od rzeczywistości, która i tak jest dla mnie ostatnio bardzo trudna i megadołująca. DLatego postawiłem na zabawę mimo wszystko. Moje szaleństwa na parkiecie okupiłem jednak kontuzją prwej nogi. Starość nie radość. Zaczynam się sypać hehe, siadło mi prawe kolano, kostka i łydka. Za mało się poprostu ruszam na codzień. W każdym razie Sylwester naprwdę się udał :) ciekawe czy w tym roku zaliczę jeszcze następny hehe podobno 21 grudnia ma być koniec świata, jednakże ja już kilka końców przeżyłem i jakoś nie nastawiam się, że ten będzie tym ostatnim prawdziwym :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 26.lis.2012, w Bez kategorii

Zachciało mi się koncertu. No i wczoraj miałem okazję spełnić moje zachciewajki. Do RDM przyjechała Luxtorpeda :) przed nimi dobry support dali chłopaki z Fractala, przyznam że mają potencjał i zobaczymy czy zrobią krok do przodu i wypłyną na powierzchnię.
Przed koncertem umówiłem się na małe piwko w szkapie, był Kłaki z małym Jacusiem, Rzymek przyszedł, Karolcia. Ustawiłem się też oczywisćie z Kasią. Przyszła :) ale z jakimiś kolegami przez co troche zaburzony miałem z Nią kontakt… No ale ogólnie wieczór minał fajnie. Litza ze składem dali czadu, koncert Luxtorpedy bardzo fajny, no i publika dopisała, przyszło sporo ludzi. Oczywiście jak to w G2 akustyka niestety z dupy, choć na Luxie jako tako było i dało radę wytrzymać. Szaleństwo ludzi na „Autystycznym” oraz pełna magia na „Gdzie Ty jesteś?” powaliła… Ogólnie Luxi zagrali wszystkie kawałki ze swoich 2 płyt więc nie można było narzekać, 2 godz dobrego mocnego gitarowego grania. Po koncercie jeszcze bardzo miły akcent – Litza ze sceny licytował gitarę dla jakiejś chorej dziewczyny, ludzie pomogli :)
Wszystko było niby cacy, tylko mi zabrakło tego bliższego kontaktu z Kasią… ech…

Zostaw komentarz więcej...

:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 03.lis.2012, w Bez kategorii

Wieczór piątkowy zapowiadał się jako kolejny początek domowego weekendu filmowego. Już sobie przygotowałem nawet kolejny odcinek „American Horror Story” i nową wersję „Pamięci Absolutnej”… już miałem wciskać PLAY, gdy… dostałem sms od Kasi Skierczyńskiej, żebym przyjeżdżał do Piegiego bo jest mała posiadówka. Nawet się nie zastanawiałem sekundy. Oczywiście skorzystałem z zaproszenia. Kasia wróciła w zeszłym tygodniu z Holandii, nawet udało mi się z Nią porozmawiać na necie, musiała kilka dni się oswoić ze wszystkim na nowo… no i w końcu :)
Na tej stancji Piegiego byłem po raz pierwszy. 2-pokojowe mieszkanko, skromnie ale fajnie przyrządzone. Przyznam, że sam chciałbym mieć taką miejscówę.
Gdy się pojawiłem tylko w drzwiach naprzeciw wyszła mi Kasia i Ją bardzo mocno uściskałem i przytuliłem, to było naprawdę super uczucie spotkać się z Nią po tylu miesiącach. Serce mi dosłownie skakało z radości. Na posiadówce byli też Marta z chłopakiem, czekaliśmy na innych, zapowiadał się fajny i miły wieczór. Dla mnie totalnie bezalkoholowy, co trochę zdziwiło ludzi hehe. W miarę czasu zaczęli schodzić się kolejni ludzie. Większości praktycznie nie znałem albo znałem z widzenia, chyba tylko ekipę z Czytelni Kawy jako tako najbardziej. Przyznam, że trochę czułem się wyobcowany i jeszcze do tego bezalkoholowo…
Posiadówa miała się w najlepsze a ja… a ja szukałem okazji, żeby spokojnie sobie porozmawiać z Kasią. Kilka takich okazji znalazłem, nawet kilka razy sobie potańczyliśmy hehe. Furorę jeszcze dodatkowo robił szczeniak Piegusa, mała suczka, która dosłownie jadła i piła wszystko :D
A co do Kasi… Hmmm… widać, że Holandia Ją odmieniła,tchnęła w Nią życie. Na jej twarzy prawie cały czas gościł uśmiech, może niezbyt szeroki ale zawsze a w porównaniu do czasu sprzed roku to jak niebo i ziemia. Widać było, że obecnie jest o wiele radośniejszą dziewczyną, fajnie :) z każdą chwilą kiedy przebywałem w Jej towarzystwie coraz bardziej uświadamiałem sobie, że TO nigdy nie wypali, że nie ma najmniejszych nawet szans. Owszem odczuwałem od Kasi dużą sympatię względem mnie ale… to już nie to samo co na przełomie zeszłego i tego roku, kiedy jakoś tak bardziej się zbliżyliśmy ku sobie. Wiem, że jestem głupi i żyję w świecie marzeń… Ale jednocześnie nie żyję tymi marzeniami przede wszystkim. Trudno… Dla mnie Kasia i tak zawsze będzie w sercu i zawsze będę otaczał Ją największą sympatią jaką mogę Jej przekazać z mojej strony. Zobaczymy jak sobie ułoży tu życie ale widać, że jest zdeterminowana na powrót do Holandii. Cóż, nie dziwie się. Tutaj nie ma roboty i panuje marazm. Tam może zarobić dobre pieniądze i jeszcze do tego ma fajne międzynarodowe towarzystwo znajomych. A ja cóż… nie umiem pokonać mojego marazmu, staczam się coraz niżej, wysiadam totalnie psychicznie i naprawdę daję sobie coraz mniej radę. Jednakże takie spotkania jak To wczoraj zasiały we mnie jakieś ziarno optymizmu. Czy wykiełkuje? Nie wiem. Najważniejsze, że znowu mogłem się zobaczyć z Kasią i z Nią porozmawiać. No i w końcu wyszedłem gdzieś z domu. Choć na chwilę oszukałem i pokonałem moje demony…

Zostaw komentarz więcej...

:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 29.wrz.2012, w Bez kategorii

MAMA SELITA „DYM” – rozwala mnie ta piosenka odkąd ją usłyszałem kilka miesięcy temu… te niepokojące dźwięki i ten tekst

Cisza, noc, zgasło światło
Dalej słuchaczu, idź za mną, idź za mną
Ulica, latarnia, przypalona żarówka
Ona mówi, że sens jej ukradł
Zabrał sen on na to nie rób scen proszę,
Muszę już iść, poszedł .
Mija pięć sekund , jestem przy nich
Jej oczy mówią – proszę powiedz że się mylisz
Powiedz coś, że kochasz, przecież musisz
To nie wystarcza byś się odwrócił.
Jej oczy, często widzę jej oczy
Gdy o czymś myślę zatopiony w nocy
Strach, lęk i to kim byli
Przepraszam, proszę nikogo nie winić
To jak powiedział dużo wcześniej
Że chce być jej osobistym powietrzem
Być w niej jak wdech i wydech
Taka miłość, jaką widzisz w filmach
Widziałem to, ale może się mylę
Ile razy wyobraźni labirynt mnie zmylił
Widzisz, na swój sposób
To wszystko iluzja jak dym z papierosów
Tak jak dym

Tylko jej oczy są prawdą ,
Czasem myślę, że znam ją,
Czasem myślę że znajdą mnie
Ale to jest kłamstwo

Tylko jej oczy są prawdą,
Tylko jej oczy są, tylko jej, tylko ..

Innym razem to jest klub
Znów tu jestem i uwalniam się od smutków
W gardle osad i dym z papierosa
Kłuje w oczy, ostro jak bosak
Tak na prawdę wcale nie pale szlugów
Choć wiele osób mówiło spróbuj
Ale w dymie widzę takie rzeczy,
Przed którymi się nie da zabezpieczyć, więc
Siedzę tu, podpierając się drinkiem
Iluzoryczny obraz jest we mnie
Za oknem wiatr zerwał komuś czapkę
Ja we mgle staram się patrzeć głębiej
Widzę ją, gościa co odszedł
a może to byłem ja, proste
Wciąż jest we mnie, jak ten osad
Myślicie że mógłbym ją pokochać ?
Wiem, że nie, tej historii nie było
To nigdy nie była miłość
Może trochę, na swój sposób
Tak jak ten dym z papierosów
Tak jak dym

coś dziwnego się dzieje w mojej duszy. Tęsknię za Kasią (podobno już w październiku ma wracać) ale zdaję sobie sprawę jak bardzo nierealne i mało prawdopodobne jest obecnie bym urzeczywistnił moje uczucia do Niej… No i z tej samotności jakiś czas temu chyba się z lekka zauroczyłem dziewczyną, której profil mi 2 tyg temu wyskoczył w „spamie” z badoo, który mi przyszedł na mail hehe
I co śmieszniejsze kojarzę Ją, choć Jej nie znam wogóle to miałem Ją kiedyś w znajomych na Gronie, podejrzewam że z czasów koncertów Le Illjah, ileż to już lat minęło… Ma ksywę PUCCIA a na imię Ewa :) niska blondynka, 23 lata, obecnie mieszka w stolicy i gra na skrzypcach, występuje w zespole The Irish Connection, grającym irlandzką muzykę, studentka SGGW, zodiakalna Ryba :) w dzisiejszych czasach nie trudno znaleźć informacje o jakimś człowieku, wystarczy jakiś punkt zaczepienia i kilka chwil spędzonych w internecie :)
no więc zaczęła Panna Ewa od czasu do czasu pojawiać się w myślach moich. A kiedy wczoraj zobaczyłem Jej zdjęcie w osobach, które wezmą udział w Jam Session w Breaku to jakoś tak mi się cieplej zrobiło, no bo przecież będzie okazja, żeby Ją spotkać, może pogadać… jeszcze naskrobałem do Niej jakąś krótką wiadomość, odpisała zdawkowo… a wieczorem poszedłem do Breaka, troche popiwkowałem z Rzymkiem, spotkałem kilku znajomych, chillout był fajny, no i… no i Panna Ewa pojawiła się ze znajomymi a co Ja zrobiłem, jak zawsze dałem ciała, jakoś nie mogłem się przemóc by podejść do Niej i coś zagadać, chociaż powiedzieć głupie „cześć”… a stała w sumie wśród ludzi niedaleko mnie… poczułem się jak pajac, no bo jak to, nie znam Jej kompletnie ani Jej znajomych i zrobię z siebie durnia jak podejdę, może gdyby była przez jakiś czas sama, ale trudno, szansa minęła, może się kiedyś pojawi następna a może nie… dodatkowo jakoś moje uczucie do Kasi związało mi wczoraj nogi… ech… głupi jestem

a jeszcze wspomnieć muszę o moich powrotach do PRL hehe, jakiś czas temu kupiłem sobie 2 paczki suszu „Podpiwku Kujawskiego” i zacząłem domową produkcję :D ech ten smak… przypomina lata dzieciństwa, bezkarne, może nie wspaniałe ale napewno cudowne w swoim rodzaju…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 18.wrz.2012, w Bez kategorii

Jakaś mała rewolucja nastąpiła na moim blogu. Przenieśli mi go do nowego systemu WordPress… może to i dobrze a może źle. Muszę się wszystkiego od nowa nauczyć. Prawie 11 lat było dobrze ale cóż. Zmiany, zmiany, zmiany…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 23.sie.2012, w Bez kategorii

Miałem dziś piękny sen… Śniło mi się, że Kasia wraca z Holandii, wieczór w którym przybywa do domu, pod którym czekają na Nią znajomi, również ja ale tak na lekkim uboczu. I co… I Kasia jak mnie tylko zobaczyła rzuciła mi się na szyję i bardzo bardzo mocno się do mnie przytuliła… to był TYLKO sen a poczułem się jakby ta sytuacja była prawdziwa. Moje serce, które eksplodowało radością i uśmiechem, moja dusza, która nagle stała się lekka jak piórko. To było coś naprawdę pięknego. Ciągle mam to w głowie, ciągle o tym myślę… ech…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::Rock in summer 2012:::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 16.sie.2012, w Bez kategorii

Co zrobić kiedy nic się w życiu nie układa, wszystko jest do dupy, życie staje się niemiłosiernym do dżwigania ciężarem a w głowie pojawiają się prawdziwe czarne burzowe chmury? Najlepiej gdzieś wyjechać choć na chwilę, oderwać się od tej cholernej codzienności, sprawić by choć przez kilka chwil umysł powędrował w lepsze, szczęśliwsze miejsce, Ja znalazłem coś takiego. Pojechałem wczoraj na kolejny, piąty już w moim życiu koncert KoRna.
Pamiętam jak po koncercie w 2008 roku, kiedy to z oryginalnego składu zagrali tylko Jonathan i Fieldy, powiedziałem, że więcej na KoRncert nie pojadę. Fakt, tamten występ był naprawdę kiepski. Ba, póżniejsza a zwłaszcza ostatnia faza zmiany klimatów przez zespół rzekłbym najmilej jak mogę wbiła mi w serce nóż… ale takie życie. Ludzie się zmieniają. Idole też. Tyle, że z prawdziwą miłością do idoli jest jak ze starym małżeństwem. Już nie pociąga jak za młodu ale jak się kochało to się kocha dalej. Nawet mimo tak wielkich powstałych różnic. Ja kukurydzianej kapeli słucham już 14 lat, praktycznie połowę mojego życia. Nie można ot tak poprostu wymazać takiego kawałka siebie.
A wracając do wczorajszego korncertu. Podobnie jak w 2008, tym razem również tylko 2 członków oryginalnego składu miało zawitać do stolicy: Jonathan i Munky, bo Fieldyemu w tym czasie żona urodziła synka Noe :) mimo to jakoś mnie to nie zraziło, miałem ochotę poprostu pojechać, posłuchać mocnego pierdolnięcia gitar, poszaleć trochę i się wyskakać. A zeszłoroczne Ursynalia trochę podbudowały we mnie moc KoRna więc…
Więc jakiś czas temu kupiłem bilet. Krzyśkowi tez kupiłem, bo nie chciało mi się jechać samemu. A 2 dni przed imprezą wygrałem kolejny bilet w konkursie CGM :) Zabrałem więc na to miejsce Bikera. Fijoł miał czekać na miejscu. Także ekipa jak sprzed 12 lat, na pierwszym występie Amerykanów w naszym kraju :) (póżniej okazało się, że jeszcze był brat Fijoła, który też z nami był w Spodku 2000, a także pojawił się Warhammer z naszej pamiętnej podrózy do Spodka 2005). Nic tylko się cieszyć :) a to przecież było moim podstawowym celem tego wypadu!
Miejscówa może nie najlepsza ale bardzo dobra! Amfiteatr w Parku Sowińskiego. Jak na zespół tego pokroju co KoRn miejsce dosyć kameralne, bo myślę, że góra 2500-3000 osób pomieści ale to tylko był plus tego koncertu! Tu w ciągu zaledwie kilkunastu chwil można było się przemieścić od trybun pod samą niemalże scenę. Prawie dokładnie rok po fantastycznym występie Deftones w tym samym miejscu gwiazdą tegorocznego Rock In Summer był KORN :)
No ale zanim kukurydziani wyszli na scenę, publikę rozgrzali Chassis (ten sam co przed Limpem Pimpem na Ursynaliach z zabawnym wokalistą hehe) oraz Hunter. Nie powiem, występy mieli dobre, konkretne z kopytem, zrobili co mieli zrobić.
20:30… wcześnie trochę ale co tam… zmiana scenerii, pojawiły się ekrany jak z dyskotek hehe… i na scenę przy dźwiekach dubstepowego intro nazwanego przez JD „Serenity” powoli zaczeli pokazywać się Ray Luzier, Wesley Geer, Ryan Martinie (fantastyczny basista Mudvayne zastępujący Fildusia), Munky i jako ostatni oczywiście Jonathan. I konkretne pierdolnięcie na samym wstępie – „Divine”. Mnie się udało przedostać praktycznie pod same barierki i przyznam, źe rozpocząłem walkę o przetrwanie hehe. No a póżniej cudowny „Predictable”, nieziemski „No Place To Hide”, chwila odpoczynku przy „Pornocreep” i znowu szaleństwo przy „Good God”. O tak! Szaleństwo! To było naprawdę cudowne uczucie móc znowu przeżywać starego dobrego KoRna i to w najlepszym swoim wykonaniu (co prawda tylko JD i Munky z prorotypu zespołu ale reszta jakby podciągnęła się choć na te chwile pod maestrię oryginalnego KoRna). JD co rusz podjudzał publikę do śpiewania i krzyczenie a kiedy cały amfiteatr wykrzyczał „Why don’t you get the fuck out of my face?!” przez ciało przeszły ciarki. O tak, podobało mi się zajebiście no i wyskakałem się na całego.
Następnie nastąpiła zmiana klimatu, więcej pojawiło się tych dyskotekowych świateł i przejście do drugiej, tej dubstepowej części koncertu. Ja przyznam się szczerze, że tylko na to czekałem ale nie ze względu na kawałki, które będa grane ale na to, że musiałem złąpać oddech i odpocząć po tym szaleńczym początku.
I poleciały kawałki z ostatniej płyty… „Narcissistic Canibal”, „Kill Mercy Within”, „Chaos Lives In Everything”, „My Wall”, „Get Up” i „Way Too Far”. Nie powiem, fajnie zagrane, ludzie się bawili dalej i sam koncert dalej tętnił życiem. A ja miałem okazję trochę bardziej na trzeżwo sobie obejrzeć i posłuchać tego nowego oblicza kukurydzianych. Wycofałem się trochę do tyłu, popstrykałem trochę fotek, momentami też trochę sobie poskakałem :) nie zawiodłem się tą częścią ale też nie posikałem z emocji.
Po środkowej części kolejne przejście i tym razem w trzecim akcie hity. Na początku „Here To Stay”, porządna młocka rozpoczęta na nowo a ja wskoczyłem w paszczę szaleństwu po raz kolejny. Przepchałem się maksymalnie do przodu i jazda! :D trzeba pokazać wielu małolatom jak się starocie bawią hahaha. Potem poleciał trochę brutalniej i ostrzej zmodyfikowany „Freak On A Leash”, bardzo mocno zagrany „Falling Away From Me” z growlem JD, no i na uspokojenie trochę maksymalnie rozjuszonego już tłumu, pełny a nawet bardziej rozbudowany „Another Brick In The Wall”, w którym to pod koniec nastąpiła improwizacja muzyczna, super zresztą, Jonathan odpłynął pogrywając sobie na jakimś tamburynie hehe a potme zniknał ze sceny.
Po wybrzmieniu ostatnich dźwięków coveru, Jonathan powrócił na scenę z dudami i wiadomo już było, że kolejnym kawałkiem będzie piękny „Shoots & Ladders”…  oczuwiście z przejściem w Metallicowy „One”. Następnym hiciorem zabójczy „Got The Life”, na fali którego popłynął calusieńki amfiteatr. Oj ludzie się bawili i szaleli :) a potem… sektor pod sceną kucnał. Dosłownie wszyscy! Jonathan nieźle był zaskoczony. Wiedział co się zaraz wydarzy, bo Ray zaczał już na talerzach wybijać rytm „Blind”, a publika jak pierdolnęła do góry to szok :) to musiało śwetnie wyglądać z trybun i ze sceny. To był niestety ostatni kawałek. Tutaj oddałem chyba ostatnie moje siłowe rezerwy ale warto było! Jonathan na sam koniec bardzo się rozgadał. Wzruszony podziękował polskim fanom, potwierdził, że wrócą bo w Polsce są szalone koncerty hehe, potem podziękował Munky i Ray i zgasły światła… i się skończyło… a ja ledwo stałem na nogach i łapałem oddech :)
Podsumowując, koncert był bardzo udany. Lepszy od zeszłorocznych Ursynaliów co prognozuje tylko znaczny progres KORNa. Ja byłem bardzo zadowolony. Chociaż jakiś tam niedostatek pozostał. Mogli przeciez wywalić ABITW i w miejsce tego ponad 10 minutowego kawałka wrzucić jeszcze jakieś 3 oldschoolowe kawałki i wtedy byłoby już mega no ale wyszło jak wyszło.
Osiągnąłem swój cel. Jakieś swoiste Katharsis… Warto było. I mam nadzieję, że nie będę musiał długo czekać na kolejną kolację z kukurydzą jako daniem głównym :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 06.sie.2012, w Bez kategorii

Wakacje ciągną się dalej na bezrobociu. Poszukiwania pracy narazie oceniam na bardzo mierne. Beznadziejny jest tutaj miejski rynek pracy. Naprawdę mega ciężko coś tu znaleźć, no chyba że ma się DOBRE PLECY… żałosne to i tyle… Miałem nadzieję na pewną fuchę ale sprawa się tak szybko zakończyła jak zaczęła. Zostaje mi poszukiwać dalej.
A jak spędzam ten czas wolny? hmmm… 5 lat nie byłem w „komercyjnym kinie” a tu tymczasem w ciągu tygodnia zaliczyłem 2 premiery :) A mianowicie „Prometeusz” i „Batman:Mroczny Rycerz Powstaje”. Obydwa filmy muszę przyznać dobre aczkolwiek na kolana nie powaliły. Seans Prometeusza był w ogóle moim pierwszym seansem 3D i muszę przyznać, że wywarło to na mnie niemałe wrażenie :) Na początku miałem małe problemy z percepcją ale oczy się w miarę szybko przystosowały i mogłem się nasycać „wychodzącym” z ekranu obrazem. Batman jak to u Nolana, trzymający w napięciu, postawiony bardziej w psychologicznej stronie, tylko końcówka mi się nie podobała ale tak być musiało, w końcu yo już ostatni film w reżyserii Nolana z Bale’em w roli Nietoperza…
A w piątek wybrałem się z Zuzia do stolicy do Zoo. Chociaż taka moja mała rekompensata za to że nie pojechaliśmy nad morze. No i sprawdziliśmy przy okazji nowego przewoźnika PolskiBus. Muszę przyznać, że powalił na kolana totalnie konkurencję transportową. Nowiutkie autokary, pełen omfort, toaleta w środku no i zabójczo niskie ceny! Za 2 osoby tam i spowrotem zapłąciłem całe 19zł! hehe Ciekawe jakie będą normalne bilety jak się skończy promocja.
A w Zoo spędziłem z Zuzią 5 godzin, pospacerowaliśmy, poooglądaliśmy wszystkie zwierzaki i było naprawdę bardzo miło. Na Zuzi buzi ciągle był promienny uśmiech i to dla mnie było najważniejsze :) może jeszcze się gdzieś z Nią uda mi pojechać.
No a 15 sierpnia w stolicy Korn… szkoda, że bez Fieldy’ego. Jego żona akurat rodzi i on z wiadomych względów nie przyjeżdza na trasę do Europy. Dziwny to będzie koncert…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 14.lip.2012, w Bez kategorii

Dziś mi mija termin wypowiedzenia i oficjalnie od jutra będę bezrobotny. W niedzielną nockę miałem ostatnią zmianę, w poniedziałek pożegnałem się z ludźmi i de facto przestałem już pracować w Dobrucie… Szkoda trochę tych prawie 2 lat ale jakoś nie czułem się za bardzo przybity tym, że odchodzę (bardziej jakoś mi było szkoda jak odchodziłem z Komendy). Przede wszystkim największy smutek z powodu utraty zajęcia zarobkowego bo sama praca w Dobrucie zaczynała mnie już męczyć psychicznie i fizycznie. No ale kolejny rozdział w życiu zamknięty i pora otworzyć nowy :)
Tymczasem ten tydzień minął mi baaardzo towarzysko :) Z Londynu na kilka dni przyjechał Koroba, spotkaliśmy się we wtorek robiąc szlak szkapa->czytelnia->prl->break i w każdym miejscu dopisując sobie po kilak browarków na konto :) fajne i miłe spotkanie :)
w czwartek wieczorem zadzwonił z kolei do mnie Przemek Kowalczyk no i zrobiliśmy w końcu wyczekiwane od wielu miesięcy spotkanie przy wódce chłopaków z „DObruta” :) spotkaliśmy się u Pawła w domu/zakładzie hehe. Razem z Bzduchą i szwagrem Pawła konkretnie wydoilśmy ponad 0,5l wódki na głowę i się rozeszliśmy w środku nocy. Przyznam, że jakoś mnie to nie powaliło i byłem w miarę trzeźwy natomiast odbiło się to niestety fatalnie na moim zdrowiu. Po powrocie do domu haftowałem znowu czarną mazią i krwią… żołądek i wątroba znowu uszkodzone… postanowiłem sobie do końca wakacji nie pije wódki i mocnych alkoholi.
A wczoraj przyszła pora na kolejne Jam Session w Break’u. Wpadł ponownie Koroba, Rzymek i Krzysiek. Przy dźwiękach muzyki na żywo pograliśmy trochę w bilardzik, ja już spokojniej tylko 1 słabe piwko :) no i tak mija mój towarzyski tydzień. Przynajmniej się nie dołuję.
A w domu poza poszukiwaniem pracy spędzam mile czas grając w „Arcanum”, czyli taki fallout w świecie technologii i magii :) wciągnął mnie niemiłosiernie :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::Koniec przygody z hazardem::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 30.cze.2012, w Bez kategorii

niestety… po blisko 2 latach, które spędziłem pracując w Salonie Gier w Dobrucie mój czas dobiega końca. Wczoraj odbyły się „żniwa”. Zostało zwolnionych 5 osób plus jedna sama odeszła. Ja niby przetrwałem (podobno każdy wskazując osobę, która powinna zostać wybierali mnie) ale musiałem sam zrezygnować. Po reorganizacji salon będzie otwarty od godz 12 do północy a to sprawia, że nie miałbym możliwości powrotu do domu… oddałem więc moje „bezpieczne” miejsce Edycie. Poprosiłem dyrektora, żebym to ja dostał wypowiedzenie zamiast Edyty i tak się stało… cóż… zostawiłem tu jakiś kawałek swojego życia i jak to w takich momentach trochę się smutno zrobiło na sercu. Trzeba szukać innej pracy.

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 25.cze.2012, w Bez kategorii

Czerwiec mija w rytmie Euro… oglądam większość meczów, niestety tylko na ekranie TV.  Przyznam, że poziom nie tylko sportowy ale i organizacyjny jest naprawdę wysoki. W niczym nie odbiegamy od krajów, które wcześniej gościły Mistrzostwa Europy. Co prawda wielkie emocje dla nas Polaków skończyły się wraz z odpadnięciem naszej reprezentacji z turnieju już po 8 dniach (czyli meczach grupowych) ale duch kibicowania w narodzie pozostał. Co do występu naszych orłów to będę mega krytyczny. Odpadliśmy z najsłabszej grupy, ba, zajęłiśmy w niej ostatnie miejsce a to poprostu jest wołaniem o pomstę. O ile mecz z Rosjanami mogłem przeboleć, bo wynik był zadowalający o tyle remis z Grecją i porażka z Czechami to wstyd i żenada. Drugi raz już takiej okazji mieć nie będziemy. Cóż. Łatwo przyszło, łatwo poszło… na pocieszenie zostało mi to, że i „wszechwspaniała” Sborna mocno zadufana w sobie również nie wyszła do ćwierćfinałów. I tak mija właśnie czerwiec. Euro, Euro, Euro…
A w sobotę był mały przerywnik w kibicowaniu, bo odbyło się wesele Wojtka Fijałkowskiego i Dorotki :) ślub i wesele pod Żyrardowem. Przyznam, że już fakt, że byłem zaproszony nieźle mnie zaskoczył. Niestety nie udało mi się znaleźć partnerki i udałem się na imprezę bez osoby towarzyszącej. Jednakże ani trochę nie zmieniło to faktu iż starałem się dobrze bawić. W końcu zawsze można zatanczyć z kimkolwiek z obecnych kobiet. Wystarczy chcieć :) a towarzyszyli mi Biker z Agatą, Krzysiek z Irminą jako osobą towarzyszącą hehe i o dziwo… Tołdi z Justyną :) o tej pary to już dawno nie widziałem, także była okazja do napicia się, do wspominek i rozmowy o życiu :)
Samo wesele jak to wesele: tańce, wino i muzyka najprościej rzecz ujmując :) i choć miałem popsuty humor bo mama dzień wcześniej przegrała bardzo ważną batalię w sądzie, to starałem się tego nie okazywać po sobie. Nie wiem jak teraz się potoczy moje życie ale będzie coraz ciężej i gorzej… w sobotę starałem się  o tym nie myśleć. Mam nadzieję, że Fijołowi i Dorotce życie się ułozy, choć napewno będą zakręty… a ja, ja chyba skazany jestem na zostanie kawalerem, choć Kasia Kasia ciągle w głowie i sercu…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::Take A Look Around::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 02.cze.2012, w Bez kategorii

Ursynalia 2012 rozpoczęte! Kto by pomyślał kiedyś, że po paru latach juwenalia nie będą czasem i miejscem, gdzie studenci będą sobie popijać piwko, jeść kiełbaski a przy okazji posłuchają sobie na żywo muzyki w wykonaniu jakiegoś lokalnego zespołu. Dziś, tak jak w przypadku imorezy SGGW, juwenalia zaczynają zamieniać się w Festiwale, nierzadko odbijające się szerokim echem po całej Europie, a to dzięki „gwiazdom”, które goszczą na scenie.
Zabrałem się razem z Krzyśkiem i Rzymkiem, po drodze zabierając Lecha, do stolicy. Podróż szybko minęła. W planach miałem rozpoczać „koncertowanie” od Lipali i Luxtorpedy. Niestety albo stety zmieniło się to od samego przyjazdy. Poszliśmy do akademika Olki Fijałkowskiej, gdzie odbywał się wieczór kawalerski Wojtka F. :) popiliśmy trochę wódki, pośmialiśmy się wśród wspólnych znajomych, przez okno posłuchaliśmy co nieco Lipali i udaliśmy się na koncert Luxtorpedy. Nietstey, czas oczekiwania na przejście przez bramkę i dostanie się na teren imprezy skutecznie „zapobiegło” możliwość poobcowania z nutami Litzy i spółki. Poszlśmy więc sobie na małą scenę, gdzie grał Fisz i Tworzywo Sztuczne. Po drodze spotkałem Aśkę Korniarę i Oliwię Zgrzebnicką. Nie widziałem się z nimi kilka już lat… Krótka gadka szmatka i pobiegłem pod dużą scenę na Slayera.
Slayer jak to Slayer, konkretnie, szybko i na temat :) rozpoczął dźwiękami „South Of Heaven” a zakończył „Angel Of Death”, wciskając pomiędzy te 2 kawałki w czasie jakiś 60 minut pozostałych 14 kawałków przekrojowo wybranych z całej dyskografii. Dużo dużo ludzi :) udało mi się dotrzeć do pierwszych barierek przy namiocie akustyka, dalej nie dało rady, Przede mną było jeszcze kilka tysięcy rozwydzrzonych ludzkich bestii :) no i oczywiście jak to bywa na takich koncertach, wśród tych kilkudziesięciu tysięcy ludzi wyczaiłęm Rzeczego i Ankę :) Slayer zniknął ze sceny, co było dla mnie okazją do przemieszczenia się dalej wgłąb ludu bożego :) i takim sposobem znalazłęm się jakieś 20m od sceny i przeczekałem w tej odległości występ Chassis (zwycięzcę konkursu kapel).
Koncercik nawet nawet, mocne pierdolnięcię, wokal ujdzie.
No i ok 23:30 zaczęło się. W międzyczasie udało mi się jeszcze bardziej przybliżyć do sceny, ale okazało się dla mnie to niefortunnym posunięciem.
Na scenie pojawił się stary pierwszy skład poza… DJ Lethal’em, który opuścuił na stałe limpów dosłownie kilkadziesiąt godzin przed ursynaliami. Po Intrze poleciał bardzo mocny „Why Try” oraz „Bring It Back”. Moja bliska odleglość od sceny okazała się moim przekleństwem, szaleństwo wśród ludzi było zdecydowanie większe niż na koncercie Slayera. Zaczęła się istna walka o przetrwanie, co za pogo! podczas 2 kawałka upadłem a na mnie kilka osób przygniatając i zakleszczając moją lewą nogę. Myślałem, że to już koniec, że połamana… resztkami sił udało mi się wydstać z tego piekła i odszedłem na dobre kilkadziesiąt metrów od sceny by delektować się występem na żywo a nie walką o przetrwanie i kolekcjonowaniem kontuzji. Za stary już na to jestem…
Koncert Limpów był ogólnie bardzo fajny. Fred miał bardzo dobry kontak t z publiką, kilka razy schodził ze sceny i wchodził w tłum, coś naprawdę miłego i fajnego, a do tego był bardzo przejęty tym co się działo w tym piekle pod sceną. Kilkakrotnie przerywał koncert by ostudzić te napięcia wśród ludzi, by opanować to szaleństwo, bo napraqdę mogło tam dojść do jakiejś tragedii, tymbardziej że jakaś dziewczyna straciła w tym piekle przytomnośc…
Co do line up’u, to poleciały jeszcze tego dnia: „My generation”, „Hot Dog”, „Livin It Up”, „My Way”. Przy „Break Stuff” znowu kilkadziesiąt tysięcy ludzi szalało skacząc i klakając wspolnie :). Potem „Gold Cobra” i na koniec niezapomniany „Nookie” i przerwa… po której przyszedł czas na kilka bisów. Odśpiewany wspólnie z fanami „Behind Blue Eyes”, szaleńćzy „Take A Look Around” no i coś dla kobiet czyli „Faith” :) potem jeszcze tylko intro do nirvanowskiego „Smells Like Teen Spirit” i już ostatecznie na koniec „Rollin’”, gdzie po raz kolejny ludzie dali pokaz szaleńćzej zabawy. I koniec koncertu… Przyznam, że zabrakło mi kilku kawałków, szkoda że nie zagrali typowo koncertowego „Autotunage” z ostatniej płyty, dla mnie było to trochę za krótko. No ale nie ma co ostatecznie tak narzekać, bo cieszę się bardzo, że do mojej „koncertowej kolekcji” mogłem dodać i Limp Bizkit. Szkoda, że dopiero po tylu latach ale lepiej późno niż wcale :)
Tyle relacji z Ursynaliów 2012…
Miałem ochotę na więcej ale pisałem już wcześniej dlaczego skończyło się tylko na 1 dniu…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 01.cze.2012, w Bez kategorii

Kolejny etap włóczykijowania :) Zaraz się wybieram na Ursynalia do Wawy. W planach miałem 3 dni, dostałem w końcu karnet na urodziny w pracy, ale skończy się niestety na dniu pierwszym. Powód? Zaciskania pasa i maksymalne ograniczenie budźetu przed weselem Fijoła i wyjazdem z Zuzią nad morze…
A wczoraj? Spontan :) Rzymek nie miał z kim jechać do Łodzi na koncert OSTRego z Filharmonią Kaliską i zabrał mnie hehe
Przyznam, że ostatni raz w Łodzi to ja byłem w ’88 i gówno z tamtego pobytu pamiętam. Byłem z rodziną na wczasach w Grotnikach i jakiś taki był jednodniowy wypad do Łodzi… Także po 14 latach ponownie zawitałem tam gdzie mnie nie było hehe :) Oczywiście jadąc do Łodzi przejeżdzaliśmy przez… Tomaszów Mazowiecki, a jakże! Niestety spieszyliśmy się na jakiś film, który Rzymek chciał obejrzeć na tym festiwalu HH (główną atrakcją oczywiście wcześniej wspominany OSTR) i TM zobaczyłem tyle co kot napłakał. Obiecałem sobie jednak, że spowrotem troche więcej czasu poprzebywamy w tym miasteczku :)
No ale jak to w życiu bywa na film nie zdążylismy, a że OSTR miał wystąpić za 3h to poszliśmy sobie z Rzymkiem połazić po Piotrkowskiej. Fajne miejsce i możnaby tu spędzić naprawdę wiele godzin a i tak to byłoby za mało czasu. No więc przed 21 wróciliśmy do Wytwórni, gdzie odbywać się miał spektakl na scenie. Okazało się później, że wszystko się zaczeło z ogromnym poślizgiem (jakieś 1,5h później wystąpił OSTR niż pierwotnie przewidywano). Na scenei był przegląd HH kapel z łodzkiej sceny. Podobno jakieś „gwiazdy” hehe. Nie przeczę Familia HP czy Thinkadelic obiło mi się o uszy ale na Boga, to była dla mnie męczarnia totalna. Dlaczego nie cierpię polskiego hh (z pewnymi wyjątkami oczywiście)? bo poziom, jaki prezentują Ci kolesie jest poprostu żenujący… i muzycznie i wokalnie, a patrząc na scenę miałem niejednokrotnie wrażenie, że mam przed sobą najnormalniejszych bandytów… ze spektakularnym spojrzeniem na życie… kurde ileż można nawijać o jebaniu policji, marihuanie i bójkach… porażka… moje zmysły zostały zgwałcone totalnie… W międzyczasie na 2 sali odbywał się turniej na najlepszy trick na platformie dla deskorolek. Posiedzieliśmy trochę z Rzymkiem i popatrzyliśmy i przyznam, że to było o niebo lepsze niż te słowne nieudane masturbacje tych cienkich kapel na scenie głównej. Ludzie fajnie próbowali poszaleć, znalazła się nawet jedna odważna dziewczyna do tych fikuśnych zabaw z deską :) fajnie było na to popatrzeć.
Ale wracając do gwiazdy wieczoru… w końcu się doczekałem :) na scenę najpierw wyszli muzycy Filharmonii Kaliskiej, a póżniej OSTR, Kochan i ktoś tam jeszcze (niezły ze mnie ignorant hehe). No i zaczęło się. Przez większość koncertu zostały zaprezentowane przearanżowane kawałki z najnowszego albumu Projektu Tabasko, do tego kilka solowych kawałków OSTRego… i tyle, niecałe półtora godziny minęło bardzo szybko.
Pozostał jednak ogromny niedosyt… Zaczynając od problemów z akustyką, słąbo słyszalną orkiestrą a kończąc na repertuarze. Jest tyle fajnych kawałków OSTRego, które mogliby zagrać, no i zabrakło samego Adama grającego na skrzypcach… cóż, jednak brawa za dużą odwagę. Podsumowując było udanie ale za dużo mankamentów…
Powrót do Radomia i… oczywiście przez Tomaszów Mazowiecki :) tymrazem nie dałem za wygraną. I choć mieliśmy ogromne opóżnienie i Rzymek był już bardzo zmęczony to wybłagałem go byśmy chociaż na chwileczkę pojechali pod blok Dee Dee… ech…
Kiedy tak stanąłem pod tabliczką z adresem Niska 18b serce jakoś mi tak megaszybko zabiło… przypomniały się stare czasy, kiedy to miałem tak bliski i duży kontakt z Agathą… pojawiłem się w tym miejscu chyba 7 lat za późno… Krople rzęsistego deszczu spływały po mnie… i ogromna mieszanka uczuć radości i smutku kotłowały się w mojej duszy… tak bardzo tęsknię za kontaktem z Dee Dee, tyle się zmieniłi przez te lata… może jeszcze kiedyś będzie okazja pojawić się w Tomaszowie i zobaczyć te miejsca, o których wiele razy wspominała mi Dee Dee, oczywiście zwiedzając te miejsca z główną bohaterką…
STRASZNIE DZIWNIE MAM TERAZ W GŁOWIE…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 22.maj.2012, w Bez kategorii

Życie zaskakuje. CIągle. Jeśli ktoś uważa, że można coś pewnego
zaplanować w przyszłości to jest w megabłędzie. Ech… Nie dość, że nie
pojadę na koncert Faith No More z Kasią (bo ta będzie w Holandii) to nie
pojadę wcale. Ale przewrotność losu. Mam bilet w dłoni na zespół, który
od zawsze chciałem zobaczyć i usłyszeć na żywo, jedno z moich ogromnych
marzeń. Niestety muszę go sprzedać… Po pierwsze, bardzo mile mnie
zaskoczył Fijoł, który w niedzielę mnie odwiedził i… zupełnie
niespodziewanie dla mnie zaprosił mnie na swój ślub i wesele 23 czerwca.
Jechać chcę i muszę… Po drugie, od 23 lipca dzięki Zuźce i Niańkowi
będę miał możliwość spędzenia z Zuzią tygodnia nad Morzem w Łebie. Jedno
i drugie w połączeniu daje brak możliwości finansowych. Nie stać mnie
na to wsyztsko by dodatkowo jeszcze pojechać na koncert. Rezygnacja z
czegoś zawsze jest bolesna, no ale cóż… może jeszcze się trafi kiedyś
okazja, choć szczerze w to wątpie…
A wczoraj spędziłem bardzo miły i przyjemny wieczór. Kasia Skierczyńska
przyjechała na kilka dni do Polski, Spotkaliśmy się wczoraj w Czytelni
Kawy, przyszło kilku znajomych. Fajna atmosferka. Pogaduszki. Ależ ja
się za Kasią stęskniłem. Te 3 miesiące z jednej strony to ogromne
katusze dla mnie były a z drugiej jednak bardzo szybko zleciały. Teraz
będę musiał poczekać kolejne 3…
Ale wracając do wczorajszego wieczoru… Kasia jest bardzo zadowolona z
pobytu w Dordrechcie, widać to po Niej jak odżyła, fajnie, bo jak
wyjeżdżała to była bardzo przybita. Popiwkowaliśmy trochę i przed
północą razem z Kasią, Martą i Piegim skoczyliśmy jeszcze posiedzieć do
Jaha na chatę. Oczywiście spacer pełen humorystycznych gadek :) a Jah
zadekował się w fajnym miejscu. Ma kawalerke na XV leciu na poddaszu
wieżowca, siedzieliśmy u Niego na „tarasie” hehe i rozkręcaliśmy dalej
wieczór.
W sumie zbyt dużo tak z Kasią indywidualnie nie pogadałem z racji kilku
osób no ale lepszy rydz niż nic. Odprowadziliśmy ją jeszcze z Piegim do
domu i się rozeszliśmy. A po drodze Piegi mi wyjawił, że też się w Kaśce
podkochuje. Another one… Tylu dziewczyna ma adoratorów a ciągle
sama…
no i oczywiście jakże by inaczej jak zasnąłem to mi się przyśniła. Fajny
sen, tak jakby kontynuacja wczorajszego wypadu ale z bliższymi mi
motywami, ech… Jestem megaszajbnięty. Nic nigdy z tego nie wyjdzie a
jednak ciągle i ciągle Ona siedzi w moim sercu i głowie…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 20.maj.2012, w Bez kategorii

2 lata temu ostatni raz się spotkaliśmy w takim składzie. Znamy się już 5 lat i może to nie jest przyjaźń ale napewno bardzo fajna więź kumpelska. Rzadko się widujemy ale zawsze gdy spotkamy to jak łyse konie. O co biega? O „Stażowe Trio Komendowe” :) czyli Ja, Artek Karolik i Grzesiek Hernik.
Wczoraj była okazja się spotkać na grillu u Artka. W planach było więcej osób ale wyszło jak zawsze. Ostaliśmy się tylko we troje. A może i lepiej. Miła fajna atmosferka przy piwku, kiełbasce, rozmowach o wszystkim i o niczym, z 2 wypadami w międzyczasie: jednym w okolice Zakładu Karnego na KOziej Górze hehe a drugim na tereny UMCS na Wacynie. Totalny relaks, chillout, wyciszenie nerwów, zapomnienie o problemach. Tego było mi potrzeba :) Sezon grillowy otwarty! Mam nadzieję, że na następne spotkanie w tym składzie nie będziemy musieli czekać kolejnych 2 lat…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 08.maj.2012, w Bez kategorii

Słucham sobie właśnie albumu Joe Satrianiego „The Extremist” i cofam się w czasie do pierwszej połowy lat 90… wtedy byłem wielkim miłośnikiem sportu a zwłaszcza piłki nożnej. Chłonąłem dosłownie wszystko związane z tą dyscypliną. A dlaczego Satriani? Odpowiedź prosta – „Sportowa Niedziela” :) w tamtych latach właśnie jako wstawki do skrótów i materiałów filmowych w programie wykorzystywane były kawałki z tej płyty: „Friends”, „The Extremist” i „Summer Song”. To były czasy. Moje dzieciństwo. A i sport nie był tak komercyjny jak dziś (choć już mocno skorumpowany). Inaczej się to wszystko oglądało. Dziś mnie nudzi ta wszechobecność pieniędzy, popsucie i zepsucie sportu, ech… z sentymentem wspominam tamte chwile, jak w sobote sluchałem Studia S-13 i śledziłem na żywo spotkania polskiej ligi a dziś… praktycznie polska piłka nożna przestała mnie zupełnie fascynować. Miernota i tyle. Chyba jeszcze minie bardzo wiele lat zanim się doczekamy drużyn pokroju Legii i Widzewa z połowy lat 90-tych. A Sportowa Niedziela pociągnęła we mnie inne sznurki – zapał do muzyki :) właśnie te kawałki Satrianiego zawsze mnie powalały. Dziś role się odwróciły. To muzyka jest na pierwszym planie a piłka nożna gdzieś tam z tyłu…  teraz totalny luzik i Satriani  w uszach :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::To nie są motyle, prędzej ćmy…::::::::::::::::::::::::::

przez , 29.kwi.2012, w Bez kategorii

kwiecień się kończy… ten czas zaczął płynąć zabójczo szybko, dopiero co sie nowy rok rozpoczął a tu sie nie obejrzeć jak za chwilę będzie Euro 2012…
Jadę na Faith No More! W końcu! Tym razem nie odpuszczę jak 3 lata temu. 4 lipca na festiwalu Malta w Poznaniu wystąpi Patton i spółka. Cieszę się niesamowicie :) nie wiem z kim pojadę, być może sam a być może… być może Kasia wróci z Holandii i pojedziemy razem… pustka bez Niej niemiłosierna. Nie umiem tego zapełnić. Ostatnimi czasy strasznie bezbarwne to moje życie się zrobiło. Praktycznie przestałem gdziekolwiek wychodzić. Nie mam jakoś ochoty. Jutro to trochę zamierzam skorygować i w końcu wybiorę się na Jam Session w Breaku bo już dawno nie byłem. Pora trochę się odprężyć :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 12.mar.2012, w Bez kategorii

Magiczna bariera w moim życiu pękła. Wczoraj skończyłem 30 lat. Lecz czy czuję się jakoś inaczej, czy odczuwam że przekroczyłem kolejny dziesięcioletni próg w moim życiu? Absolutnie nie. To w sumie był dzień jak co dzień choć z pewnymi różnicami.
Nie bawiłem się w jakieś huczne obchody tego wydarzenia choć ku prawdzie już w piątek z Rzymkiem pojechaliśmy do Bikera trochę sobie popiwkować. Niestety skończyło się to dla mnie trochę źle, ponieważ najprawdopodobniej od ojca Bikera zaraziłem się grypą i teraz tydzień urlopu zamiast spędzić aktywnie to spędzę w łóżku. Ale zanim dopadła mnie grypa w dniu urodzin wybyłem  z Rzymkiem (podebraliśmy jeszcze po drodze Agatę Warso) do stolicy na koncert Fisza. W końcu nie byłbym sobą gdybym nie świętował na koncercie hehe :)
Miałem się wybrać z Kasią Skierczyńską no ale wybyła do Holandii…
Pojechaliśmy jeszcze do Karolci, która również z nami wybierała się na koncert. Jednakże popełniłem małe faux paus :) Karolcia zamiast podać mi adres bloku 4a podała samo 4 :) domofon… ktoś odbiera… mówię stanowczym aczkowliek spokojnym głosiem „policja”… drzwi się otwierają. Wchodzimy po schodach (ja z browarami w dłoni) i zaczęło mi się coś nie zgadzać. Kiedyś przed Karolcią w tym mieszkaniu mieszkała Elka i pamiętam jak byłem parę lat temu u niej na sylwestra to drzwi były po prawej a nie po lewej stronie… z drzwi wytknięte były 2 twarze przestraszonych kobiet… policja do nich? po co? :) zonk… przeprosiłem i udaliśmy się już do poprawnego bloku :)
Tam spotkała mnie kolejna miła niespodzianka. Jak już mówiłem nie obchodzę urodzin w jakiś tam specjalny sposób, a tu proszę Rzymek wyjął tort, zapalone świeczki i dmuchnąłem myśląc o… Kasi S. :)
Dziwnie się poczułem trochę ale przyznam, że to było miłe ze strony Kuby (w pątek sprezentował mi jeszcze buty hehe). Ostatni raz tort na urodziny miałem… na swojej osiemnastce hehe :)
Pojechaliśmy na koncert do Stodoły… Sam koncert jak to u Fisza – inny niż poprzednie :) tym razem z zespołem Tworzywo Sztuczne (choć brakuje mi tego starego składu sprzed 8 lat) zagrali kawałki głównie z ostatniej płyty wplatając pomiędzy nie tzw „medleye” czyli połączenia kilku starych kawałków w jedną całość.
Koncert trwał blisko 2 godziny, publiczność dopisała. Fisz, Emade i spółka dali świetnie radę :) opuszczałem Stodołę z uśmiechem na twarzy :)
a po  powrocie do Radomia w nocy… dopadła mnie grypa…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 19.lut.2012, w Bez kategorii

30 lat minęło jak jeden dzień… Jeszcze nie moich, choć ja akurat za niecały miesiąc będę mógł sobie ten tekst powiedzieć. Wczoraj 30tke obchodził Rzymek. U niego w domu była posiadówka, na której zjawili się (niestety nie wszyscy) bliżsi znajomi, przyjaciele i część rodzinki. Biesiada na całego. Solenizant zadowolony, goście również. W skrócie: wódka, jadło i muzyka, czego chcieć więcej :) Do tego bardzo przyjemna atmosfera, gitara i śpiew, ciepłe posiłki, stoły suto zastawione, śmiech i radość. Przyznam, że po ostatnich „kiepskich” dniach trochę odżyłem i zregenerowałem się psychicznie. Takiej biesiadki było mi potrzeba :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 14.lut.2012, w Bez kategorii

Znowu nie zdałem egzaminu na prawo jazdy. W moim przypadku powiedzenie „do 3 razy sztuka” nie sprawdziło się. Znowu popełniłem dziecinny zdawało by się błąd, a przecież wczoraj jeszcze tak dobrze mi się jeździło po mieście. Spalam się najwidoczniej totalnie, kiedy mam jeździć pod presją. Siada mi koncentracja… a może poprostu nie nadaję się na kierowcę… cóż, na dzień dzisiejszy się poddaję. Nie mam kasy i ochoty na kolejne podejście. Nie mówię, że już nigdy nie spróbuję ale napewno daję sobie solidnie na wstrzymanie. Cóź, kolejna porażka… Jestem Człowiekiem Porażką i nie chodzi mi tylko o ten dzisiejszy niezdany egzamin. Nic mi w życiu się nie udaje… po co to wszystko więc ciągnąć… nie wiem, może dać sobie spokój z tym wszystkim co mnie otacza, z życiem…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 07.lut.2012, w Bez kategorii

megadół :( właśnie przed chwilą się dowiedziałem, że Kasia wyjeżdża do pracy do Holandii… ech… nie spędzę z Nią wspólnie mojej trzydziestki, nie pojedziemy razem na koncert Fisza, nie pójdziemy na najbliższe jam session do breaka… czuję się naprawdę przybity. Może to właśnie z mojej winy ten dół, bo chyba za dużo sobie naobiecywałem, za dużo wyobrażałem… Zajebisty ból w sercu… Ciężko mi to wogóle opisać. Z jednej strony bardzo się cieszę, że Kasia ma szansę zarobić trochę grosza bo znalazła się teraz w nieciekawej sytuacji życiowej i szczerze będę trzymał za Nią kciuki, żeby Jej się tam powiodło. Ale z drugiej strony serce mocno boli…
szkoda, że nie dała mi znać o tym wcześniej, że nie miałem okazji pożegnać się z Nią normalnie jak człowiek z człowiekiem… to też mnie bardzo boli… ech…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::To nie jest dobry czas dla ciebie, smutek i brak działania :::::::::::::

przez , 29.sty.2012, w Bez kategorii

Pierwszy w tym miesiącu pełny wolny weekend należy w końcu do mnie :) już nie pamiętam kiedy po raz ostatni nie musiałem iść do pracy w okresie pt-ndz.
W piątek miałem iść na maraton filmowy ENEMEF do Mulitikna ale nie dostałem już biletów. Szkoda, bo bardzo fajne były projekcje: W ciemnościach, Rzeź, Wymyk i Sala Samobójców. Trudno nie udało się tym razem, może następnym razem będzie lepiej :)
Za to Kicior zjechał z Anglii na kilka dni. Ustawiliśmy się paczką w sobotę wieczorem w Breaku. No i po raz kolejny udało mi się zrobić coś małoprawdopodobnego, udało mi się nakłonić Kasię S. żeby przyszła :) Dopóki było typowe męskie grono jakoś tak się normalnie integrowałem z chłopakami ale gdy przyszła Kasia, cóż, zachowałem się trochę chamsko bo… olałem całkowicie chłopaków :P Trochę było mi głupio, bo myślałem, że przyjdzie więcej dziewczyn a tak Kasia okazała się być rodzynkiem w naszym towarzystwie. Myślałem, że wypije piwko i się zmyje ale tak się nie stało, ku mojemu wieliem uucieszeniu :) około 23 wszyscy się praktycznie wybili na popijawę do Jaha, też mnie trochę ciągnęło ale… Ale zostałem z Kasią w Breaku i wcale a wcale tego nie żałuję :) siedzieliśmy sobie przy piwku i gadaliśmy o wszystkim. Czas nam poleciał raz dwa, nawet tego nie zauważyłem jak minęła 1 w nocy… Odprowadziłem Kasię do domu, dostałem od Niej buziaka i rozgrzany szybciej bijącym sercem udałem się na piechotę do domu. A mróz siarczysty! brrrr….
Bardzo miło spędziłem tą sobotę. Kasia działa na mnie jak magnes. Totalnie, no ale nie widzę u Niej chęci zaangażowania. DObrze się rozumiemy jako kumpelstwo i narazie to się chyba nie zmieni. Oczywiście znowu mi się przyśniła :)
W marcu w moje urodziny Fisz daje koncert w warszawskeij Stodole, zabieram Kasię ze sobą, to już postanowione :)
A 10 maja Metallica znowu zagra na Festiwalu Sonisphere na warszawskim Bemowie. Trzeba zamówić bilety jak się tylko pokaża na rynku. Do tego dodać trzeba Slayera na Ursynaliach i Machine Head na Woodstock, no nie ma co. Ten rok zapowiada się dosłownie KONCERTOWO :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 22.sty.2012, w Bez kategorii

Jeden z najbardziej męczących tygodni własnie zbliża się ku końcowi. 5 nocnych zmian w pracy z czego 3 z rzędu plus ponad 24h na nogach z racji barmańskiego szkolenia w środę… Mój organizm trochę się zbuntował. I tak jak przeważnie po nocy sypiam max 4h to wczoraj jak się połozyłem spać po 9 rano to obudziłem się dopiero po 16… Ogólnie jestem bardzo senny ale to chyba też z racji pory roku. W pracy trochę się poprawiło i już nie ma takiego chaosu jak na początku stycznia ale i tak niesmak pozostał i chyba pozostanie już na zawsze.
W czwartek natomiast pojechałem odwiedzić stare śmieci na… Komendzie :) odnowili teraz budynki i jakos tak inaczej to wszystko wygląda. A po ociepleniu nie da się wysiedzieć w pokojach bo takie gorąco hehe. Dziwnie mieszane uczucia buzowały mi w sercu i głowie. Z jednej strony powróciła tęsknota za tym miejscem i czasami, które już nie wrócą a z drugiej czułem się jakoś tak obco. No ale w końcu już 2 i pół roku jak tam nie pracuje. Czas robi swoje. W obie strony, Pogadałem sobie z Martą i Anetą, Kaśka Wrzosek specjalnie z Wojewódzkiej przybiegła hehe, no i oczywiście gadka z Szulą i Sobierajem :) coś jest w tych ludizach i tym budynku, że tak przyciąga. Może jeszcze kiedyś tam zawitam na dłużej.
Zapisałem się na kolejny egzamin praktyczny z prawka. Termin – 14 lutego o godz 15. Coż, ośrodek otwarty tylko do 15:30 więc będzie to wóz albo przewóz, bo myślę, że egzaminator będzie chciał szybciej skończyć egzamin. Mam tylko nadzieję, że pozytywnie dla mnie.
W sprawach sercowych powoli daję sobie spokój z Kasią… cóż, widzę, że Ona nie odwzajemnia moich zapędów do Niej i raczej nie odwzajemni. Boli to jak cholera ale cóż… Do tanga trzeba dwojga… Nie mam kompletnie szczęścia do dziewczyn ale widać taki już mój los, że jak trafi się Ta z mojego „świecznika” to nie wychodzi…
A ostatnimi czasy wciągnąłem się  w kolejny serial „American Horror Story”… no i odkryłem na nowo (w unowocześnionej postaci) grę z dzieciństwa Sid Meier’s Pirates! :) oj ile ja godzin przy tym kiedyś na Amidze spędziłem hehe. Cóż, jestem sentymentalny :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 14.sty.2012, w Bez kategorii

Piątek 13-go mam już za sobą i dobrze. Był i pechowy i udany. Pechowy, bo nie zdałem egzaminu praktycznego na prawo jazdy. Zdarza się. Oblałem w sumie z włąsnej głupoty ale poprostu tego dnia… nie był mój dzień :)
a później umóiłem się ze znajomymi w break’u na jam session, piwko i bilard :) no i przyszła też oczywiście Kasia :) przy Niej zawsze się czuję fantastycznie, uśmiech sam mi się pojawia na twarzy  i zapominam o wszystkim co złe i bolesne… fajnie było ale czas zleciał jak szalony, zdrowo podchmielony wróciłem przed 5 nad ranem do domciu…

Zostaw komentarz więcej...

:::::::::::::::::::::::::::::::::::Z nowymi nadziejami w 2012…::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 04.sty.2012, w Bez kategorii

Rok 2011 odszedł. Zakończyłem go na piwku u Rzymka. Z Gutkiem we 3 się spotkaliśmy i tak inaczej pożegnaliśmy stary rok. Wogóle myślałem, że spędzę go w domu odsypiając nocki z pracy, których ostatnio mam decydowanie za dużo z rzędu. Jaki był tamten 2011 rok? napewno trudny do przejścia ale jakoś dało się radę. Trochę się działo w moim życiu ale w sumie nie wydarzyło się NIC przełomowego, ot, przeciskanie się z dnia na dzień.
A jaki będzie 2012? Tego nie wie nikt… Chciałbym zmienić w nim pracę, znaleźć coś fajnego, nowego, coś co odtowrzy moja zagubioną kreatywność i pchnie do rozwoju, bo niestety tu gdzie obecnie pracuję bardziej się już nie rozwinę a stagnacja, która mnie dopadła powoduje, że i ja sam w sobei zanikam. Resztą niedługo może się okazać, że zwolnią mnie z salonu. Po tym jak potraktowali Grażynke i Przemka Kowalczyka mam dość tej pracy. WYchodzi na to, że nie opłaca się tu zapierdalać, oddawać całego siebie (tak jak Grażyna) bo i tak góra traktuje nas jak śmieci. Przykre to i smutne. Odszedł też Sebastian a Bzducha „uciekł” z tonącego okręty na tacierzyński i zaległy urlop, przynajmniej przedłużył trochę sobie jeszcze byt w tej firmie. Niestety my szeregowi pracownicy cierpimy najbardziej wskutek wojny na górze między prezesami. To przykre ale takie życie. Trzeba poprostu szukać sobie nowej pracy. Łatwo nie będzie, bo rynek radomski jest beznadziejny a niestety przez moje zobowiązania wobec spółdzielni wyjechać narazie nie mogę…
Także w 2012 nieodzowna będzie zmiana w życiu zawodowym.
Co do życia prywatnego, hmm… po krótkotrwalym zawirowaniu i zwiększonym i wzmożonym kontakcie z Kasią, wszystko zdaje się niestety wracać do status quo sprzed koncertu Hey. Cóż ale chyba niestety nie mam większych szans u Kasi i chyba powinienem sobie to darować, ale nie mogę o Niej przestać myśleć. Boję się, że niestety skończę jako niespełniony kawaler. Nie mam kompletnei szczęścia w miłości. Wogóle mało mam ostatnio szczęścia do czegokolwiek… Sad but true…
A Kłakiemu urodził się w końcu syn – Seweryn :) muszę odwiedzić rodziców i zobaczyć co tam spłodzili hehe
Brakuje mi też bardzo kontaktu z Dee Dee… tak jakby całkowicie przepadł, rozmył się. A kilka smsów które wymienilismy na przestrzeni ostatnich paru miesięcy zdaję się tylko to potwierdzać… Ma swoje życie, układa je sobie, mieszka na drugim krańcu Polski, kontakt ze mną chyba jest Jej całkowicie zbędny… to kolejny smutny i bolesny niestety cios…
Oczywiście podobnie jest z Zuźką, ech…
Ogółnie to baaardzo zmalały moje wszystkie kontakty ze znajomymi i przyjaciółmi. Każdy ma swoje życie. Nie jesteśmy już nastolatkami. Przykro i smutno ale takie życie. Chyba jestem skazany na samotność…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 17.gru.2011, w Bez kategorii

16 grudnia napewno przejdzie do mej historii jako bardzo fajna i pozytywna data. Zaprosiłem Kasię Skierczyńską na Hey :)
choć mogło się zdarzyć, że nie będę mógł pójść bo na nocy przed koncertem dopadl mnie jakis wirus i wymiotowalem w pracy i czulem się poprostu fatalnie ale jak to mówią wiara góry przenosi :) zaparłem się, że pójdę choćbym nie wiem co, tymbardziej że miałem zakupione już bilety, no i nie mogłem zawieść Kasi… i poszedłem :)
umówiliśmy się pod G2, godzinkę przed koncertem posiedzieliśmy i mile pogawędziliśmy a później ponad 90 minut z Hey. Sam koncert przyznam fajny aczkolwiek to już jakoś nie to moje stare Hey… cóż, ludzie się zmieniają, muzyka także. Teraz grają dużo nowego materiału, wspartego trochę elektroniką i klawiszami. Ale mimo wszystko koncert był udany, no i najważniejsze bardzo podobał się Kasi :) ten Jej uśmiech na twarzy mówił wszystko za siebie. Przyznam szczerze, że nieraz mnie ciągnęło, żeby się do Niej przytulić ale… cóż jeszcze nie przełamaliśmy tej granicy a wolałem nie psuć wieczoru. A Jej piękno mnie tak przyciągało, że… wariowałem :) super się czułum stojąc obok Niej, za Nią i wsłuchując się w muzykę… w teksty Nosowskiej… jakaś taka bezsłowna komunikacja…
Po koncercie oboje nie chieliśmy kończyć jeszcze tego wieczoru i podążyliśmy do Break’a, gdzie w tym samym czasie grał Fractal. Niestety z obiektywnych przyczyn nie bylismy w stanie byc na 2 koncertach w tym samym czasie :)
Na miejscu oczywiście znajomi, Piegi z Agnieszką, PIotrek, Jachu, i o dziwo moja koleżanka z liceum Sylwia Kozłowska :) przyszła z mężem, chwilkę pogadaliśmy  i uciekłem do… Kasi :)
wieczór w Break’u był zabawny bardzo, śpiewaliśmy hiciory rockowe, które puszczał Dj Uho :D trochę popowkowaliśmy, Kasia się ciągle uśmiechała i widać w jak dobrym humorze była :) w pewnym momencie poszedłem do dj i poprosiłem go o coś FNM no i zapodał Easy a ja… jak to ja, chwyciłem Kasię do tańca :) i kurde w połowie piosenki zmienił się utwór co mnie bardzo wkurzyło. Z czasem ludzie sięwykruszali, Kasia ostała się jako jedyna kobieta w męskim gronie :) niestety w pewnym momencie doszło do jakiegos niesamowitego nieporozumienia i paszczak z kims sie pobil, z głowy lała mu się krew… A Kasia mnie poprosiła i pilnowanie Jej jako Jej OPiekun :)
po 2 posiadówa się skończyła. Z Piegim i Piotrkiem odprowadziliśmy Kasię do domu i udaliśmy się na Południe dając koncert 3 tenorów hehe
A później oczywiście przysniła mi się… Kasia :) i był to bardzo piękny sen… ech… cudna dziewczyna…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 28.lis.2011, w Bez kategorii

właśnie siedzę i słucham najnowszego dzieła KoRn’a „Path Of Totality” i… jestem mega zwiedziony :( zupełnie jak wtedy kiedy wyszło „Untitled”. Co to wogóle ma być??? niby mieszanka „metalu” z dubstepem a w rzeczywsitości, hmmm… elektroniczna papka. Nie podoba mi się to kompletnie. Brakuje kornowego czadu, ścian gitar, potęznego klangu Fieldy’ego no i ten wokal JD (teraz przybrał xywę J Devil…) jakiś taki cukierkowy. Nie podoba mi się całość. DUże zażenowanie. Pamiętm jak kiedyś z wypiekami jeździłem d sklepu po premierę albumu KoRna, jak zbierałem i odkładałem ostatnie groszę na te płyty… to się zmieniło. KoRN się zmienił, zatracili się gdzieś. Jednym nowy kierunek się podoba, innym (w tym mnie) – kompletnie nie. Chociaż pojedyncze fragmenty i nawet w takim szajsie uda się znaleźć. Ech… chodzą słuchy, że Head może wróci, a może i David. Na ile w tym prawdy to nie wie nikt tylko oni sami. Mogliby zrobić Reunion i zrobić zajebistą płytę jak na KoRna przystało.

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::ILUZJA::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 26.lis.2011, w Bez kategorii

Są takie dni, kiedy spełnia się coś na co czekaliśmy od dawna nie licząc nawet, że to się może spełnić. W 1999 roku w listopadzie Illusion dał swój ostatni koncert i się chłopaki rozeszli. Ja akurat wtedy zacząłem ich tak na poważniej słuchać (choć początki mojego styknięcia z tym zespołem sięgają do połowy lat 90tych i klipu „Nóż” w programie LUZ). No i nie dane mi było ich zobaczyć na żywo. W 2009 zeszli się tylko na 1 koncercie we Wrocławiu i też nie pojechałem z innych przyczyn. Teraz w końcu mi się udało. Wczoraj razem z Rzymkiem udaliśmy się do stolicy do hali Torwaru. Na supportach NoNe (ale to już nie ten sam zespół co kiedyś niestety), Tuff Enuff i Flap Jack. Na miejscu spotkałem Ekipę Banana, Peta no i ekipę Fijoła a więc sami znajomi. Niestety wkurwienie mnie dopadło na samym początku, bo… kupiłem bulet na płytę a tu dupa. Jebn’ęli jakiś Red Zone (O czym nie było informacji jak kupowałem bilety w empiku) i płyta była podzielona na 2 sektory. Zwykli „Płyciarze” mogli się jedynie zbliżyć na odległość jakiś 25-30 metrów od sceny. Mnie sięudało dojść do barierek. Koncert sam w sobie bardzo fajny i udany. Ponad 90minut świetnej zabawy z najewiększymi hitami Illusion :) do tego 2 nowe kawałki „Solą w oku” i „Tron”, do którego ludzie komórkami kręcili ujęcia do nowego teledysku. Lipa i reszta chłopaków w dobrej formie :) Lipa oczywiście jak zawsze musiał dodawać szczyptę swojego specyficznego humoru :) w kilku utworach chłopaki dawali tylko podkład a piosenki śpiewali tylko zebrani na koncercie fani. Gig był naprawdę bardzo sympatyczny i cieszę się bardzo, że udało mi się przeżyć Iluzję na żywo. Mam nadzieję, że reaktywują się na dobre i jeszcze po raz kolejny będzie mi dane zobaczyć i pobawić się na ich koncercie :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 14.lis.2011, w Bez kategorii

trochę czasu minęło, trochę się działo… teraz siedzę osłabiony i przepity… z mega kacem… wczoraj trochę przyszalałem i teraz zbieram tego żniwo
W niedzielne popołudnie udałem się do Krzyśka na przedkoncertową flaszkę :) wiadomo, na Comę wypadałoby iść w lekkim stanie upojenia hehe
na koncercie oczywiście spotkało się troche znajomych, był Biker z Agatą, duch Pawła z Dagmarą się pojawili :) no  i największe zaskoczenie, Fijoł z Dorotą (nawet się łobuz nie przypucował, że przyjeżdza)…
sam koncert w miarę udany. Chłopaki z Comy rozbili go na 3 części. W pierwszej w makijażach w czerwonym półświetle zagrali prawie wszystkie kawalki z nowej płyty, potem 2 czesc przerwa podczas której występowali jacyś kolesie i cośtam sobie pogrywali (w tym czasie piliśmy przy stoliku na kanapach), no i w trzeciej części przeboje z poprzednich płyt. 2 godziny dobrej zabawy.
Po koncercie wszyscy udaliśmy się do szkapy na małe co nieco ;) i tam się dobiłem już na amen. Dobrze, że mnie Biker autem do domu odwiózł bo powrót byłby ciężki…
kolejna odsłona Włóczykija…

a w piątkowy wieczór u mnie w pracy miałem koncert Wodeckiego hehe, po którym z Grażyną, Bzduchem i Kowalczykiem robiliśmy sobie niezłe jaja. Panowie z monitoringu musieli mieć nieźle do śmiechu :D

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 23.paź.2011, w Bez kategorii

Sobota minęła bardzo przyjemnie :) rozkoszuję się tygodniowym wolnym od pracy. Totalny leń, czyli to co lubię, dorzucając  do tego moje włóczykijowanie wychodzi obraz mnie = Grzybka :) oczywiście i tak mam codzienne obowiązki ale kto ich dziś nie ma?
Zmienił mi się wogóle instruktor od jazd i teraz będę mógł częściej próbować się z Micrą i ulicami mego miasta.
Ale wracając do soboty. Po tradycyjnym już codziennym odcinku Miasteczka Twin Peaks (już 2 sezon oglądam) małe przygotowania i fru na… ślub Kłakiego :) oj, świat się wali skoro Kuba się hajta :) ale to dobrze. Pamiętam jak jeszcze 2 lata temu chłopak był na totalnym życiowym dnie, krok od śmierci, od przepicia… A teraz… Wszystko się tak pięknie odwróciło w jego życiu :) Brawo!
Ślub z Marzenką brali w kościele dosłownie o rzut kamieniem od Kuby bloku, przyszło trochę ludzi a ceremonię współprowadził Bobby, ksiądz z którym ja chodziłem do liceum (on był na profilu ogólnym), a jednocześnie sąsiad  i kolega Kuby z lat dzieciństwa. Sam ślub jak to ślub minął szybko, młodzi sobie złożyli przysięgę małżeńską i był git :) fajnym akcentem na koniec było zacytowanie przez Bobby’ego w języku polskim słów Ozzy’ego Ozbourne’a (a wyśpiewane później także przez James’a Hetfield’a) z pięknego utworu o miłości „Sabbra Cadabra”. Teraz przed Kubą i Marzeną nowy rodział w ich życiu, bo już niebawem w ich domu pojawi się Seweryn :)
A po ślubie zawinąłem się jeszcze z Rzymkiem do jego domu. Kiedy on się przebierał ja trochę pokonwersowałem z jego rodzicami, Ewą i MIchałem przy kilku kieliszkach ich domowej Cytrynówki :) a potem myk do mnie do chaty, ja się przebrałem i pojechaliśmy do Czytelni Kawy na koncert zespołu Muchy…
W końcu udało mi się przeżyć w tym miejscu takie widowisko na żywo, bo przeważnie gdy dzieje się tam coś takiego to ja mam dyżur w pracy…
Chciałem, żeby przyjechała Kasia S. ale nie przyjechała…
A kolejną niespodzianką tego dnia był dla mnie support Much w osobie… Krzysztofa „Zalefa” Zalewskiego. Nie mogłem uwierzyć tak jak i reszta zebranej gawiedzi, że to jest TEN Krzysiu z Idola :) Oto przed nami na scenie nie stał wcale „klon” Bruce’a Dickinsona o nie… Chłopak z krótko przyciętymi włosami, na nosie okulary z grubą oprawką (ja na takie oprawki nadałem nazwę „przeintelektualizujące człowieka”), czerwony long, brązowe sztruksowe dzwony i brązowa skórzana kurtka… do tego jakaś woalka na szyję. Rzekłbym „Przeintelektualizowany” student z Lublina hehe.
Dał krótki półgodzinny występ z mocno awangardową i alternatywną  muzyką, w któej wykorzystywał zamiast żywej perkusji automat pobudzany własnymi wyziewami z buzi. Ciekawie zagrał choć ludzi jakoś nie porwał specjalnie. Gdyby nie ten jego głos, w życiu by go ludzie nie poznali. Z jednej strony to trochę szkoda, że tak zginął po tym sukcesie w Idolu ale z drugiej, cóż może się realizować tak jak sam chce…
A póżniej na scenę wyszły Muchy. Zagrali ponad godzinę, głównie utwory ze swoich 2 płyt ale dodali też 5 nowych kawałków z nadchodzącej płyty. Sporo ludzi było a sam koncert bardzo udany. Ja jakiś ich tam fanem nie jestem ale lubię ich muzykę.Pamiętam jak mieli supportować 4 lata temu koncert Hey w Radomiu ale że wtedy Nosowska się rozchorowała to Muchy nie zagrały…
Po koncercie odbyło się spotkanie z zespołem, podpisywali plakaty, płyty. Było bardzo miło :)
A potem jeszcze na kebab i do domu…
Tak minął kolejny dzień Włóczykija :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 20.paź.2011, w Bez kategorii

Wczoraj wieczorem wybrałem się z Bikerem do Katakumb na koncert Luxtorpedy – nowego projektu Litzy. W Katakumbach na koncercie nie byłem już ponad rok… Choć po prawdzie, to przez ten okres tak naprawdę nie było tam ciekawych gigów. Wracając do wczorajszego wieczora… cóż, myślałem, że więcej znajomych ludzi spotkama tu poza Kłakim, małym JAckiem, Alicją, Dejwem, Fotakiem i Kobago to nie spotkałem NIKOGO z kim możnaby zamienić więcej niż kilka słów. Porozjeżdżali się znajomi i to dobitnie było widać. Ludzi n koncert nawet zeszło się trochę, gdzieś ponad 2/3 klubu. Sam koncert udany choć akustyka wołała o pomstę do nieba! ja cały koncert spędziłem w 1 strefie pod sceną i nawet na kilku kawałkach znalazłem się obok podestu :) no ale nie byłbym sobą gdybym choć 1 kawałka sobie nie poskakał hehe. Litza widać było jak się cieszy graniem :) momentami dorzucał swoje ciekawe anegdotki życiowe.
Na setlistę zebrały się wszystkie kawałki z debiutackiej płyty, oczywiście z hitowym „Autystycznym”, któy tego wieczoru był zagrany 2 razy (podobnie jak „3000 świń”). Publika szalała, Hans na scenie dodawał swoje, muzycy Luxtorpedy też niczego sobie. Wogóle ten zespół jest tak daleki od gwiazdorzenia, że hej :)
Podobało mi się i mam nadzieję, że Luxtorpeda znowu w niedalekiej przyszłości odwiedzi Radom :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 19.paź.2011, w Bez kategorii

MOja firma odchodzi od propagowania hazardu z wizerurnkiem Kultury w tle… Wczoraj po raz pierwszy odbył się u nas w salonie Erotic show. Przyszły 3 panienki, które przez blisko 40 minut robiły striptease do zera i nakrecaly klientow NIe powiem odezwanie wśród gawiedzi było niezłe, przyszło dużo ludzi, choć między Bogiem a prawdą to większość z nich to byli chłopaczkowie w przedziale 20-25 lat, którzy chyba nigdy nie widzieli gołej piczki na żywo. Mnie osobiście te panienki jakoś nie podeszły, wyglądały jak zwinięte prosto z trasy kurewki, o ich poziomie intelektualnym się nie wypowiem nawet, bo rozmowa z nimi to była istna droga przez mękę, Ale skoro to ma się przełożyć na wyniki finansowe firmy, cóż, nie mi tu oceniać i decydować… Piczki przyszły, zabawiły i przyciągnęły ludzi  i o to w tym wszystkim chodziło. Ciekawe kiedy nastąpi kolejny krok ku kulturalnej samozagładzie i prześjsciu w kierunku burdelu…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 14.paź.2011, w Bez kategorii

Przed snem zapodałem sobie 2 odcinki „Miasteczko Twin Peaks”. Nie oglądłem tego ze 20 lat. No może trochę mniej, napewno od premiery na początku lat 90-tych w TVP. Tajemniczość pozostała mimo upływu tylu lat :)
Dopadłem również najnowszą płytę Kasi Nosowskiej – „8″. BArdzo fajna nastrojowa muza. 2 kawałki mnie rozwalają totalnie: „Ziarno” i mój kosmiczny „O lesie”… Przed snem zapodawałem to jeszcze na maksa ile mogłem… i jakoś mnie naszło na wspomnienia. Włożyłem płytę dvd z nagranymi zdjęciami i odpłynąłem sentymentalną rzeką… ech… aż mi się serce zaczeło mocniej kurczyć i silniej uderzać… patrzyłem na zdjęcia Agathy, te które mi kiedyś wysłała… bardzo mi Jej brakuje, gdzieś znikł ten kontakt, bardzo mnie to momentami boli…
koncerty… wycieczka do Kazimierza z Rzymkiem, inna z Katti… tyle fajnych chwil na obrazach… a jeszcze więcej w pamięci… Za szybko ten czas popłynął… chciałbym móc znowu to przeżyć wszystko jeszcze raz… w realu się niestety nie da… zostały tylko te zdjęcia i wspomnienia…
Chyba się zakochałem w Kasi Skierczyńskiej… coraz częściej i więcej o NIej myślę… coraz więcej Jej w moich snach…jednakże to wszystko jest odwrotnie proporcjonalne do tego co w rzeczywistości… kolejny raz źle ulokowałem uczucia i chyba znowu przyszło mi za to płacić. Nie mam kompletnie szczęścia do tego poletka mojego życia…
dopada mnie także jesienna deprecha… z każdym dniem jest jakby coraz gorzej, smutniej, samotniej… dobiegam coraz szybciej 30-ki a wokół mnie tak naprawdę coraz mniej bliskich mi osób… życie…
Zacząłem jazdy na prawku… Po 15 miesiącach nieużywania samochodu muszę przyznać, że mi poszło nieźle. Tylko raz mi zgasł samochód na ulicy :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 10.paź.2011, w Bez kategorii

Sobotni wieczór udało mi się w końcu spędzić w Naszej Szkapie :) ostatnie weekendy ciągle pracowałem więc ten jak najbardziej mi się należał. Ustawiliśmy się na pracową popijawę. Niestety jak to u nas w firmie spotkanie udało się tylko połowicznie (słabo jednak jesteśmy zgranymi facetami). Byłem tylko z Pawłem i Przemkiem Bzduchą, zabrakło Seby i Przemka K. Cóż… Nieobecni niech żałują bo My akurat mile spędziliśmy czas przy wódce i rzutkach hehe :) oczywiście nie obyło się bez dziwnych spotkań ze znajomymi ale gdzieżby indziej można się spotkać w Radomiu po latach jak nie w Szkapie??? :D ja spotkałem Szopena (chidzil kiedys z Bikerem do liceum i wypiliśmy razem trochę wódki). NIe widziałem kolesia dobre 10 lat…
A poza tym to kilku „codziennych” znajomych, Rzeczy ze swoją Anką na chwilę się do nas dosiedli, postawili kolejeczkę :) Czas zapitalał  a ja znalazłem się nagle w nowooddanej sali na zamkniętej imprezie hehe, ktoś tam sobie robił urodziny :) oczywiście znajome gęby z klimatów więc wódeczka i pogawędka :) ktoś tam grał na gitarach, były śpiewy i było git :) ja się nieźle skułęm i w sumie to nie pamiętam nawet powrotu do domu ale chyba był bolesny…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 20.wrz.2011, w Bez kategorii

Leci powoli ale do przodu… ostatnio wpadło mi ekstra kasa do kieszeni i postanowiłem zainwestować w siebie. Zapisałem sie po raz kolejny na kurs prawa jazdy, mam nadzieję, że tym razem mi się uda :) no i zakupiłem sobie swojego własnego laptopa :)
w pracy ostatnio mieliśmy koncert Krawczyka, ludzie się bawili aczkolwiek mnie to jakoś specjalnie nie ujęło… poza tym nic ciekawego… ujmując moim tradycyjnym podsumowaniem „life goes fuckin’ on…”

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 04.wrz.2011, w Bez kategorii

wakacje minęły, wrzesień się rozpoczął… ale ten czas mknie…
wczoraj ustawiłem się z Rzymkiem w Szkapie na browarka. Miał być 1 bo po 2 nockach z rzedu i praktycznie nic nie spaniu, byłem bardzo zmęczony. 1 piwo. Hehe. Nigdy się nie kończy na 1 piwie :) w Szkapie walnęliśmy 3 gongi, przyjechała Alicja i wybraliśmy się do nowootwartego Tartaka. Ja wybrałem się tylko i wyłącznie dlatego, że może Kasia Skierczyńska tam dojedzie :)
nowa miejscówa jest na totalnym zadupiu, na Chorzowskiej niedaleko lotniska. Dojazd w miarę ale jeśli chodzi  o powrót stamtąd to beznadzieja, ostatni autobus odjeżdza po 22…
Sam lokal… DALEKO mu do klimatu starego tartaka. Ludzi się wczoraj trochę naszło, bo to w końcu „wielkie otwarcie” było ale szczerze to mnie niczym szczególnym to nie powaliło. Spotkało się pełno znajomych gęb, większośc przyjechała właśnie z ciekawości.
Ja się zmyłem po 22, bo zadzwoniłem do Kaśki a ta nie wiedziała czy przybędzie… (dziś się okazało, że jednak dotarła później)
a w nocy znowu mi się przyśniła w bardzo fajnym śnie :) mocno erotycznym :P ale mi korba odbija :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 19.sie.2011, w Bez kategorii

Kameralne Lato w pełni. Wczoraj był konkurs Hyde Park filmów odrzutowych, tzn. amatorskich hehe. Ubaw na niektórych był co niemiara. Rozwaliła mnie alternatywna historia Lorda Vadera umiejscowiona w obecnych czasach w jednym z polskich miast :) Trochę ludzi było, była też i Kasia S. :) (znowu mi się poźniej śniła hehe). Spotkałem kilku ziomków co byli na Deftones we wtorek i pogadaliśmy i popiwkowaliśmy. Ogólnie za dużo ostatnio piję…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::DEFTONES::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 18.sie.2011, w Bez kategorii

I słowo ciałem się stało i zostało między nami :D

Przedwczoraj po 13 latach odkąd zacząłem słuchać tej kapeli, Deftones w końcu po raz pierwszy odwiedził Polskę! Ech, co to był za wieczór…
Z Radomia razem z Krzyśkiem i małym Jacusiem 15:30, podróż szybko minęła przy piwku. Dojechaliśmy na FLapjack. Sam Amfiteatr fajna sprawa, miła miejscówa i fajnie zabudowana. Niestety akustyka na Flapjacku i następnym zespole wołała o pomstę do nieba! Zero selektywności, jedna wielka ściana głosu. Ten debil co to ustawiał powinien zostać powieszony. Flapjack obejrzeliśmy z trybun. Nie porwali mnie chłopaki. Szczerze to jakoś mi wogóle nie podeszli no ale trzreba im oddać podziękowania.
Po Flapjacku poszliśmy z chłopakami na browara. Doszedł FIjoł, w międzyczasie przyjechała Kasia z chłopakami (miała jechać z nami autem ale bidula się rozchorowała i wolała na samych deftones przyjechać). Pojawił się Warhammer. Ogólnie organizacja obsługi „festiwalu” do dupy. 3 stoiska z piwem, do których nie dało rady się dostać, stoisko z sokiem, na którym zabrakło szybko soków, obok popcorn, wata cukrowa i kiełbaski. Co to kurwa, odpust czy festiwal??? Organizatorzy chyba zapomnieli, że tu nie będzie 100 a kilka tysięcy osób… Żenada.
Ale wracając do gwoździa programu, bo to było najważniejsze tego wieczora. Technicy i dźwiękowcy Deftones jakoś ogarnęli akustykę, chociaż nie do końca. Koncert rozpoczął się przed 21 i odrazu na pierwszy ogień poleciało „Diamond Eyes” i „Rocket Skates”. Tłum oszalał. Ja wraz z nim, tymbardziej, że przesuwałem się coraz bliżej sceny hehe. Potem „Birthmark” i „Engine no 9″ a ja już pod sceną szalałem :D szaleństwo na całego!!! Chino i spółka bardzo zadowoleni z powitania. Ludzie jeszcze nie zdążyli ochłonąć a tu ze sceny wydobyły się dźwięki „Be quiet and drive” i „My own summer”. Kosa!!! Szczerze to odpłynąłem. Zresztą chyba każdy wokół mnie też :)
Następnie lekkie zwolnienie, Chino złapał za gitarę i „Digital Bath”. Póżniej znowu szaleństwo w „Elite” i kolejne zwolnienie. Chino znowu złapał za gitarę i zadedykował kolejny utwór nieobecnemu basiście Chi (Sergio Vega dobrze go zastępuje) – „Minerva”. Tu w pewnym momencie doszło do zabawnej sytuacji bo Chino zablokował się pedał przesteru od gitary. Przeskok do „You’ve seen a butcher” i zwolnienie „Sextape”. Publika była w siódmym niebie. Chino w międzyczasie napił się polskiej wódki aż się nią zachłysnął hehe. Kolejny numer to ten, na który ja osobiście czekałem i gdyby go nie zagrali to dla mnie koncert byłby nieudany – „Korea”. Odpierdoliło mi totalnie. A już gdy poleciał mostek w tym kawałku to psychoza na maksa. Nie było mnie. Skakałem jak szaleniec.
Kolejne zwolnienie i hicior „Change” a potem mocna wersja „Passenger”, w której Chino poleciał całym tekstem. W międzyczasie się przebrał i założył koszulkę, którą dostał od polskiego fanklubu.
„Root” i „Nosebleed”. KOlejne utwory, które zrobiły miazgę pod sceną. A na sam koniec coś, czego nie mogło zabraknąć :D
„7 words” i to jak wykonane. Ja pitolę.
Szkoda, że to już był koniec. Nie zagrali 90 minut tak jak podobno miało być ale koncert mnie powalił. Jeden z moich najlepszych w życiu. Czułęm się jak nie 29 a 16latek hehe. Oczywiście w pozytywnym sensie. Widać, że chłopakom z Deftones bardzo chciało się pokazać polskiej publiczności. Chino szukał kontaktu z nami, żartował sobie też na scenie. Schudł nieźle i widać, że daje to rezultat bo nie chrzani już tak wokali na żywo jak jeszcze nie tak dawno. Mam nadzieję, że na kolejny koncert DEFTONES w Polsce nie będę musiał czekać 13 lat…
A po powrocie wkurzyłem się totalnie. Następnego dnia po koncercie dowiedziałem się, że na After Party, na które byłem zaproszony, przyszli w końcu chłopaki z Deftones i z każdym pogadali, pośmiali się, porobili zdjęcia, popili polskiej wódki… Po raz kolejny cholera przeszła mi fajna szansa koło nosa. Za bardzo pospieszyliśmy się z powrotem do Radomia cholera…
No ale i tak ten wieczór będę wspominał najwspanialej jak potrafię do końca życia!!!

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 16.sie.2011, w Bez kategorii

W końcu urlop… ufff… mam wolne aż do końca sierpnia :D Urlop jak urlop, po raz kolejny spędzę go w betonowym mieście, na wyjazd gdziekolwiek raczej nie ma szans z racji braku środków finansowych… dołujące to bardzo ale takie jest życie. Nie można mieć wszystkiego. Na szczęście wczoraj rozpoczęło się Kameralne Lato w Radomiu z filmami OFF także jakoś zapełnię ten czas sobie. Wczoraj wieczorkiem ustawiłem się z Kłakim jego MArzenką, przyszedł Kuba i Alicja, w Czytelni Kawy puszczany był bardzo fajny film „Prosto z nieba” Matwiejczyka. O katastrofie smoleńskiej. Ale nie był to film pełen etosu ukazujący ostatni lot. Nie. To był film o fikcyjnym ostatnim dniu rodzin fikcyjnych ofiar, które w tym locie zginęły. Pokazane było samo życie, trudne ciężkie, codzienne, i jak wiadomość o tragedii wpłynęła na tych ludzi. Film dobry, dający do myślenia i przede wszystkim to co ja lubię: ukazujący życie takim jakie jest, bez żadnych ozdobników, ceregieli, bez przesadyzmu, szkoda, że tego typu kina jest tak mało w telewizji…
A i moja mama i babcia wczoraj miały imieniny, było małe przyjęcie w domu, przyszło niewiele bo niewiele ale kilka osób z rodziny i mamie się zrobiło przyjemniej :)
A dziś DEFTONES! o tak! będzie się działo :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 13.sie.2011, w Bez kategorii

Zawsze jak spotykam Kasię S. to później mi się ona śni… nie umiem określić uczucia, którym Ją obdarzyłem, ani to miłość ani kochanie ale coś więcej niż zwykła sympatia… Tak to też było tej nocy.
Wczoraj wogóle wyskoczyłem do Szkapy na browarka, przyjechał Kłaki, potem Alicja i na końcu dobił Rzymek (tu widzę, że pomiędzy tymi 2 osobami ostatnimi czasy bardzo zaiskrzyło hehe). Psosiedzieliśmy do 21 i przenieśliśmy się do Break’a na kolejną odsłonę Jam Session. No i tu oczywiście spotkałem Kasię :) przyszła z jakimś młodziutkim okularnikiem, aż się trochę skrzywiłem, że mogłaby z kimś takim kręcić no ale… Udało mi się ściągnąć też do Break’a Nizia, człowieka, który odkąd się ożenił praktycznie zniknął z życia towarzyskiego. Popiwkowaliśmy, pograliśmy trochę w bilard, ogólnie masę znajomych się spotkało i tak minął kolejny upojny piątek. Do domu wróciłem oczywiście przed 4 rano hehe a potem… cóż, po raz kolejny odiedziła mnie Kasia w moich snach :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 12.sie.2011, w Bez kategorii

Rzadko puszczam lotto ale od czasu do czasu pójdę do punktu i strzelę sobie „chybił trafił”. Jakże więc było moje zaskoczenie gdy wczoraj okazało się, że trafiłem trójkę we wtorkowym losowaniu hehe – całe 20 zł a kupon kosztował mnie zaledwie 3. Nie pamiętam kiedy ostatni raz trafiłem wygraną ale napewno nie było to w tym dziesięcioleciu. Szkoda, że nie była to szóstka ale jak sie nie ma co sie lubi to sie lubi co sie ma :D pieniądze pójdą na słodycze dla Zuzi a jak :)

wczoraj mi się śniło, że byłem fotografem i robiłem zdjęcia głownie naturze, roślinom, zwierzętom ale także i ludziom… dziwne, bo mnie do fotografiki jakoś nigdy specjalnie nie ciągnęło…

Kłaki będzie tatusiem! Będzie miał synka hehe. Za niedługi czas będzie miał ślub z Marzenką. Fajnie, że tak mu się odmieniło życie. Od przegranego alkoholika pukającego do bram śmierci po szczęśliwe sanatorium rodzinne :) Oby tak dalej!

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 09.sie.2011, w Bez kategorii

Mam dość. Wszystkiego co jest związane z hazardem. Mojej pracy, wszystkich wyjazdów, robienia z siebie idioty. Czemu? Mój drugi wyjazd do Legionowa. Wszystko zapowiadalo się, że będzie tymrazem dobrze. Pojechałem razem z Grażynką (ona na miesiąc), zakwaterowaliśmy się w nowo wynajętym mieszkaniu, warunki, hmmm… gorsze niż na starej kwaterze ponieważ tylko 1 pokój był oddzielony i zamknięty, ja dostałem pokój przechodni a Grażynka ślepy pokój obok mojego. Bez drzwi tylko z zasłonką… żeby wyjść albo wejść do siebie musiała przechodzić przez mój pokój. To jeszcze dało radę wytrzymać. Brak ciepłej wody przez 6 dni też dało radę wytrzymać, to że w ciągu 7 dni dostałem 6 nocek, też boleśnie bo boleśnie, ale dało radę wytrzymać ale kroplą, która przebrała czarę była moja ostania niedzielna nocna zmiana.
Długo ona nie potrwała. Zaledwie 2 godziny. Wsystko przez rozróbę jaką zrobił klient i niestety to ja byłęm tego najwiekszą ofiarą. Koleś wygrał 1000 zł i zamiast przelać sobie z wygranej na kredyt tak jak mu mówiłem, bo inaczej nie mógłbym mu skasować automatu i wypłacić wygranej, ten debil wszedł w ryzyko i stracił całą kasę. OCzywiscie całą winą obarczył mnie. Był nieżle podpity i zaczął mnie atakować słownie. Chociaż to chyba mało powiedziane. Zaczął mnie besztać na całego, wyzywać mnie i poniżać. Nie chciałem zaogniać sytuacji, ponieważ byłem na zmianie z Grażynką i Agnieszką, zawiadomiłem kierownika żeby przyszedł no i wezwałem ochronę. Koleś jednak nie dawał za wygraną. Lżył mnie i zaczął grozić. Póki były to obrazy słowne jakoś to przyjmowałem na siebie, trudno taki fach mam… ale kiedy zaczął mi grozić przemocą i że mi połamie nogi to sprawa się rypła. Kierownik przyjechał, na monitoringu wyjaśniło się, że to ja mam rację ale klient nie odstąpił. Musiała przyjechać policja. A ten mi dalej groził, w obecności obsługi, klientów, ochrony i policji, połamie mi nogi i będzie na mnie polował… to już było naprawdę przegięcie, tymbardziej, że w salonie (który praktycznie momentalnie opustoszał z normalnych graczy) pozostało kilku jego znajomych, którzy przychodzą tam codziennie. Zgłosiłem policji groźby karalne i czekam jak się ta sprawa potoczy dalej…
pod osłoną nocy, kierownik odwiózł mnie na kwaterę. Czułem się jak jakiś uciekinier i ścigany. Poniżony na maksa i zastraszony…
To jest już kres. Nie pojadę więcej już do Legionowa. Nie zmuszą mnie w firmie do tego. Koniec i kropka…
a i jeszcze na koniec wspomnę, że następnego dnia, w poniedziałek kiedy miałem wracać do domu, nasz nowy cudowny dyrektor się wypiał totalnie i stwierdził, że mnie nie zawiezie do domu i muszę wracać na swój koszt i radzić sobie sam (podobnie Bernatka, która miała przyjechać po mnie i zostać na 2 tygodnie). Całe szczęście, że mam tak wspaniałych przyjaciół jak Krzysiek. Jeden telefon i zgodził się zabrać Bernatkę z Radomia i przyjechać po mnie… za dużo tych złych emocji chodzi mi po głowie. Muszę się zrestartować. Czekam na upragniony urlop. Od 15 mam mieć 2 tygodnie… no i już niedługo koncert Deftones… muszę się zebrać w sobie na nowo…
a wracając jeszcze do Grażynki, hmmm… w sumie przez ten rok pracy w salonie miałem z Nią mały kontakt, ciągle się praktycznie mijaliśmy zmianami, nasz kontakt był mizerny, tu podczas tego naszego wspólnego pobytu muszę stwierdzić, że ta nasza znajomość na swój sposób się zacieśniła bardziej i było naprawdę miło :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 22.lip.2011, w Bez kategorii

Mało coś piszę ostatnio… Ale to chyba poprostu brak weny i chęci do przelewania myśli na ekran komputera. Zresztą nic odkrywczego tu nie ma, niewiele jest debat filozoficznych czy zajawek ukazania tej mądrzejszej mojej strony (a jest taka?)…
Lipiec leci, wakacje i lato w pełni. No właśnie… Po pierwsze to pogoda jest całkowicie do bani bo prawie przez cały ten miesiąc to pada i pada a jak nie pada to i tak jest szarówka. Dni słonecznych jak na lekarstwo. Może się to zmieni w najbliższym czasie. Może uda mi się dostać upragniony urlop na drugą połowę sierpnia i troche poleniuchuje w słoneczku. Teraz wogóle nie odczuwam wakacji i lata. Nic a nic. CIągle robota i robota. Teraz dopiero mam chwilkę do złapania małego oddechu, z grafiku mi wyszło 4 dni wolnego no i korzystam jak mogę a mogę niewiele. Raczej w tym roku po raz kolejny spędzę wakacje w betonie. Na jaikolwiek wyjazd poprostu mnie nie stać… SMutno mi z tego powodu bardzo, bo wszyscy znajomi wokół mnie gdzieś wyjeżdżają na wakacje a potem to opowiadają i opowiadają a ja siedzę jak ten posąg i przytakuję głową a na pytanie „a Ty gdzie w tym roku jedziesz na wakacje?” z reguły odpowiadam milczeniem…
Zuzia już u ojca 2 tygodnei siedzi. Jakoś tak bardzo pusto w domu bez niej. Tęsknię za Nią bardzo. Co to będzie jak już na stałe od września zamieszka u ojca w stolicy. Już teraz nie mamy z Nią żadnego kontaktu… ech ależ to życie pokręcone, pojebane i smutne…
Wczoraj trochę się rozweseliłem, bo Izka Prokop znowu zjechała na kilka dni z Anglii. Spotkaliśmy się oczywiście w Szkapie, był i Mazi, popiwkowaliśmy, pogadaliśmy i 5 godzin zleciało w try miga. W sobote jeszcze się mamy spotkać w Szkapie na reload i Izunia wraca do Londynu.
A ja cóż… Life goes fuckin’ on…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::LEGIONOWO:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 05.lip.2011, w Bez kategorii

W końcu w domu! po tygodniowym pobycie w Legionowie znowuż mogę oddychać moim śmierdzącym radomskim powietrzem :) ale zanim dojechałem do Legionowa po drodze jeszcze odwiedziłem z moim dyrektorem Pawłem salon w Otwocku i muszę przyznać, że bardzo fajne i miłe miejsce :)
co mi dał ten pobyt? napewno dużo doświadczenia ale też i masę nerwów i stresów. Sam salon gier nawet fajny. Mniejszy niż nasz ale ruch tutaj ZDECYDOWANIE większy. Wiedziałem co mnei czeka, ponieważ z całej dobrutowskiej ekipy jechałem ostatni. Wiedziałem czego się wystrzegać i na co zwracać szczególną uwagę.
Mieszkanie, w którym dane mi było spędzić ten tydzień było conajmniej… mało urokliwe… Widać tu było we wszystkim jeszcze początek lat 90-tych, niestety czuć było straszną stęchlizną. Miałem duży pokój z balkonem (na dniach dzieciaki mi dawały ostro popalić krzykami), stan łazienki i ubikacji oceniam jako zły, no ale ogólnie jakoś dało radę tam spać.
Już mój pierwszy dyżur na salonie okazał się wypłynięciem na głębokie wody. Chłopak, z którym miałem mieć nockę, tuż przed rozpoczęciem pracy uległ wypadkowi na motorze i rozwalił sobie kolano… ale… przyszedł mimo wszystko do pracy i na własną odpowiedzialność w niej został. Pięknie… Póki trzymał go szok, póty w miarę jakoś egzystował, ale po północy szok ustąpił a wrócił mu mega ból. Nie był w stanie nic już zrobić, położył się i usnął a cały salon został na mojej głowie… na szczęście jakoś ogarnąłem sprawę i  miałem wszystko pod kontrolą choć bywały chwile zwątpienia.
Następne dni w pracy mijały jako tako. Ludzie z obsługi w miarę a najbardziej spoko z nich wszystkich był Krzysztof (był w maju u nas w Dobrucie na wymianie 3dni). Niestety pojawiły się też i czarne owce w stadzie a już najczarniejszy to był Krystian. Chłopak, któremu co rusz to się nie zgadzała kasa, zresztą manka na tym salonie to rzecz powszednia tylko, że dziury muszą łatać pracownicy… Ja musiałem oddać 150 zł do kasy salonu kurde i na bank jestem przekonany, że nie z mojej winy. Na szczęście z napiwków uzbierałem ponad 200 zł więc suma sumarum wyszedłem na plus. Jednakże podsumowując cały mój pobyt to… musiałem do tego syfu dołożyć… Cyrki się dzieją w naszej firmie. Szkoda gadać…
Legionowo mi obrzydło. Dopadły mnie jeszcze duże problemy gastryczne i przez drugą część tygodnia miałem ogromne wzdęcie i ból (prawdopodobnie po zjedzonym nieświezym kebabie)… podsumowując – nie mam już ochoty ponownie jechać do Legionowa, jednakże chyba jeszcze w najbliższej przyszłości będę musiał…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 20.cze.2011, w Bez kategorii

hmmm…
Po raz kolejny powrócimy do najbliższej przeszłości :)

W piątek u mnie w salonie było kolejne „spotkanie z kulturą”. Tymrazem gościem była pani Hania Banaszak  z zespołem. Dała krótki recital, jakieś 40 minut, fajnej jazzującej muzyki z elementami samby, mnie się osobiście podobało choć ogólnie impreza absolutnie nie wypaliła bo było może 30 osób na sali… ale cóż z chama nie zrobisz osoby obytej, bez odpowiedniej reklamy koncertu nie dało się zebrać tutaj odpowiedniej publiki, bo miejscowej okolicznej wiejskiej ludzności raczej takie koncerty kompletnie nie interesują… szkoda…

A w sobotę ślub wzięli Ela Jazienicka ze swoim Sebastianem :) choć byłem zaproszony na obie części uroczystości to zjawiłem się tylko na ślubie… Przyznam, że Ela wyglądała bardzo bardzo ładnie a i oprawę ślubu miała fajną :) dużo ludzi ale mnie uderzyło i zabolało coś innego… praktycznie nie było na ślubie nikogo z naszej starej paczki :( dopatrzyłem się tylko Piegiego z Agnieszką, Messera z żoną, Martę Jaźwiec no i Kropkę, która była starszą… a gdzie Karolcia???? przecież to była kiedyś najlepsza siostrzana przyjaciółka Eli, były jak papużki nierozłączki. Wiem, że jakiś czas temu wszystko się popsuło między nimi ale myślałem, że chociaż się pojawi na ślubie. Brakowało zresztą mi bardzo wielu bliskich znajomych, ech co to się porobiło… co to za życie… ogromna ogromna szkoda i jakiś taki żal w moim sercu zagościł, że wszystko co było fajne i piękne w przeszłości dziś już nie ma absolutnie miejsca. A przecież jeszcze nie tak dawno spotykaliśmy się w dużym gronie starych znajomych.. Życie…
W każdym razie mnie było bardzo miło być świadkiem tej doniosłej dla Eli chwili. Zapamiętam Ją w tej białej sukni do końca życia :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 10.cze.2011, w Bez kategorii

Jestem fanem Batmana. Może nie jakimś tam fanatycznym ale Ciemnego Rycerza polubiłem będąc dzieckiem. Bodajże w 1991 roku obejrzałem po raz pierwszy film z Keatonem w roli Nietoperka (ogólnie to jakoś tak nigdy mi on nie pasował, a z wszystkich batmanów zdecydowanie najlepszy jest Bale), zacząłem kupować komiksy z TMSemic i wchodziłem tak powoli w ten jego mroczny świat. Później w 1994 roku a właściwie bardziej już w 1995 TVP2 zaczęła nadawać w piątkowe poranki serial animowany „Batman:The Animated Series”. Bardzo lubiłem go oglądać, tymbardziej, że w 6 klasie podstawówki w piątki chodziłem do szkoły na 2 zmianę :) utkwił mi ten serial bardzo w pamięci, mroczna kreska, ciekawy scenariusz odcinków, no i Batman! :D później w kolejnych latach moje zainteresowanie Nietoperzem znacznie osłabło, pojawiły się inne ciekawe rzeczy na horyzoncie. Batman spadł z piedestału. Oczywiście za każdym razem, gdy wychodził kolejny film fabularny o Mrocznym Rycerzu oglądałem go (no prawie) z wypiekami na policzkach. Jednakże po upływie kilku lat w głowie ciągle miałem ten serial animowany. Niestety nie dane mi było go nigdzie znaleźć. Niby jakiś czas temu był puszczany w jednym z kanałów kablówki ale:
1) nie mam kablówki
2) był dubbingowany czego ja osobiście nie znoszę
No i jakiś czas temu dzięki ogromnej pomocy Krzyśka, cała seria wpadła w moje ręce. W wersji oryginalnej! Bez żadnych tam słabych dubbingów, z Batmana wydobywał się głos Kevina Conroy’a, a Joker mówił głosem Marka Hammil’a :D no i odleciałem. Od przeszło już prawie 2 tygodni dawkuję sobie praktycznie codziennie po 2-3 odcinki (trwają średnio po 21 minut każdy) i ponownie mogę się zaszyć w ten mroczny świat hehe. Wiem, że ciągle dzieciak we mnie tkwi, mimo że skończyłem już 29 lat ale czy bycie poważnym dorosłym jest takie fajne? Ja myślę, że nie! :D

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::It’s me again:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 02.cze.2011, w Bez kategorii

Kolejny koncert KoRna, który dane mi było przeżyć przeszedł już do historii… Po raz 4 odwiedziłem chłopaków z Bako pod sceną i przyznam szczerze, że to był dobry koncert. Wyskakałem się, wybawiłem, mosh był nieziemski ale… wszystko od początku :)
Rano zgadałem się z Bikerem, Kłakim i Piotrkiem Kornikiem i busem udaliśmy się do stolicy. Reszta znajomych miała dojeżdżać autami w miarę upływającego czasu. A czemu ja tak wcześnie wybiłem? a coś mi się w bani uroiło, że w końcu już na tylu koncertach KoRna byłem a jeszcze ani razu nie byłem na przedkoncertowym fanowskim spotkaniu. No i zgadałem się z Adkiem, który miał na mnie czekać nas miejscu.
Sama podróż busem przebiegła w bardzo przyjemny sposób. Złocisty napój sączył się z butelek a ja z chłopakami wspominaliśmy wiele dawnych fajnych czasów. Po przyjeździe do stolicy trzeba było coś jeszcze do żołądka wrzucić. No i skorzystaliśmy z kebabów z punktu o bardzo mile brzmiącej nazwie LUXTORPEDA (tak samo nazywa się nowopowołany przez Litzę zespół :P ). Kebaby owszem i pożywne ale niezeimsko ostre i pikantne, mimo że sos był zaledwie mieszany hehe.
Szybko się przemieściliśmy na teren kampusu SGGW, gdzie cała impreza – Ursynalia 2011, się odbywała. Przyznam szczerze, że to chyba najładniejszy kampus w całej Polsce. Ech, nic tylko tu studiować…
Od rana z nieba lał się żar tropików. Masakra. A po kampusie na wpół roznegliżowane studentki leniwie kroczyły pokazują swoje uroki… Na głowie robiło się coraz cieplej, bo przecież do akademików rzut beretem… hehe :D no ale hedonistyczne myśli odrzuciłem na bok i ruszyliśmy z ekipą do Centrum Wodnego SGGW gdzie było spotkanie z ludźmi z Kornzone.pl Oczywiście wszystkim dowodziła niestrudzona Gia.
Na początku podpisywaliśmy prezenty dla członków KoRna, plansze ze zdjęciami, tablice do parkowania (KoRn parking only), postrzelaliśmy wspólne zdjęcia no i przeszliśmy do kręcenia dla KoRna krótkiego filmiku od fanów z ich wypowiedziami. Wśród 5 szczęśliwców znalazłem się Ja i Adek :) no to powiedziałem kilka miłych słów dla KoRniarzy, podziękowania, jakieś tam moje wywody wewnętrzne na totalnym spontanie po angielsku hehe no i oczywiście przestrzegłem Ich, żeby pamiętali kim są i pamiętali o fanach, bo bez fanów nie istnieją.
Później przeszliśmy już wszyscy na teren imprezy. Wszędzie te studentki ech… :P czemu ja już nie studiuję? ciągle zadawałem sobei to pytanie :D ale wracając do sedna opowiadania, jak to na takie imprezy i długie czekanie nie odbyło się oczywiście bez browarków :P pozwiedzaliśmy trochę kampus no i poszliśmy pod scenę na Carrion (moi ziomkowie z Radomia), fajny dali gig, rozbudzili sporawą już grupę ludków pod sceną. Później wróciłem z chłopakami pod parasolki, bo upał był nieziemski. Skwar jak na pustyni a z terenu dochodzić zaczęły niepokojące wiadomości, że idzie ogromna burza w kierunku stolicy… no i te studentki i hostessy kręcące się między stolikami… od jednej dostałem prezerwatywę sponsorowaną hehe a kiedy w żartach się zwróciłem do tej hostessy czy może też ona jest datkiem i czy pomoże mi wypróbować to „coś” to się nieźle zaczeła śmiać hehe no i lekko się zarumieniła :)
W międzyczasie dojechał Krzysiek, odnalazłem Karolcię ze znajomymi, dojechał Banan z ekipą, embriony-fractale też się pojawiły. Na scenie przeleciał Proletariat, coś tam niecoś posłuchałem siedząc przy piwku a potem pod scenę, bo

STILLWELL

nowy projekt Fieldy’ego, w którym gra na gitarze. Przyznam, że dziwnie z tą gitarą wyglądał ale grać to on potrafi i to jak! Sam koncert przebiegł w błyskawicznym tempie. Zagrali jakieś 25-30 minut, 7 kawałków ale bardzo bardzo żywiołowych, szybkich. Ludzie już zaczęli szaleć, skakać, w powietrze wznosiły się tumany kurzu, ludzie zaczęli się dusić piaskiem ale ostro dawali pod sceną. Ja też się nieżle wybawiłem, praktycznie będąc pod samą sceną. Godne zauważenia poza tym, że muza naprawdę bardzo fajna i na żywo super to fakt, że Fieldy nieźle zrzucił z wagi :) ale widać, że jest w świetnej formie fizycznej i mentalnej. Ciągle się uśmiechał i to nie były śmiechy wywołane trawką czy innymi uzywkami (już wszystko porzucił odkąd się nawrócił), to poprostu była szczera radość czowieka, który nieziemsko cieszy się z tego co robi :) Koncert bardzo bardzo fajny, szkoda tylko, że nie dłuższy.

czas mijał, ja pod sceną. Stwierdziłem, że się stąd już nie ruszam mimo, że do Korna zostało jeszcze 2 godziny… po chwili na scenie pojawił się

JELONEK

gitarzysta Huntera, który założył swoją kapelkę, w której gra na… skrzypcach. A do tego mocna perkusja i metalowe gitary. Projekt świetny!!! Na początku mała uroczystość, bo Jelonek 2 dni wcześniej skończył 40 lat, był tort i gromkie sto lat a później… Szatan zaatakował muzyką klasyczną barokową :D Jelonek miał na sobie koszulkę „Kill’em all” oraz… frak :D takie połączenie 2 światów muzycznych. A Koncert i muza na żywo 1 klasa. Wśród publiki istny szał ciał, takie pogo i mosh, że szok. Myślałem, że mnie zmiażdżą pod tymi barierkami hehe a połączenie muzyki klasycznej z metalową wyszło naprawdę świetnie. Taki np Chopin zagrany w metalowej wersji, super :D po kilku kawałkach niestety ale zrezygnowałem z mojej miejscówy… nie dało się wytrzymać tego naporu, kurzu w ustach itd. ale zabawa była przednia, tymbardzije, że nieżle już pochmurniało i niestety ale burza była już nieopodal. Błyskało się, pioruny waliły, ale w sumie robiło to świetną oprawę do koncertu. No i nagle… Lunęło. Ale to nie był zwykły deszcz. To było kurde istne oberwanie chmury. Wycofałem się spod sceny całkowicie i wraz z większością ludzi uciekłem pod namioty i parasole z piwem. A Jelonek skońcaył występ dla tych zatwardziałych hardcore-owcw co zostali pod sceną. Masakra :D

Odnalazłem moją ekipę i pod piwnymi parasolami czekaliśmy aż deszcz ustąpi, a nie chciał za bardzo. Obawialismy się czy występ KoRna w związku z tym nie zostanie odwołany… no ale jednak wszystko się dobrze skończyło bo po jakiś 40 minutach przestało padać… udaliśmy się spowrotem pod scenę… tam jakaś kapelka sobie grała, która wygrała jakiś tam konkurs kapel. Nawet nieźle brzdąkali. Ludzie zaczęli się zbierać. Kilkadziesiąt tysięcy czekało już tylko na Gwiazdę wieczoru…

KORN

W 2008 roku, w lutym, jak KoRn grał na Warszawskim Torwarze (w sumie z oryginalu to byl tylko JD i Fieldy wtedy) po tamtym koncercie byłem mocno zawiedzony i przysięgłem sobie, że taką manianę jak wtedy odwalili to już koniec i więcej na KoRna nie pojadę, chyba że zagrają w oryginalnym składzie. W sierpniu zeszłego roku nie pojechałem ale w tym roku zdecydowałem się jednak, a co mi tam. I przyznam szczerze, że to była bardzo dobra decyzja! no i w sumie bilety po 30 zł i cały trip się zamknął w 100 zł, druga tak tania okazja już się nie powtórzy :D

wracając do wczorajszej nocy… dorwałem Kłakiego i przemisciliśmy się praktycznie pod samą scenę. W końcu początke koncertu jest najważniejszy :) i tu 1 niespodzianka, po raz 1 w Polsce z tych wsyztskich koncertów na których byłem otworzyli grając „Blind”, ależ była masakra wśród publiki! Takeigo moshu to ja nie pamiętam od Spodka 2005. To co się działo, mogę nazwać jednym słowem „OBŁĘD”. Jakoś przeżyliśmy z Kłakim choć w jego oczach widziałem błagalne „Kurwa zabierz mnie stąd” :D a potem nie ma zwolnij, przejście w „Here To Stay” i powtórka moshu. Pod sceną była istna rzeźnia. Ja pierdzielę. Ludzie umierali na oczach i po chwili się odradzali :D ale żeby nie było to 3 kawałek też rzeźnia i mega mosh – „Pop a pill” z ostatniej płyty. 3 kawałki i większość ludzi pod sceną była zdewastowana! Martwi! Mosh nieziemski. Takiego początku koncertu to ja jeszcze nigdy nie przeżyłem jeśli chodzi o KoRna. Dali z siebie 1000 procent. Fani nie byli gorsi. Ja też umarłem. I jeszcze dostałem z bani w żuchwę tak mocno od nższej dizewczyny, że myślałem że mi ona pękła (do teraz jak to piszę jest nieźle spuchnięta)…
Potem dziwnie przerobione ale znajome intro i… „Freak on a leash”, kolejne szaleństwo pod sceną. Tłum kłębiących się ludzi w szaleńczym tańcu derwisza… Ja się już wycofałem trochę do tyłu, Kłaki uciekł daleko do tyłu.  Potem mały jam i wejście Jonathana z dudami. „Shoots & Ladders” z przejściem w „One”. No i w końcu chwila oddechu bo „4U”, pięknie wykonane, z pasją. Ludzie trochę odetchnęli. Ale tylko trochę, bo już za chwilę poleciał „Got The Life”. Następnie w bardzo fajnej aranżacji „Alone I Break”. A potem znowu rzeźnia. „Oildale”. Ludzie znowu zaczęli szaleć, żeby po chwili móc złapać siły podczas zajebiście mistycznie wykonanego „Throw Me Away”. Wow! Ależ tutaj Jonathan dał popisu ze swoimi wokalizami… i te mroczne ciężkie gitary zwolnione na maksa… to było jak msza! A później zagrali ten pseudodubstepowy kawałek (jak to mówi Krzysiek) „Get Up” i… koniec! Pożegnali się zaledwie po 50 minutach koncertu… ale ale, wiadomo że będzie bis :) Wyszli i rozwalili ludzi „Falling Away From Me” a potem najdłuższy chyba medley w historii ich wykonania live. „Coming Undone” przeszedł w „We Will Rock You” (ludzie tutaj się świetnie bawili), potem przejście w „Twisted Transistor”, potem w „Make Me Bad”, „Thoughtless”, „Did My Time” i ostatnie przejście w „Clown”. Medley polegał na tym że grali jedną zwrotkę, refren i następna piosenka. Długie to było ale przyznam szczerze, że wolałbym zamiast tego 4-5 całych piosenek, no ale cóż… A na zakończenie zagrali „Y’All Want a Single” oczywiście z mocnym akcentem udziału publiczności i to już był naprawdę koniec. Pożegnali się i zaczęli rzuczać ludziom pamiątki. Ray mnie zaskoczył bo oprócz pałeczek rzucał też ludziom podpisane naciągi (byłem bliski złapania jednego ale obsunał się mi po palcach i złapała jakaś osoba za mną).
Podsumowując koncert był udany. Może nie był świetny, może zabrakło na nim paru fajniejszych kawałków, ale naprawdę wybawiłem się jak szalony, jakbym miał 10 lat mniej :) nagłośnienie było bardzo dobre a chłopaki widać, że w formie. FIeldy szalał na basie, Munky miał fajny makijaż maskę na twarzy i też dawał na wiośle. Jonathan w swoim dresiku i nowym rodzaju brody :D z pełnymi bakami ale bez wąsów, wokalnie też się postarał i nie przeszedł obok koncertu. Ray na perkusji trzymał dobre tempo i bit i momentami też od siebei dawał wstawki takie, że ciarki przechodziły. No i na scenie jeszcze jako tło robił klawiszowiec Zach ale na szczęscie podczas koncertu był naprawdę TŁEM i nic więcej, no i z tyłu schowany 2 gitarzysta (nawet nie wiem kto teraz z nimi na tej trasie wiosłuje). Było fajnie i tyle. Napewno bardzo mile będę wspominał ten gig! :D

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 24.maj.2011, w Bez kategorii

i po weselu :) w sobotę świetnie się wybawiłem z Karolcią na weselu Rafała i Eweliny, ech, takie wesela to ja lubię :) Karolcia bardzo ładnie wyglądała i świetnie się prezentowała również na parkiecie.  Przyznam, że zawsze chciałem z Karoliną pójść na wesele ale przez te nasze 10 lat znajomości jakoś nie było okazji choć już kiedyś Ją zapraszałem. W każdym razie impreza się udała. Popiłem sobie trochę, pojadłem, pogaworzyłem z rodzinką, potańcowałem ot standardzik weselny :D balowaliśmy do 4 nad ranem i zmęczeni ale radośni udaliśmy się do domów :)
a 18 czerwca czeka mnie wesele Eli. Idę już po raz trzeci z Marzenką Matysiak, hehe, zaczynam się śmiać, że to moja etatowa partnerka weselna :) ale trzeba szaleć póki czas ku temu :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 19.maj.2011, w Bez kategorii

czas pędzi jak szalony i jestem po ostatnim tygodniu wyczerpany. W pracy istny kociokwik, przygotowania do wielkiej piątkowej imprezy z Baletem jak i sama impreza już za nami. Było naprawdę dużo roboty, 15godzin w pracy na nocy… i ciągłe latanie, ciągłe usługiwanie… a vipy się schlały a co po niektórzy troche poorgiowali, żenada. Dobrze, że to już mam za sobą, pora trochę odpocząć.
W niedzielę za to znowuż odbyła się komunia Zuzi, po kościele wszyscy pojechaliśmy do knajpy o nazwie „Retrospekcja”, fajny wystrój wnętrz, w tle leciał rock i blues, miejscsami Metallica hehe. Najważniejsze, że Zuzia po komunii była bardzo zadowolona, dostała prezenty i troche gotówki, ale wszystko w umiarze, cieszy mnie to, że nie było tej komunijnej gorączki obecnej dookoła.
A w najbliższą sobotę razem z Karolcią idę trochę się pobawić na weselu Rafała i Eweliny :)

Zostaw komentarz więcej...

…………………………………….”AUTYSTYCZNY”……………………………………..

przez , 19.maj.2011, w Bez kategorii

jedziemy w górę mapy morze jest na północy
a z nami leci ziemia jak wystrzelona z procy
wiem że do mnie mówisz wiem i wszystko słyszę
nie mogę odpowiedzieć przy drodze drzewa liczę

ej ej na pierwszy rzut oka
ej ej nie widać że kocham
ej ej na pierwszy rzut oka
nie widać że cie kocham

śledzę jak kabli linie zbliżają się do siebie
a potem oddalają na zachmurzonym niebie
zaparowane szyby palcami po nich piszę
a ty coś do mnie mówisz wiem i wszystko słyszę

ej ej na pierwszy rzut oka
ej ej nie widać że kocham
ej ej na pierwszy rzut oka
nie widać że cie kocham

w krainie nigdzie-nigdzie zaplątany sam w sobie
trochę egoistycznie siedzę i nic nie robię
ciało jest obecne grzeczne i na kanapie
duch wolny się wyrywa i hula razem z wiatrem

krzyczysz że chowam się przed tobą i jestem skryty
lub chcąc być blisko ze mną solidarnie milczysz
kochając i się złoszcząc znosisz to cierpliwie
ja też cię bardzo kocham tylko trochę autystycznie

wiem o tym wszystkim ty chyba też wiesz
i choć nie płaczę przy tobie coś między nami jest
uśmiecham się do siebie trochę tajemniczy
znów pytasz o czym myślę odpowiadam że o niczym

ej ej na pierwszy rzut oka
ej ej nie widać że kocham
ej ej na pierwszy rzut oka
nie widać że cie kocham

—–

zajebisty kawałek, nowy projekt Litzy – LUXTORPEDA z Hansem z 52 Dębiec na wokalu, wszedł mi w banię i słucham non stop :) no i tekst, może trochę prosty w formie ale za to jaki prawdziwie żywy! :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::memory remains::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 11.maj.2011, w Bez kategorii

Mija równe 10 lat od mojej matury. Boże jak ten czas szybko leci… Za szybko… Co dziś pozostało z tamtej licealnej klasy? Chyba niewiele, zresztą nigdy jakoś specjalnie nie byłem związany blisko z ludźmi z mojej klasy, skoro po 4 latach wspólnego łażenia do jednej budy tak naprawdę z klasy nie mam ani jednego przyjaciela. Kumpli i znajomych owszem ale przyjaciół – zero. Więcej bliższych znajomych mam z innych roczników. Może dlatego, ze tak naprawdę moja klasa nigdy nie była zgrana. Potworzyły się grupki, towarzystwa wzajemnej adoracji niespecjalnie przepadające jedna za drugą. Ja zawsze byłem neutralny  i z każdą z tych „grup” miałem w miarę normalne kontakty ale jak napisałem wcześniej – przyjaciół w mojej klasie to nie miałem.
10 lat… Pisemny język polski, dzień później historia… tydzień później ustny angielski, z ustenj historii byłem zwolniony i na koniec 23 maja w środę ustny język polski. Jak dziś to wszystko wspominam? hmmm… jak zło konieczne :) aczkolwiek nie taki diabeł straszny jak go malują. Zdałem maturę z ogólnym wynikiem dobrym no i skończył się tak naprawdę okres liceum – czasów dla mnie tak naprawdę dziwnych ale z wieloma plusami. Pamiętam jak obiecywaliśmy sobie na ostatnim naszym spotkaniu na zakońćzeniu roku, że będziemy wspólnie świętować 10-lecie matury… jak widać, do spotkania nie doszło. Każdy ma swoje życie… I chyba tak już zostanie. Nie ma sensu na siłę robić spędów a jeśli kiedykolwiek do takiego spotkania klasowego dojdzie, postaram się pójść :)

Ela się żeni z Sebastianem. 18 czerwca wesele. Zaprosiła mnie. I cieszę się i smucę. Zamierzam pójść bo zawsze bardzo Elutkę lubiłem i ceniłem, 10 lat jak Ją znam i wiele fajnych wspólnych chwil przeżyliśmy. Fajnie, że sobie układa życie i trzymam za Nich mocno kciuki by się im żyło jak najlepiej :) Tylko skąd ja na to wszytko kasę znajdę ech… życie bywa brutalne…
już w niedzielę komunia Zuzi, chciała wrotki dostać, muszę jakoś się napiąć i spełnić jej prośbę… 21 maja wesele Rafała… kurde… potem wyjazd 1 czerwca na Ursynalia… a 6 czerwca jadę na tygodniową delegację do Legionowa, oczywiście nie dostanę z firmy zwrotu kosztów bo są cięcia… a jechać trzeba… potem to wesele Eli i Sebastiana… do tego te długi, które tak mocno cisną… ech… Powinienem się jednak cieszyć z tych wszystkich wspaniałych okazji do radości a jakoś nie umiem…
Jestem (i chyba zawsze byłem) PONURAKIEM…
koniec na dziś…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 02.maj.2011, w Bez kategorii

Piatkowy koncert O.S.T.R okazał się w moim mniemaniu być… nie tak do końca udanym wypadem jakim miał być. Nie dość, że na sam koncert trzeba było czekać ponad 4 godziny od wejścia (a był tylko 1 support jakieś gówniane hh) to sam koncert trwał tylko lekko ponad godzinę. Akustyka fatalna… słabo bardzo było słychać podkłady i muzykę, sam OSTR przyznam że w niezłej formie, dawał radę i jego akurat było w miarę słychać. Jednakże to był natenczas chyba mój ostatni koncert OSTRego, chyba że zagra z żywym zespołem a nie przy pomocy puszcznych podkladow z deków, wtedy pójdę. W porównaniu do tego co było w październiku 2009 w Katakumbach to muszę stwierdzić, że jednak całościowo to było małe nieporozumienie no ale cóż G2 ogólnie nie nadaje się do koncertów z muzyką na żywo…
W międzyczasie z Rzymkiem i jego nową koleżanką Justyna (która to już hehe) popiwkowaliśmy trochę i pogaworzyliśmy, później zjawił się jeszcze Grzesiek Hernik i z nim to ponawijałem bo nie widzieliśmy się praktycznie rok… a po koncercie z buta do domu, w kimę dopiero przed 2 w nocy a o 5 rano do pracy wstawanko… super poprostu super :) po tym 2 dniowym maratonie nastepnego dnia w pracy czułem się megafatalnie ale jakoś dałem radę. W końcu to tylko 12 godzin pracy…
A wczoraj pojechałem odwiedzić z Bikerem jego Agatkę w szpitlu. Po tej całej traumie z utratą dziecka jakoś się w miarę dobrze trzyma. Nawet się uśmiechała przy mnie i trochę żartowała. Ważne, że do zdrowia już wraca a z czasem napewno uda im się i będą mieli tego wojego upragnionego dzidziusia :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 29.kwi.2011, w Bez kategorii

Wczorajszy dzień był bardzo mieszany jeśli chodzi o samopoczucie, odczucia i uczucia. Po środowej nocy w pracy wróciłem jakiś taki padnięty i o dziwo spałem prawie do 14. W środę na dniu Zuzia miała mały wypadek. Wróciła do domu cała we krwi, twarz, ręce, ubrania… Przestraszyliśmy się z siostrą bardzo, bo Zuzia bardzo płakała i nie chciała nic komplenie powiedzieć co się stało. Okazało się, że spadła z huśtawki i rozwaliła sobie (na szczęście tylko) wargę no ale krwi to jej nieźle z tej wargi wypłynęło… Do komuni ma 2 tygodnie, mam nadzieję że się wszystko ładnie zagoi.
Wkurzam się i denerwuję bo do dziś nie otrzymałem zapłaty za to moje lutowe przepisywanie słuchowisk radiowych Simony Kossak, z Niańkiem się mocno stosunki mi ochłodziły i teraz kurde nie wiem za bardzo jak i czy wogóle te pieniądze jeszcze odzyskam. Martwi mnie to bardzo bo zbliża się komunia Zuzi a tydzień później wesele Rafała. Te 5 stów właśnie miało być na te imprezy ech… nie wiem co zrobię tymbardziej, że powracają jak mantra nasze ogromne problemy mieszkaniowe….
W każdym razie wczoraj poszedłem odreagować. Najpierw popołudniu z Sobierajem się na piwku w Szkapie spotkaliśmy, pogadaliśmy, dużo zmian na mojej Komendzie zachodzi, ech… tęskno mi za tymi ludźmi i tamtą pracą no ale to już zamknięty rozdział w moim życiu. Później obaj skoczyliśmy do G2 na koncert Kultu, dołączył do nas też Rzymek, no i ogólnie paru znajomych się spotkało. Sam koncert fajny, choć chyba nie aż tak jak 2 lata temu. Jednakże nie ma co narzekać :) pobawiłem się, poskakałem, poszwędałem się po klubie, porobiłem trochę fotek i filmików no i… nagle ni stąd ni z owąd wyrosła przede mną w tłumie blondynka… sąsiadka z bloku za mną, kobitka przed 40tką ale figurą i kształtami grubo 10 lat mniej… wariat jestem… ona drynknięta już nieźle… ja również… szaleństwo i powrót na koncert spowrotem… a po koncercie jeszcze sobie z Nią zatańczyłem na odchodne i zmyłem się z Rzymkiem spowrotem do Szkapy.
W międzyczasie zadzwonił do mnie Biker z bardzo smutną wiadomością. Agata w szpitalu, dziecko nie żyje… :( niewiadomo jaka przyczyna. 5 miesiąc ciąży, ech zdołowała mnie ta wiadomość bardzo… tak bardzo się cieszyli na przyjście tego dzieciaczka… mam nadzieję, że szybko wrócą do dobrego samopoczucia, że Agata wyjdzie zdrowa ze szpitala i nie zrezygnują i będą się po raz kolejny starali o dzidziusia… 3mam za nich mocno kciuki!
W Szkapie natomiast juz nieźle wcięty zacząłem podrywać barmankę – Żanetę… bardzo fajna młoda dziewczyna, może ze 22 lata… wpadła mi w oko :) ale była bardzo odporna na moje zaloty, w końcu taki pijaczek jak ja raczej na starcie u Niej wczoraj byłem spalony :D
A dziś wieczorem koncert w G2 O.S.T.R.-ego. Idziemy z Rzymkiem. Ale najepierw przed koncertem wstąpimy do… Szkapy na piwko i małą pogawędkę z Żanetką :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 22.kwi.2011, w Bez kategorii

Nie wiem co się dzieje ale ostatnio praktycznie codziennie śni mi się praca, czyżbym był ukrytym pracoholikiem? Kurde, przecież ja jestem dość leniwym człowiekiem hahaha. Ale zaczyna mnie to niepokoić, że nie miewam ostatnio innych snów, że nie śnią mi się jakieś przyjemne rzeczy tylko praca i praca. A dziś w nocy to już w ogóle miałem megastresujący sen i to taki, że gdy się w środku przebudziłem to myślałem, że to dzieje się naprawdę, mało tego gdy usnąłem spowrotem to ten sam sen powrócił i go dokończyłem, dziwne…
Zbliża się komunia Zuzi a ja kurcze jeszcze nie mam pomysłu na prezent, myślałem nad jakiś zwierzakiem albo nad rowerem. Ciężko tak na sucho coś wymyślić bo Zuzia absolutnie nie przejawia chęci do pomocy :) mam nadzieję, że do 15 maja coś mi się wyklaruje w głowie :) a tydzień po komunii Zuzi idę na wesele mojego kuzyna Rafała a moją osobą towarzyszącą będzie Karolcia :) kiedyś już miałem ją zabrać na wspólne tany ale jakoś tak nie wychodziło a teraz będzie mi bardzo miło, że będzie mi towarzyszyć.
Za tydzień koncert Kultu a dzień później O.S.T.R.-ego :) niestety oba koncerty będą w G2 a ten lokal kompletnie do takich celów się nie nadaje, o fatalnej tam akustyce nawet nie wspomnę bo już nie raz to krytykowałem. W każdym razie koniec miesiąca zapowiada się rozrywkowo :)
ależ się ciepło zrobiło za oknem… ech… wiosna w pełni :) trzeba by się w kimś zakochać :D no ale narazie nie ma nikogo konkretnego na oku a osoba do której od 4 lat po cichu uderzam ciągle twarda jak skała…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 04.kwi.2011, w Bez kategorii

Wiosna chyba już na dobre powróciła :) Za oknem robi się coraz cieplej, czuć ją dosłownie wszędzie. Ale niestety są i minusy. Zaczynaja się pylenia tak dla mnie uciążliwych traw. Powrót alergii. A do tego jeszcze złapałem jakąś bakterię i choroba gotowa. Gorączka, kaszel, złe samopoczucie i leżakowanie w łóżku i walka z chorobą. Ale jest już coraz lepiej :)
W sobotę (o dziwo bo poczta nie pracuje) w mojej skrzynce na listy znalazła się długo oczekiwana przesyłka z Wysp Brytyjskich od Koroby a w niej…

książka Fieldy’ego „Got the Life: My Journey of Addiction, Faith, Recovery, and Korn”

Dzięki Pawłowi w końcu mogłem przeczytać biografię Reggiego i jego przemyślenia, jego walkę z uzależnieniami i słabościami, przygodę z Kornem. 2 wieczory i książka wchłonięta. Nie jest to może jakieś arcydzieło jednakże dla mnie, fana tego zespołu, wszelkie nowe informacje związane z tym zespołem (mimo że lata fascynacji są już daleko w tyle za mną) zostały dosłownie wciągnięte niczym woda wsiąkająca w bibułę :) Nie jest to książka która tak kontrowersyjnie pokazuje życie zespołu jak książka Head’a jednakże Fieldy pokazuje, że do wymoczków to on nie należał. Fajna lektura. Mogliby chłopaki w końcu wydać oficjalną biografię zespołu ale na cośtakiego mocno szczerego chyba trzeba będzie poczekać do schyłku tej kariery. No a koncert coraz bliżej. TO już niecałe 2 miesiące, a potem się zacznie odliczanie do sierpniowego występu Deftones :)

a jeszcze wspomnę o tym, że Dee Dee do mnie zadzwoniła kilka dni temu i chwilkę sobie pogadaliśmy. Ależ się ucieszyłem. Brakuje mi bardzo kontaktu z Nią no ale tak się toczy życie. Ważne że ten kontakt mały bo mały ale ciągle jest. Cieszę się, że układa sibie życie w Gdańsku, dostała niedawno tam pracę i gitara :) a ja muszę usiąść i naskrobać jakiś „mały” list do Niej hehe :)


Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 23.mar.2011, w Bez kategorii

16 sierpnia DEFTONES w Polsce!!! Zagrają swój pierwszy i jak narazie jedyny koncert, w Warszawie. Wielka szkoda, że My polscy fani aż tyle lat musieliśmy czekać na przyjazd tej wspaniałej kapeli… ech… może i najlepsze lata Chino i spółka mają już za sobą ale jechać trzeba!!! zresztą już z Krzyśkiem sie wstępnie ustawiliśmy na wyjazd :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::Pożegnanie Małysza::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 20.mar.2011, w Bez kategorii

Dziś Adam Małysz oddał swój ostatni oficjalny skok w karierze. Ten wspaniały polski sportowiec i jeden z najlepszych skoczków w histori tej dyscypliny zajął w swoim ostatnim konkursie 3 miejsce (1 był Kamil Stoch który miejmy nadzieję przejmie pałeczkę zwyciężcy od Adama) dzięk iczemu zajął 3 miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, do tego odniósł swój największy sukces w rywalizacji drużynowej, bo Polacy na koniec sezonu również stanęli na 3 miejscu podium. Szkoda, że tak wielki sportowiec, tak skromny zarazem człowiek ale wielki wojownik schodzi ze skoczni, nigdy już nie będziemy mieli takiej klasy zawodnika. Chwała mu za te kilkanaście lat kariery, za te wiele chwil radości i łez szczęścia. Pamiętam jak oglądałem jego pierwsze skoki w karierze, jego pierwsze zwyciestwa, jego drogę na szczyt i później załamanie a następnie odrodzenie jak feniks, ech… cudne lata. Adaś – Dziękuję CI!

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 14.mar.2011, w Bez kategorii

wkroczyłem w wiek 29 lat… w piatek… hehe, kurde robie sie stary… w pracy czekała mnie bardzo miła niespodzianka, poza życzeniami dostałem od załogi komplet Jack Daniels+2 szkalneczki (wszystko w stylowym metalowym pudełku) i Napoleon Brandy :) zaszaleli hoho :D do tego noc na Vegas Party byla dobra jak nie pamietam juz kiedy, zainkasowalem ponad 180 zeta napiwku :D ech, zeby tak kazdy dyzur wygladal, marzenie scietej głowy. Szkoda tylko, że tak niewielu moich przyjaciół i znajomych pamiętało o tym że mam urodziny, nawet życzeń nie dostałem… smutne to taki troche, bo ja staram się pamiętać i zawsze wysle przynajmniej smsa z zyczeniami, a teraz doslownie garstka ludzi pamietala ze mam urodziny. koniec tych smutasów
zacząłem więc nowy okres rozliczeniowy hehe
wcozraj zabrałem Kłakiego wieczorem do Czytelni Kawy na kolejne spotkanie z Kinem OFF, przy piwku i w fajnej atmosferce obejrzeliśmy sobie polki film „Czarny”. Może słowo kapitalny to o niebo za dobre określenie ale film ten był co najmniej bardzo dobry. Z życia wzięta historia, ot taka jakich się dzieje w Polsce tysiące, tylko że w naszym obłudnym kraju i społeczeństwie wiele tego typu spraw jest tuszowanych. Nienawidzę Polski i Polaków pod tym względem, tej naszej chorej obłudy właśnie no ale to juz material na inna, szersza moja wypowiedz…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 07.mar.2011, w Bez kategorii

Dawno nie byłem na żadnej imprezie czy to na domówce, czy to na koncercie czy nawet w klubie… chyba się starzeję a może poprostu życie tak poszło już do przodu, coraz mniej znajomoych wokół, coraz bardziej urywają się kontakty z przyjaciółmi… W sobotę po pracy pojechałem na nocke do Bikera, zrobiliśmy sobie nasze ostatki przy piwku, pogadaliśmy, powspominaliśmy, na youtubie oglądaliśmy i śłuchaliśmy przez dobre ponad 3 godziny piosenki z naszej młodości, z ostatnich 20 lat, wspomnienia same przychodziły do głowy. Szkoda że nie było Krzysia, zrobilibyśmy flaszeczkę jak za dawnych lat :) zaczynam czuć się staro.

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 17.lut.2011, w Bez kategorii

Luty mija jak szalony. Nie dość że praca w salonie to jeszcze dorabiam przepisując ze słuchu audycje radiowe „Dlaczego w trawie piszczy – gawędy Simony Kossak”. przychodzę z jednej pracy i do drugiej i naprzemian. Ale cóż tak trzeba żeby coś mieć. Tymbardziej że jestem w takiej kiepskeij sytuacji materialno-życiowej w jakiej jestem. Przynajmniej jakiś plus z tego bo głupie myśli nie pętaja mi się po głowei choć zmęczenie daje czasem o sobie nieźle we znaki. W każdym razie jestem w miarę happy. Trochę zaniedbałem moje Kroniki Amberu i jakoś nie znajduję już czasu i sił na czytanie ale obiecuję sobie że skończę czytać tą sagę :) zostały mi 2 ostatnie części.
Co się jeszcze takiego ostatnio ciekawego wydarzyło… hmmm… niewiele, jak już pisałem na nic praktycznie nie miałem ostatnio czasu ale… no właśnie. Izunia Prokop przyleciała z Londynu na kilka dni no i nie było mocy, musieliśmy się spotkać :) we wtorek poszliśmy do Czytelni Kawy, posiedzieliśmy kilka godzin, pogawędziliśmy, było bardzo miło i przyjemnie. Szkoda, że ten czas minął tak szybko… w sumie planowalismy wypad w kilka osób do szkapy na wieczorną jakąś posiadówę przy grzańcach ale na planach jak to przeważnie bywa się skończyło. Mam nadzieję, że jak następnym razem Izunia przyjedzie to spędzimy ze sobą więcej czasu, ech ukochana to moja kumpela :*
A przedwczoraj dostałem istną bombę :) otóż, tak tak to nie żart, KoRn w tym roku będzie gwiazdą Ursynaliów!!! (juwenalia SGGW w stolicy) no myślałem że padnę, tymbardziej że ceny są kosmicznie… niskie :) za pojedynczy dzien w przedsprzedaży bilet dla niestudentów kosztuje 30zł!!!!!! nie ma wała, trzeba jechać na „mszę” :) tymbardziej, że to będzie pierwszy koncert KoRna w plenerze. Zobaczymy jak to im wyjdzie. Zapowiada się świetny trip bo już kilkunastu znajomych się tym zainteresowało poważnie i mają ogromną ochotę jechać :) yeah!!! z utęsknieniem czekam na początek czerwca i tylko jak się bilety pojawią to nie ma przeproś, głód zajrzy do miski ale bilet kupić trzeba :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 31.sty.2011, w Bez kategorii

W sobotę spotkałem się z Karolcią po prawie blisko roku od ostatniego naszego spotkania. Posiedzieliśmy sobie w Kacperku i te półtora godziny minęło jak mgnienie oka… szkoda, że tak szybko, no ale obiecaliśmy sobie, że musimy nadrobić stracony czas następnym razem, może w Szkapie? :)
Karolcia jak zwykle piękna i uśmiechnięta, ech, aż się z tęsknoty czasem serce skręca, że tak rzadko się widujemy, że tak to życie szybko przemija, a wspomnienia fajnych wielu chwil z przeszłości są ciągle takie żywe…
Gdzieś to towarzystwo z dawnych lat totalnie się rozwaliło. Nie wiem, ale po raz kolejny przeczuwam, że coś się bardzo mocno popsuło między Karolcią a Elą (kiedyś to przecież były najlepsze przyjaciółki)… A teraz jedna o drugiej wogóle nie wspomina, nawet nie pamiętam kiedy je razem widziałem… Z Elą nie widziałem się już od czerwca i mam jakiś taki do niej wewnętrzny żal, że nic kompletnie się nie odzywa, a przecież wróciła na stare śmieci i mieszka rzut kamieniem ode mnie…
A wracając do soboty, naprawdę fajnie i miło było znów porozmawiać z Karolcią, to spotkanie wprowadziło mnie w bardzo pozytywny nastrój :)

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 24.sty.2011, w Bez kategorii

w sobotę oblewaliśmy z Krzysiem u Bikera jego 30 urodziny oraz to, że za kilka miesięcy zostanie tatusiem :) Boże, jak ten czas szybko leci… jeszcze niedawno bylismy nastolatkami wałęsającymi się po osiedlu a dziś…
trochę mnie to przeraża, ten upływający jak woda w strudze, czas…

Zostaw komentarz więcej...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

przez , 18.sty.2011, w Bez kategorii

Wczoraj miałem miłe spotkanko z Marzenką Matysiak i Arturem Karolikiem. Ustawiliśmy się przy fontannach, potem zabrałem ich do Czytelni Kawy, gdzie spędziliśmy dobre 2 godzinki na miłych pogaduszkach, a gdy poczuliśmy, że nam kiszki zaczynają grać marsza hop siup do Legendy na pizze :) Oj, co się wczoraj uśmiałem. Potrzebne mi było takie spotkanie, bo ostatnio u mnie problemy nasilają się na maksa a psychika już tego nie wytrzymuje… Szkoda, że nie było Grześka i Anki, wtedy nasza „stażowa ekipa z Komendy” byłaby w komplecie. No ale i tak było fantastycznie :) czas minał bardzo szybko w miłej atmosferze i zrytych i pokręconych tematach :D
Powtórka obowiązkowa!!!

A ja jestem w trakcie czytania Kronik Amberu Rogera Zelaznego. Zakupiłem sobie jakiś czas temu piękne wydanie wszystkich cześci sagi o Amberze zebranych w 2 tomach. Pierwszą cegłę mam już za sobą :) teraz czeka na mnie tom 2. Pamiętam jak w 1994, kiedy to jeszcze byłem młokosem i kupowałem miesięcznik o grach komputerowych „Top Secret” pewnego razu napisałem list do redakcji, w którym humorystycznie zrypałem Sir Haszaka – redaktora naczelnego. Ku mojemu zdziwieniu wkrótce otzrymałem nagrodę w jakimś dziwnym konkursie i Top Secret przysłał mi książkę „Dziewięciu Książąt Amberu” – 1 cześć sagi o Amberze. Przyznam, że pochłonąłem ją wtedy niesamowicie szybko. Bardzo mi się spodobała. Szukałem później rozwinięcia ale nie znalazłem, po części pewnie z braku za małolata własnych funduszy, po części z mojego wrodzonego lenistwa. W każdym razie nadrabiam teraz tamte stracone lata. Amber jest mój!!! :D

Zostaw komentarz więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...